• Wpisów:77
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 15:31
  • Licznik odwiedzin:11 311 / 1696 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Niedziela, 1 stycznia/ oraz kilka innych dni…

Zauważam go. Biegnie powoli przed siebie. Tylko dokąd? Stoję na skraju miasta, pogrążona w strachu i ciemności nocy. Przede mną roztacza się ogromna przestrzeń, przysypana dużą ilością śniegu. Jest ciemno i prawie nic nie widać. Ruszam powoli w jego stronę. Nie mam już siły.
Kiedy dzieli mnie tak niewiele, zaczynam biec.
-Oscar! – krzyczę, zachrypniętym głosem z całych sił. – Zaczekaj!
Dobiegam i rzucam się na niego, przewracając nas oboje w zaspę śniegu. Leżymy na ziemi pośrodku szczerego, ciemnego pola na skraju miasta.
-Co ty wyprawiasz?! – krzyczę jak opętana. – Czemu do biegniesz?!
-Uspokój się.
-Zamknij się! – odkrzykuję.
-Przestań.
-Jesteś nienormalny…! – wrzeszczę na niego.
-Oh, proszę cię – uśmiecha się lekko, tak, jakbym mu właśnie powiedziała o zeszłorocznym śniegu. Kompletny nonsens.
Zapada milczenie. Leżymy tak na zamarzniętej ziemi, jakby to było najnormalniejszą rzeczą na świecie. Nie wiem już co zrobić, o co zapytać najpierw, czy może za coś go przeprosić.
-Możesz mi to wytłumaczyć?
-Co?
-Wszystko, Oscarze, wszystko! – drę się.
-Proszę cię, uspokój się.
-Zostawiłeś mnie tam – macham rękami.
-Nie.
-Tak.
-Nie prawda.
-Tak – mówię. – Przyznaj się.
-Dobra, ale to było konieczne…
-Niby po co?! Zostawiłeś mnie i tylko to się liczy!
-Uspokój się, nic się nie stało… - mówi spokojnym głosem.
Czuję jak przeszywają mnie ciarki. Jestem rozdarta i całkowicie bezradna.
-Podarłam sobie sukienkę.
-Kupię ci nową.
-Nie chcę twoich prezentów – warczę, próbując się podnieść.
-A czego chcesz?
Nie odpowiadam. Łapie mnie za nadgarstki i przyciąga do siebie. Czuję się dziwnie, leżąc na nim w śniegu. Patrzy mi w oczy, a ja się szarpię.
-Powiedz czego chcesz – mówi.
-Odwal się ode mnie!
-Czego chcesz?!
-Puszczaj!
-Mów!
Spoglądam na jego twarz. Głośno oddycham przez usta, czując jak nadal trzyma mnie za nadgarstki. Chce mi się płakać, chce mi się wyć jak nigdy, chociaż sama nie wiem dlaczego i po co. Spoglądam w ciemną przestrzeń wokoło nas. Słychać szum i widać bijącą, jasną poświatę ze wszystkich świateł w mieście. Mam pustkę w głowie. Chcę wszystko, nie chcę nic.
-Żebyś zawsze ze mną był. Żebyś nigdy mnie nie zostawił… - mówię, myśląc o tym, jak po wyjściu z taksówki po prostu odszedł. – Chciałabym tak bardzo, żebyś mnie kochał. Jak nikogo innego; tylko mnie darzył całą swoją miłością. Żebym mogła być zawsze szczęśliwa w twoich ramionach. Wiesz jak bardzo tego wszystkie pragnę? – milknę na chwilę, spoglądając mu w oczy. - Pragnę najbardziej mieć ciebie. Ciebie na zawsze… - Widzę jak się uśmiecha, coraz szerzej i bardziej. – Jesteś idiotą – mówię, choć wcale nie wiem po co. Może żeby mu dogryźć. Tak często robimy dziwne gesty, które wcale nie są potrzebne. Wypowiadamy bezsensowne słowa i epitety, tylko po to, by sprawić komuś przykrość. Dlaczego się nad tym nie zastanawiamy wcześniej? Dlaczego? Dlaczego wszyscy ludzie ciągle nawzajem się ranią?
Wyszarpuję się i podnoszę. Odwracam się tyłem, strzepując z siebie śnieg. Jest mi tak bardzo zimno. Mam w oczach łzy. Nie wiem dlaczego mu to powiedziałam. Czy teraz będzie ze mnie kpił, mówił jak bardzo jestem nienormalna?
-Przecież cię nie zostawiłem! – słyszę głośny śmiech Oscara.
Zamykam oczy i staram się uregulować oddech.
-Odszedłeś… - szepczę.
-Wciąż tam byłem. Gdyby tylko coś się stało, byłbym blisko ciebie – mówi, podchodząc do mnie. – Nigdy bym cię nie zostawił i nigdy tego nie zrobię – mówi, unosząc lekko moją głowę do góry. – Jesteś dla mnie najważniejsza… - Nachyla się i lekko muska moje spierzchnięte wargi.
-To dlaczego uciekałeś?
-Bo chciałem ci pokazać jak bardzo jesteś we mnie zakochana – uśmiecha się. – Bałaś się, ale to dobrze. Boisz się mnie stracić, tak samo jak ja boję się stracić ciebie. Może to nie był najlepszy sposób, by ci to udowodnić, przepraszam.
-Nie poradziłabym sobie bez ciebie… - mówię, dławiąc się łzami i patrząc mu prosto w oczy.
Po raz pierwszy czuję, że wypowiedziałam do niego w pełni szczere słowa. To nie znaczy, że go oszukiwałam przedtem, lecz teraz jestem czegoś pewna. Czegoś więcej. Że Lu nie jest dla mnie ważny w ten sam sposób co Oscar. Że Lu był jedynie głębokim zauroczeniem, czymś chwilowym… I z pewnością nie tym samym, kim jest dla mnie Oscar. Zrozumiałam, że Lu należy do przeszłości, a Oscar do mojej słodkiej teraźniejszości i przyszłości.
Całuje mnie, a potem mocno do siebie tuli. Obejmuję go, szczęśliwa, że mam kogoś, kto jest w stanie tak bardzo mnie zrozumieć i kochać. Czuję się wspaniale, jak nigdy dotąd. Gdzie byłeś wcześniej Oscarze?


-Orual? - słyszę głos chłopaka. Spoglądam na niego. Uśmiecha się do mnie - Ładnie wyglądasz kiedy się zapadasz w swoich myślach.
Szturcham go lekko i uśmiecham się. Wysiadamy z metra i idziemy zatłoczoną ulicą w stronę parku.
-Mogę o coś spytać? – odwraca do mnie twarz. – Dlaczego odwiedzasz te dzieciaki?
Uśmiecham się do siebie i spoglądam na budynek przed nami.
-Czasami nie da się robić pewnych rzeczy dla tych, dla których powinniśmy je robić, w tym dla siebie, ale można je robić dla innych, dla obcych – mówię cytując Homes. - Kaja i Josua są dla mnie obcymi osobami.
-Jak na nich trafiłaś?
-Wdrożyli taki program – „Bliżej serca”. Jest to przede wszystkim dla ludzi, którzy nie mają zawsze odpowiednich środków, by zaadoptować takie dzieciaki, więc wymyślili, by móc odwiedzać je tutaj, na miejscu. Dzieciakom daje to równie dużo szczęścia, czują się kochane i chciane.
-To dobry pomysł.
Kiwam głową. Łapię Oscara za rękę i spoglądam na niego. Uśmiecha się do mnie.
-Jesteś niesamowicie wyjątkowa.
Śmiejemy się i idziemy razem w kierunku Publicznego Domu Dziecka.
Kiedy wchodzimy razem do pokoju bliźniaków, czuję znaną mi radość.
-To twój chłopak? – pyta Josua.
Patrzę się na niego, zaskoczona jego pytaniem. Spoglądam na Oscara i myślę o tym, co razem przeszliśmy. Myślę o sobie, wtedy gdy chciałam mu powiedzieć, że nic dla mnie nie znaczy i że go nie kocham. Nie zrobiłam tego i myślę, że to było jedno z moich lepszych posunięć w życiu. Myślę o tym jak często odrzucałam tego chłopaka od siebie, od swojego życia i świata, a on za każdym razem powracał niepokonany i silniejszy. Myślę ile razy kłóciliśmy się i ile razy się czule obejmowaliśmy. Jak dużo spędziliśmy ze sobą czasu, a zarazem tak niewiele.
-Tak – odpowiadam głośno. –Tak, to mój chłopak – Uśmiecham się do Oscara i patrzę mu w oczy. Widzę w nich drobinki szczęścia.

Po południu wraca Sophie z Matthewem z Aten. Wpadają do nas na kolację, przy czym Sophie nie może nacieszyć się, że znalazłam bratnią duszę. Kogoś ważniejszego niż przyjaciela.
-Każda miłość, powinna opierać się na przyjaźni. Ufamy sobie nie tylko jako para… - tłumaczę siostrze.
Mam wrażenie, że mówię i robię wszystko tak, jakby to było dla mnie naturalne, że mam chłopaka. A przecież wcale tak nie jest i w tej dziedzinie Sophie z pewnością wie, więcej o miłości, mimo, że jest ode mnie młodsza. Więc dlaczego zachowuję się jak profesjonalistka, która wszystko wie i dokładnie rozumie?

Budzą mnie jasne promienie, wiosennego słońca, wpadające do naszej sypialni. Wtulam się w tors Chłopaka Z Metra, śpiącego obok mnie. Patrzę na jego zamknięte powieki, obserwuję kształt ust, uszy, nos i blond loki, opadające na czoło. Na twarzy ma uśmiech. Widzę jak otwiera nagle oczy i wrzeszcząc rzuca się na mnie i wciąga mnie pod kołdrę. Oboje głośno się śmiejemy. Tak bardzo lubię, gdy mnie zaskakuje. A zaskakuje mnie często. Niemal każdego dnia czymś zupełnie innym i niepowtarzalnym. Biorę głęboki oddech; nie wiem już sama, który z kolei w moim życiu. Lecz ten jest inny. Pierwszy, który dodaje mi sił. Dodaje mi energii. Czuję jego moc. I pierwszy raz doceniam to, że mogę wziąć tak głęboki oddech i poczuć zapach ważnej osoby obok mnie.


*Od autorki*
Przede wszystkim dziękuję każdemu z was za te wszystkie miłe słowa, jakie otrzymałam podczas pisania „Głębokiego oddechu”. Niezwykle mnie one motywowały i dodawały sił. Nie spodziewałam się, że aż tak wam zależy na kolejnych rozdziałach. Uwielbiam czytać wasze opinie, bo to właśnie dzięki nim wiem co powinnam zmieniać w tekście. Dziękuję!
Zdradzę wam epicki sekret, który znałam tylko ja aż do dnia dzisiejszego xd
Oscar powstał na podstawie zmiksowanych cech charakterów wszystkich moich przyjaciół. Warto mieć kogoś takiego.
Na podstawie obserwacji kilku osób, postanowiłam stworzyć kogoś niezmiernie kruchego, samotnego i zagubionego w dzisiejszych czasach – Orual. Miała wzloty i upadki, ale myślę, że mimo wszystko udała mi się jej postać. Bardzo ją pokochałam przez te dwa miesiące pracy nad opowiadaniem i z żalem się z nią pożegnam.
Lu był postacią wyjątkową, gdyż to dzięki niemu fabuła zmieniała od czasu do czasu akcję na nie bywałą.
Podsumowując – cieszę się, że wszystko poszło po mojej myśli, tak jak to zaplanowałam na samym początku. Myślę, że to moje najlepsze opowiadanie. (Ta skromność..)
Do kolejnego mam nadzieję…
  • awatar Coma Black: Pochłonęło mnie to opowiadanie, utonęłam w nim. Dziękuje PS: Lublin, witaj:)
  • awatar Gość: Jestem...jestem pod wrażeniem, jestem zachwycona i wzruszona. To było coś wyjątkowego. <3
  • awatar I'm the ghost of a girl...: Wspaniałe zakończebie i wgl fantastyczne opowiadanie ;) mam nadzieje, że będzie następne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Niedziela, 1 stycznia

Idę chwiejnym krokiem, nie wiedząc dokąd mogłabym się udać. Więc idę tak bez końca, ciągle przed siebie. Mróz szczypie mnie w nagie części ciała. Przełykam ślinę, czując ból gardła. Zamykam oczy i pragnę by Bóg odebrał mi życie. Nie mam już siły na to by żyć. By c h c i e ć żyć.
Resztkami sił odpycham od siebie Oscara, który idzie obok mnie. Nie chcę go teraz widzieć. Zniszczył mi życie. Gdyby nie on, byłabym szczęśliwa w ramionach Lu. Tak bardzo szczęśliwa…
-Wracamy. Nie możesz tak chodzić po mrozie całą wieczność – mówi.
Nie reaguję. Idę. Wciąż idę. Dorównuje mi kroku i staje przede mną, łapiąc mnie za ramiona.
-Orual, skup się! – mówi głośno.
Miotam moim wzrokiem po okolicy. Zaczyna padać śnieg, a mi robi się coraz bardziej zimno. Jednak to, nie może sprawić bym teraz zapragnęła do niego wrócić. Czuję jak mocniej mną potrząsa. Spoglądam na niego i widzę, że patrzy mi prosto w oczy. Sama nie wiem, czy jest bardziej smutny czy rozżalony. Czy boi się o mnie? Czy martwi? Czy w ogóle coś dla niego znaczę?
-Powiedz mi co się dzieje – mówi, łapiąc moją dłoń. – Proszę.
Nie wiem jak z nim rozmawiać, co odpowiedzieć. Nie potrafię go kochać, tak jakby tego chciał. Nie potrafię, gdy wiem, że w pobliżu jest Lu. Zamykam oczy i osuwam się na ziemię, pozwalając na to, by Oscar mógł mnie uratować jak prawdziwy książę z bajki.
Otwierając oczy, widzę migający obraz za szybą taksówki. Oscar obejmuje mnie ramieniem, sprawiając, że czuję się jak mała dziewczynka. Może wciąż nią jestem, tylko o tym nie wiem? Może każdy z nas jest dzieckiem od początku do końca, tylko udaje, że tak nie jest? Przecież wciąż się bawimy. Wszyscy się nieustannie bawimy. Bawimy się sobą nawzajem. Czy to nie straszne?
Patrzę na mijanych ludzi – pijanych, szczęśliwych, smutnych, samotnych i tych w towarzystwie, na mijane budynki, na ozdoby sylwestrowe, na samochody, na ulice, na miasto, w którym żyję. Myślę o mojej rozmowie z mamą. Co by powiedziała, wiedząc jak się zachowuję, jak traktuję siebie i innych? Co by zrobiła? Czy ukarałaby mnie? Może wie, może zdaje sobie sprawę, jaka jestem, mimo, że się od niej odsunęłam? Mimo, że się odsunęła od wszystkich, bo bałam się im zaufać. Bałam się zostać zraniona i sama; aż pewnego dnia to się stało. Zostałam sama.
„Głupia! Chłopak, który bezinteresownie cię przygarnął do serca, wciąż tu jest! Znosi twoje ciężary razem z tobą, twoje smutki i złości, pomaga ci, jak tylko umie… Choćbyś miała i tylko jego, to nie będziesz samotna. To nie jest ktokolwiek, czy ty tego nie dostrzegasz? Skup się, Orual!” Zamykam oczy i zaciskam usta. Wiem. Wiem to. Ma rację, lecz nie potrafię z tym żyć…
Wysiadamy z taksówki, stając w odległości kilku metrów od siebie. Wpycham ręce, głębiej do kieszeni kurtki i spoglądam na chłopaka.
-Po co mnie tu przywiozłeś? – pytam. Spogląda na mnie kątem oka i rusza przed siebie. Przez chwilę stoję, przyglądając się uważnie jego oddalającej się sylwetce.
Rozglądam się, podnoszę wzrok do góry, dostrzegając obok siebie ogromny biurowiec, przyozdobiony kolorowymi światełkami. Na lewo, po drugiej stronie ulicy, znajduje się park, przysypany śniegiem. Spoglądam ponownie na chłopaka, który jest już kawałek stąd. Czuję jak ogarnia mnie panika, bo nie wiem gdzie się znajduję. Nie potrafię stąd wrócić do domu, nie znam tej dzielnicy. Taksówkarz odjechał, a Oscar odszedł.
Stoję na środku chodnika w sylwestrową noc.
Krzyczę.
Mijający mnie ludzie, przystają na chwilę, przestraszeni.
Wciąż krzyczę, wydając z siebie potworne dźwięki.
Płaczę.
Spoglądam w niebo. Pada śnieg.
Biegnę za Oscarem, ślizgając się w butach na obcasach na zamarzniętym, oblodzonym chodniku. Oddycham przez usta, czując jak robi mi się gorąco.
-Stój! – krzyczę. – Stój, rozumiesz?! Stój! – czuję jak ochrypłam na mrozie.
Chłopak skręca w jakąś uliczkę, przyśpieszając kroku. Ponownie się ode mnie oddala, a ja czuję jak świruję. Ślizgam się. Kręci mi się w głowie.
-Zatrzymaj się! Chcesz mnie tu zostawić? O to ci chodzi? – krzyczę, wciąż go goniąc.
Wbiegam za nim w ciemną uliczkę, gdzie światło latarni już nie sięga. Ogarnia mnie mrok i przez kilka sekund kompletnie nic nie widzę, potykając się o coś i kilka razy upadając. Boję się teraz wszystkiego. Samotność jest niczym w porównaniu z tym co czuję. Kiedy odzyskuję pełną świadomość, widzę jak chłopak zaczyna biec. Biec przed siebie. Nie do mnie, czego bardzo bym teraz oczekiwała.
Podnoszę się i zaczynam go gonić, nadal gorzko płacząc. Dlaczego mi to robi? Dlaczego ucieka? Czy powinnam za nim biec? Czego on tak właściwie ode mnie oczekuje w tym momencie?
Zatrzymuję się, głośno dysząc ze zmęczenie. Krzyczę. Straciłam go z pola widzenia. Gdzie jest? Dokąd pobiegł? Kręcę się wokół siebie, rozglądam i wypatruję. Jestem pewna, że teraz z pewnością się zgubiłam.
  • awatar Limited: *Nadrabiam* Kurka wodna. Zostawił Orual samą :c To niesprawiedlliwe.
  • awatar Gość: Jak mógł ją zostawić ? : ccc . Ej , tak nie może byc : ccc A rozdział jest cudowny ; *
  • awatar toxicbreath †: długi czas mnie nie było,ale w tydzień nadrobiłam zaległości! jest super!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Piątek, 30 grudnia/ Sobota, 31 grudnia/ Niedziela, 1 stycznia

-Jutro sylwester. Na co masz ochotę? – Oscar podchodzi i obejmując mnie lekko w pasie, całuje mój kącik ust.
-Możemy wyjść gdzieś razem, a potem… - spoglądam w jego niebieskie oczy i uśmiecham się szeroko. Odgarnia moje włosy za ucho.
-Jesteś bardziej niegrzeczna, niż myślałem – szepcze mi do ucha.


Wygładzam czerwoną sukienkę, opinającą moje ciało i zawieszam na szyi srebrny łańcuszek. Przez chwilę trzymam go w dłoni, patrząc na swoje lustrzane odbicie, myśląc o tym, jak bardzo jestem piękna, kiedy ogarnia mnie szczęście, po czym zakładam buty i idę w stronę głównych drzwi, przy których czeka już na mnie Oscar.
Idziemy razem, blisko siebie, trzymając się za ręce, ciesząc się sobą nawzajem. Niebo jest przejrzyste, a księżyc w idealnej pełni, oświetla nas dwoje. Wchodzimy do zatłoczonego klubu, nad którego wejściem wisi migający szyld z jego nazwą. Na sali jest tłoczno i głośno. Ludzie skaczą w rytm muzyki. Jest jeszcze wcześnie i większość z nich nie zdążyła się jeszcze w pełni upić. Mimo wszystko w powietrzu unosi się duszący dym papierosów, jonitów; wszystkiego... Wtapiamy się w tłum i zaczynamy tańczyć. Tłum napiera na nas coraz bardziej z każdą minutą. Tańczymy blisko siebie przez bardzo długi czas, aż w końcu Oscar oddala się do baru po dwa drinki. Zostaję na parkiecie i bawię się, czekając na niego. Wciągam do płuc dym unoszący się w pomieszczeniu. Nagle czuję na biodrach czyjeś dłonie. Przez chwilę pozwalam się kierować na parkiecie przez tą osobę. Całuje mnie w szyję, a drugą ręką dotyka moich nagich ramion. Muzyka zagłusza moje myśli, które szaleją jak zwariowane. Wyrywam się z uścisku i odwracam, widząc przed sobą uśmiechniętą brunetkę. Jest nawalona. Marszczę brwi i oddalam się w innym kierunku.
Siadam obok Oscara, który podaje mi mojego drinka. Upijam łyk, delektując się jego intensywnością i smakiem. Spoglądam w kierunku skaczących ludzi. Obserwuję jak się bawią, śmieją i popijają swoje drinki. Nagle przebiegają mnie ciarki, mimo, że jest tu gorąco. Czuję jak serce zaczyna szaleńczo szybko bić. Wstrzymuję na chwilę oddech. Na drugim końcu sali stoi Lu. Biorę ogromny łyk mojego napoju, nie odrywając od niego wzroku. Zastanawiam się czy już mnie zauważył, czy jeszcze nie. Z kim tu przyszedł? Dlaczego się nie bawi, tylko stoi?
Czuję jak ogarnia mnie nagłe pragnienie, by znów był obok mnie. By tu podszedł, by szeptał mi do ucha, by mnie obejmował. Zagryzam wargę, świadoma, że nie umiem przestać go kochać. Nie umiem. Kiedy nasz wzrok się spotyka, chcę go natychmiast mieć obok.
-Muszę zaczerpnąć powietrza – mówię do Oscara, wstając i kierując się w stronę wyjścia.
Przeciskając się przez tłum, odwracam się i widzę, że Lu idzie w moją stronę. Uśmiecham się do siebie i wychodzę na zewnątrz. Gdy się obracam, on już stoi za mną.
-Sądziłam, że już się nie spotkamy – mówię.
-Myliłaś się.
-Dlaczego przyszedłeś tu za mną?
-Nie bądź głupia, Orual – mówi zachrypniętym głosem, gasząc papierosa butem.
Spogląda na mnie, obserwując mnie przez długi czas. Tak bardzo pragnę, by teraz mnie objął. Zamykam oczy i czekam. Czy jest w tym coś złego? Czy jest coś złego w czekaniu?
-Naprawdę uważasz, że to zrobię?
Uśmiecham się lekko i otwieram oczy, spoglądając na niego.
-N a p r a w d ę uważasz, że przelecę cię jak gdyby nigdy nic? – mówi.
Biorę głęboki oddech. Czuję jak kręci mi się w głowie.
-Masz faceta, Orual! – krzyczy, kręcąc głową. Czy on to właśnie powiedział na głos, czy tylko ja sobie to wyobraziłam w myślach? Co jeśli jednak? Czy to znaczy, że Lu i Oscar nie są rodzeństwem? – Nie jestem taki, jak myślisz. Najlepiej nie myśl o mnie wcale, okej? Po prostu… - mówi ciszej i spokojniej. – Po prostu zaufaj przeznaczeniu – mówi, odwracając się i odchodząc.
Dławię łzy, nie wiem co robić, co myśleć o wszystkim. Czuję się zagubiona, samotna, zła.
-Lu! – krzyczę. – Lu, proszę!
Biegnę za nim, czując przeraźliwy chłód na nagich ramionach. Jest ślisko i morko, lecz nie zwracam na to uwagi.
-Lu, zaczekaj, proszę! – krzyczę, ale on nie reaguje. Odchodzi. Odchodzi na moich oczach w głąb miasta. – Porozmawiajmy… - szepczę.
Niemal słyszę jak mówi, że właśnie po to tu przyszedł. By pogadać i wszystko zakończyć, na spokojnie. Schylam się i nabieram ręką garść śniegu, następnie rzucając ją w niego. Krzyczę. Jestem na niego zła, jestem zła na wszystkich, na ludzi, na świat, na Oscara, na siebie. Upadam na ziemię, czując jak śnieg otula moje nagie ciało. Za każdym razem kiedy uwierzę, on znów odchodzi. To ze mną jest coś nie tak? Bo ledwie się pozbieram, już czekam kiedy to zrobi…
Zamykam oczy. Nie chcę żyć. Chcę umrzeć. Krzyczę, płaczę, dławię się od łez. Jestem zachrypnięta. Nakazuję sercu przestać bić, lecz ono nie reaguje. Leżę w śniegu i głośno się śmiejąc, robię aniołka.
-Orual! – silne ręce Oscara, podnoszą mnie z zimnej ziemi. – Co ci jest? Orual, błagam… Popatrz na mnie! – chwyta moją twarz w dłonie i odwraca w kierunku swojej. Patrzy na mnie zszokowanym wzrokiem i całuje mnie w usta. Całuje moją zapłakaną, brudną od rozmazanego makijażu twarz, odgarniając mi włosy za ucho.
-Nie chcę już żyć… - mówię, pozwalając by łzy płynęły po moich policzkach. – Chcę umrzeć, Oscarze!
-Orual… - szepcze, okrywając moje zmarznięte ciało, swoją kurtką. Obejmuje mnie i tuli do siebie z całych sił.
Czy tak samo by się zachował, wiedząc, że chciałam go zdradzić? Co by powiedział? Jakby zareagował, gdyby zobaczył mnie tutaj z Lu? Gdyby to Lu mnie obejmował i pieścił?
Dlaczego nie potrafię zaufać przeznaczeniu?


Bardzo mi się podoba ten obrazek; jest pełen wdzięku
Z racji, iż zbliżamy się ku końcowi, chciałabym bardzo móc napisać dla was coś nowego. Niezmiernie mi pomożecie jeśli dacie jakieś pomysły tu, albo na priv., naprawdę!
*Liczę na was kociaki* !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Czwartek, 29 grudnia

Budzę się w środku nocy i nie mogę już zasnąć. Jest mi gorąco. Odkrywam pościel i leżąc, wpatruję się w ciemny sufit. W końcu wstaję i idę po cichu do kuchni, w której jak zauważam siedzi chłopak. Siadam naprzeciwko niego i podciągam kolana pod brodę, obejmując je luźno.
-Nie śpisz? – pyta.
Kręcę przecząco głową i uśmiecham się do niego. Na środku stołu stoi kilka świeczek, lecz tylko jedna, największa, jest zapalona. Słaby blask ognia, oświetla nasze twarze.
-Zawsze kiedy jest mi źle, siadam tutaj i zapalam jedną ze świeczek – szepcze, wpatrując się w mały płomyk. – W jakiś sposób, czuję, że mnie to wycisza, nadaje sens. Mogę wszystko przemyśleć, zrozumieć. To jak rozmowa z Bogiem – spogląda na mnie.
-Więc… jest ci teraz źle? – pytam również szeptem.
Patrzy na mnie; niemal czuję jak obserwuje każdy detal mojej twarzy. Wzdycha i niezauważalnie kiwa głową. Przygryzam dolną wargę i sięgam po jedną ze świeczek, następnie ją podpalając od jego. Stawiam ją przed sobą, blisko i obejmuję dłońmi.
-Powiedz mi… – mówię. - dlaczego ja tutaj jestem? Dlaczego w środku nocy siedzę u ciebie w mieszkaniu i rozmawiam z tobą? Dlaczego nie mogę spać? Dlaczego…?
Oscar milczy. Ja też milczę. Czekam, aż mi odpowie, lecz on tego nie robi. Otwieram usta, by zapytać jeszcze raz, ale wtedy on się odzywa.
-Ponieważ gdyby cię teraz tu nie było, nie spełniłoby się moje marzenie.
Podnoszę wzrok i spoglądam na niego podejrzliwie.
-Marzenie?
Patrzy na płomyk świecy, nic nie mówiąc.
-Jestem twoim marzeniem?
-Mhm.
Przygryzam policzek od wewnątrz i myślę nad znaczeniem tego wszystkiego. Czuję jak serce bije mi szybciej i robi mi się gorąco. Jak na policzkach pojawiają się czerwone rumieńce, które palą moją skórę.
-Więc dlaczego jest ci źle? – pytam spuszczając wzrok.
-Bo się martwię – mówi. – Martwię się o ciebie. O to jak mam ci powiedzieć, że cię kocham, o to w jaki sposób poukładać sobie życie, jak sprawić byś była szczęśliwa, jak wypełnić pustkę w twoim sercu, o to jak powinienem przeżyć własne życie… - szepcze.
Pociągam nosem i spoglądam na niego. Siedzę w milczeniu, patrząc mu głęboko w oczy i czując, że serce wali coraz szybciej, sprawiając mi niemalże ból.
-Kochasz mnie? – pytam zdziwionym głosem.
-Kocham. Czy jest w tym coś złego?
-Nie – kręcę przecząco głową. – Nie powiedziałam tego – szepczę. – Przecież uczucia nie wybierają…
Przełykam głośno ślinę i pozwalam łzom wypłynąć z oczu. Płynąć po policzkach i skapywać na blat. Kręcę przecząco głową.
-Dlaczego mnie kochasz?
-Bo masz najpiękniejsze serce jak nikt inny. Wyjątkowe, silne i tak bardzo wspaniałe! Nie ma drugiej jak ty…
-Serce? – unoszę do góry brwi i łykam słone łzy. – Dlaczego serce?
Widzę jak się uśmiecha, wyciąga swoją dłoń ku mojej i ją obejmuje.
-Nie wiem, Orual – szepcze. – Nie wiem. Może dlatego, że moje serce czuje się szczęśliwsze przy twoim niż przy innych? Może po prostu darzy cię nieograniczoną miłością?
Wpatruję się w niego i nagle jakby nigdy nic zaczynam się śmiać. Czuję dziwne uczucie, którego nie potrafię opisać, lecz jestem pewna, że mogę je nazwać ze spokojem - miłością. Sama już nie wiem jak powinnam przeżyć własne życie. Zdmuchuję na raz obie świeczki i nachylając się w stronę Oscara, mocno całuję go w usta. Czuję niesamowite szczęście i pragnienie, by zawsze ono było.

Otwieram oczy, czując nieprzyjemny ból w ramieniu. Podnoszę głowę, widząc, że zasnęłam z głową, opartą na dłoniach na stole. Widzę, jak podchodzi do mnie Oscar i bierze mnie na ręce. Opieram głowę na jego ramieniu i zamykam oczy. Gdy po chwili je otwieram, widzę, że leżę w łóżku, przykryta pościelą. Uśmiecham się do siebie słabo i zapadam w sen.

Słyszę pukanie do drzwi sypialni i mimo, że nie śpię od dłuższego już czasu, to nic nie odpowiadam. Chcę chwili prywatności, samotności, wytchnienia. Czy to nie dziwne, że od zawsze starałam się tego uniknąć, a teraz gdy wreszcie udało mi się osiągnąć ten cel, pragnę czegoś zupełnie innego? Czy to nie dziwne, że zawsze pragniemy czegoś zupełnie innego niż mamy?
Zamykam oczy i wciągam powietrze do płuc. Czekam, nasłuchując, aż chłopak odejdzie od drzwi. Po chwili wstaję, ubieram się i związuję włosy w luźnego kucyka. Kiedy staję na progu kuchni, do moich nozdrzy napływa łagodny, słodkawy zapach. Opieram się o futrynę i przez kilka chwil obserwuję krzątającego się Oscara. Radzi sobie zaskakująco dobrze i w myślach przyznaję, że musi naprawdę lubić pracę kulinarną.
-Cześć piękna.
Oscar puszcza do mnie oczko i stawia na stole gotowe śniadanie, wykonując przy tym gest kelnera, zapraszającego do stołu. Uśmiecham się i siadam przed talerzem. Zastanawiam się kiedy zauważył, ze go obserwuję. Od razu? A może dopiero przed chwilą? Czy on sobie aby przypadkiem ze mną nie pogrywa…?
-Jak się czujesz? – zagaduję.
-Nigdy nie czułem się lepiej – uśmiecha się, ukazując dołeczki w policzkach. – A ty?
-Jestem szczęśliwa – mówię i biorę głęboki wdech.
Chłopak wyciąga swoją rękę nad stołem i dotyka mojej dłoni, następnie splatając razem, nasze ręce. Przygryzam lekko dolną wargę i czuję szybkie bicie swojego serca. Całuje mnie lekko ponad obojczykami. Robi to tak delikatnie, że przechodzą mnie ciarki po całym ciele. Wstaje od stołu i obejmuje mnie w talii. Skrywam twarz w burzy jego blond loków.
-Oscarze… - szepczę. Ogarnia mnie przyjemne uczucie. Takie, któro sprawia, ze czuję się naprawdę chciana, potrzebna i kochana. Czyż nie tego nam każdemu brakuje? Prawdziwej miłości, która wymazałaby wszystkie inne zmartwienia? Zamykam oczy. – Zróbmy to.
Mam wrażenie, jakbym dała mu właśnie pozwolenie na coś, co bał się wcześniej zrobić. Jakby nagle klucz został przekręcony w kłódce. Jakby wszystkie drzwi, stały przed nim otworem, czekając kiedy tylko przez nie przejdzie…
Czuję jak moje ciało odrywa się od ziemi, unoszone przez Oscara. Oplatam go nogami w talii i chwytam jego twarz w dłonie, całując długo i nie przerywanie.
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Jak ja uwielbiam czytać twoje dzieła. Stęskniłam się za nimi i tobą. Dawno tu nie wchodziłam i troszkę jestem zagubiona w tym wszystkim, ale już zaczynam od początku. Uhuh, troszkę mi zejdzie :-) . Lubie twój styl pisania :-) . Cholernie wciągasz, aż żal robi się na sercu, gdy trzeba kończyć.
  • awatar Gość: w o w :o No muszę przyznać, że to jest COŚ! Gdzieś ty się nauczyła tak pisać?! Masz w pełni moje serce. Kocham to <3
  • awatar Valar Morghulis.: No w końcu, czekałam na to! <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Środa, 28 grudnia

Wszystko trwa, dopóki sama tego chcesz, Orual - słyszę ciepły głos w mojej głowie. Myślę nad tymi słowami. Myślę o tym, jak powinnam to odebrać. Jakie to ma znaczenie w tej chwili. Czy jeśli przestanę myśleć o Lu, skończy się moja nadzieja na jego powrót i zmianę na lepsze?
„Kochasz Oscara?”
Czy nie za wcześnie na takie mocne stwierdzenia?
„Chcę tylko wiedzieć, co do niego czujesz.”
Jak, skoro ja sama tego tak naprawdę nie wiem? Boję się podjąć złą decyzję.
„On się o ciebie troszczy, nie jest kimkolwiek; byle kim. Darzy cię szczerym uczuciem.”
Skąd ty to możesz wiedzieć?
„Będąc twoim głosem, twoją podpowiedzią i nadzieją, jestem też twoją intuicją, moja droga.”

Otwierając drzwi mojego mieszkania, pierwszy raz w życiu, naprawdę cieszę się, że mój kot mnie tak radośnie wita. Nie robi czegoś zupełnie innego niż zwykle – ot po prostu się łasi do moich nóg. Lecz mój pogląd na życie się zmienił, odkąd wyszłam z domu Oscara i spotkałam się z Lu. Czuję wewnętrzną przemianę i akceptację, co niezmiernie mnie cieszy.
Karmię go, a następnie oddzwaniam do siostry, która nagrała mi się na sekretarkę w moim domowym telefonie.
-Dzwoniłam wczoraj wieczorem – mówi.
-Nie było mnie w domu.
-O dwudziestej trzeciej? Ty nigdy nigdzie nie wychodzisz… Gdzie mogłaś być o tej porze?
Milczę. Zastanawiam się nad tym, co powinnam jej powiedzieć.
-Orual? – słyszę jej głos.
-Nocowałam u Oscara… - mówię.
-S p a ł a ś z n i m ?
Przewracam oczami, gdy słyszę w jaki sposób wymawia to zdanie.
-Spałam na kanapie, Sophie - Po drugiej stronie słuchawki, słyszę głośne westchnięcie. – Dzięki za prezent - mówię, zmieniając temat. – Naprawdę świetny.
-Byłaś u mamy?
-Byłam.
-Naprawdę?
-Tak. Bardzo się ucieszyła.
-Mówiłam! – słyszę, głośny i piszczący głos Sophie. – Mówiłam, że tego potrzebuje. Jak się czuje?
-Nie wiem. Dobrze.
-A jak wigilia? Spędziłaś ją z tym chłopakiem?
-Można tak powiedzieć – mówię, przypominając sobie, jak potraktowała mnie Kate. – A twoja?
-R e w e l a c y j n i e ! Ateny są wspaniałe, muszę cię tu kiedyś zabrać!
Mówię Sophie, że bardzo się cieszę, że jej się tam podoba, pytam kiedy wraca, a potem się rozłączam. Po chwili telefon znów dzwoni.
-Ale tak właściwie to dlaczego spałaś na kanapie, a nie z n i m ? - słyszę głos mojej siostry. Uśmiecham się szeroko i przewracam oczami, wybuchając śmiechem. –Co? Co w tym śmiesznego?
-Oh Sophie, tak bardzo cię kocham! - mówię i zamykam oczy. Mam ogromne szczęście, że jest moją siostrą.
Jedząc obiad, patrzę przez kuchenne okno na rozciągający się miejski krajobraz. W powietrzu unoszą się spaliny, wymieszane z płatkami śniegu. Słucham ulubionego radia, zatapiając się w utworze Clint Eastwood. Myślę o tym, jak bardzo zmieniło się ostatnio moje życie, kiedy poznałam Oscara. Czekałam na chłopaka, który obiecał mnie pokochać, wierzyłam, że wróci i, że to właśnie on zmieni moje życie na lepsze. Że uratuje mnie jak prawdziwy książę z bajki.
Pojawił się ktoś inny, kogo się nie spodziewałam, kogo nie znałam i od kogo nic nie oczekiwałam. I to właśnie on sprawił, że przestałam codziennie płakać i martwić się o jutro. Przestałam się czuć samotna.
Nigdy nie możemy być niczego pewni.
Możemy przypuszczać co się stanie, ale nie mamy na to gwarancji.
Nic nie jest pewne.
Nie wiem co dalej. Czy powinnam biec pod wiatr? Którą mam wybrać teraz drogę?

Wysiadam z metra i kieruję się w stronę St Basket, gdzie mieszka Oscar. W międzyczasie potykam się i ląduję wprost w kałuży pełnej błota. Kiedy wchodzę do jego mieszkania, czuję się inaczej. Jakbym przekraczała granicę innego życia. Coś co niekoniecznie jest negatywne. Odwijam szalik z szyi i idę w stronę salonu.
-Oscar? – mówię, słysząc jakieś odgłosy z kuchni. – Jesteś?
Kiedy staję na progu kuchni, zauważam przy lodówce nędznie ubranego mężczyznę, który wbija we mnie zabójcze spojrzenie. Być może jest chory, walnięty lub uciekł ze szpitala psychiatrycznego, może jest bezdomnym, albo pijanym…
Uświadamiam sobie, że nie zamknęłam mieszkania, bo nie miałam kluczy.
-Byłem pierwszy, kurwa – mówi głośno. – Szukaj gdzie indziej!
Spoglądam na swoje uciapane błotem ubranie i zastanawiam się czy tylko to jest powodem jego osądzeń iż jestem bezdomna.
-Spieprzaj stąd! – drze się facet.
-Jesteś głodny? – pytam.
-Nie, kurwa, tak po prostu kolekcjonuję żarcie z obcych lodówek! –warczy na mnie, odwracając się tyłem.
Chwilę stoję uważnie mu się przyglądając. Czekam aż weźmie wszystko ze sobą i wyjdzie. Jestem w szoku, że tak się do mnie zwraca, lecz staram się tego po sobie nie okazywać, by nie wzbudzać w nim podejrzeń.
-Co tak stoisz, do kurwy nędzy? Chcesz, to bierz i wypierdalaj zanim przyjdzie właściciel! – mówi, spoglądając na mnie. – Ludzie tu mieszkający są naprawdę głupi, by zostawić tak dom otwartym! – parska, chowając jak najwięcej jedzenia do kieszeni.
-Głupi? Dzięki temu masz to jedzenie, więc nie rozumiem…
-A co ty tam wiesz! – krzyczy, idąc w stronę salonu. Lekko utyka na jedną nogę, a podarte i cuchnące ubrania, ciągną się za nim strzępami. – O! – Bierze do rąk złoty łańcuszek i chowa do kieszeni.
-Masz ochotę na herbatę?
-Odwal się, weź – warczy, idąc w stronę wyjścia. Idę za nim, usilnie myśląc, jak odzyskać biżuterię, lecz w tym momencie zauważam Oscara w drzwiach. Chłopak szybko marszczy czoło i spogląda na mnie i na niego. Bezdomny ucieka, Oscar biegnie za nim. Wychylam się w progu i patrzę jak gonią za sobą po schodach. Bije mi szybko serce, a ja nie jestem w stanie sobie poradzić z moimi myślami. Opieram się o ścianę i czuję się tak bardzo zagubiona w swoim życiu… Czuję się dziwnie, kiedy myślę jak bardzo złym człowiekiem jest ten bezdomny mężczyzna. Czuję silny ból w klatce piersiowej. To naprawdę straszne, że są tacy ludzie jak on. Że są zdolni posuwać się do takich czynów, że… Że potrafią żyć w tym swoim beznadziejnym życiu, mimo przeszkód, mimo braków. To straszne, że Bóg pozwala takim ludziom się marnować. Dlaczego w ogóle pozwala im jeszcze żyć, męczyć się na tym świecie? Po co?

-Zrobił ci coś? – Silny uścisk Oscara, obejmuje mnie w pasie i pomaga wejść do mieszkania. Mówi spokojnie, lecz mimo to, wiem, że jest zdenerwowany, bo czuję jego bijące szybko serce.
-Nie – mówię drżącym głosem i siadam na kanapie, podkulając nogi do piersi. – Nie wiedziałam co zrobić, jak zareagować, ja…
-To nie twoja wina, że jest bezdomny, że tu wszedł…
Przełykam głośno ślinę, czując jak łzy toczą się w dół po moich policzkach. Dopiero teraz zaczynam naprawdę płakać. Dopiero teraz rozumiem co się właśnie wydarzyło.
-Moja – szepczę.
-Nie, Orual.
-Tak. To ja zostawiłam otwarte mieszkanie i wyszłam. Tak bardzo cię przepraszam. Zawiodłam, wiem… - chowam twarz w dłoniach i opieram się o oparcie kanapy. Czuję jego delikatny pocałunek na szyi, który daje mi pewną siłę, że będzie lepiej. Zaczynam w to chyba wierzyć…


Matko, tacy kochani jesteście! Dziękuję za wszystkie ciepłe wiadomości <3
  • awatar Gość: Nie napiszę, że jest to genialne, wspaniałe, idealne itp. itd. Ty to już wiesz, więc po co mam ci to po rez enty powtarzać :) Podoba mi się to, jak jest to napisane, podoba mi się treść :D Kochamm too!! <3
  • awatar Limited: Jej ♥ cudowny ten rozdział. Oscar jest cudowny. Do tego taki idealny, czy to tylko złudzenie? Odkryjesz przed nami jakąś ciemną stronę ? Jakieś wady? Przeszłość? Czekam z niecierpliwością na kolejny...może życie Orual zaczyna się właśnie układać....liczę,że tak.
  • awatar My imaginary world♥: Genialny! Oscar jest taaaki kochany ^__^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Środa, 28 grudnia

Czuję nieprzyjemne ciepło i gryzący materiał, otulający moje ciało. Przekręcam się na bok i otwieram oczy. Do pokoju, wpada jasne, zimowe światło dzienne. Podnoszę się i siadam na kanapie. W pomieszczeniu nie ma chłopaka. Uśmiecham się, widząc, że Oscar pofatygował się by przykryć mnie w nocy kocem. Wstaję, podchodząc do okna, otwierając je na oścież. Biorę głęboki oddech, czując jak mroźne powietrze, przeszywa moje płuca. Zaczynam głośno krzyczeć, ile tylko mam sił. Chcę krzyczeć, by wszyscy mnie dosłyszeli, by każdy wiedział, że stoję przy oknie i jestem szczęśliwa.
-Co ty na miłość boską wyprawiasz? – odwracam się i widzę rozbawionego chłopaka. Rzucam mu się na szyję i głośno śmieję.
-Dlaczego krzyczałaś?
-Chciałam poczuć, że mam kogoś, kto usłyszałby mój krzyk – mówię. - Kogoś kto nauczyłby mnie przestać krzyczeć.
Odgarnia moje włosy z twarzy i obejmuje mnie w pasie, uśmiechając się szeroko.
-Tak bardzo wspaniała… - szepcze do siebie, patrząc na mnie. Śmieję się i wtulam w jego ramię.
Nie przepełnia mnie już pustka, lecz uczucie, że odkryłam w kimś, kogoś zupełnie innego niż się spodziewałam na samym początku. Mam wrażenie, że dostrzegam sens w tym, że nie powiedziałam wcześniej chłopakowi o moich uczuciach do niego. Człowiek nieustannie zmienia zdanie. To główna przyczyna wszystkich problemów ludzkości, jak sądzę. A przecież od wczoraj tak wiele się zmieniło, a za razem nic. Może ja po prostu udaję przed nim i przed sobą?
-Masz ochotę na śniadanie?
-Pewnie.
Idziemy do małej kuchni w której czeka już na mnie talerz z tostami, polanymi syropem. Jedząc myślę o Lu. Wciąż czuję za nim szaleńczą tęsknotę i sama nie wiem, czy powinnam czy nie.
Żegnam się z Oscarem, który wychodzi do pracy. Zanim wyjdzie z kuchni, nachyla się nade mną i mocno całuje mnie w usta. Gdy wychodzi, myślę o tym co tak naprawdę do niego czuję? Co czuję do Lu? Co wiem o nich obojgu? Czy mniej więcej tyle samo?
Ubierając się, rozważam swoje uczucia, którymi darzę dwoje - na dobrą sprawę obcych mi ludzi. Czym się te uczucia różnią?
Wychodząc z mieszkania Oscara z żalem stwierdzam, że nie zostawił mi nigdzie kluczy. Zostawiam, więc mieszkanie otwartym i szybko zbiegam po schodach na dół, następnie szybkim krokiem kierując się w stronę zapamiętanej ulicy.

Dzwoniąc do drzwi Lu, zastanawiam się czy otworzy mi je on, czy może ta blondynka? Nerwowo czekając, rozglądam się po klatce schodowej. Panuje tu nieprzyjemny odór, wszędzie jest brudno. Na ścianie wisi przekrzywiony, stary obraz.
Otwierają się drzwi, w których widzę chłopaka. Patrzy na mnie, nie odzywając się.
-Hej – mówię w końcu, robiąc krok w stronę drzwi. –Mogę?
Przesuwa się na bok i otwiera je szerzej, pozwalając mi wejść do środka. Panuje tu taki sam mrok, jak ostatnio. Wchodzę w głąb mieszkania, zatrzymując się pośrodku salonu. Ściągam kurtkę i siadam na brzegu kanapy.
-Masz papierosy? –pytam.
-Nie musisz tego robić – mówi Lu, nie patrząc na mnie. Podchodzi do barku i pije jakiś alkohol.
-Czego? –pytam zdziwiona.
Spogląda na mnie, ilustrując moje całe ciało wzrokiem.
-Udawać jak bardzo jesteś twarda, zadziorna i swobodna, by mi zaimponować.
Przełykam powoli ślinę i przygryzam dolną wargę. Obserwuję jak stoi do mnie tyłem, szukając czegoś przy barku.
-Niczego nie muszę udawać – mówię. – A już na pewno nie imponować tobie.
-Czyżby? – widzę jak podpala papierosa i wypuszcza dym. – Udowodnij mi to jakimś cudem…
Chwilę szybko oddycham, a potem wstaję i podchodzę do niego, łapiąc go za szyję i przyciągając jego usta do swoich. Robię to tak nagle, że nie umiem tego nawet sensownie wytłumaczyć. Odpycham go od siebie i robię kilka kroków do tyłu, mrużąc oczy.
-Jesteś tak bardzo krucha – mówi, kręcąc przecząco głową z udawanym uśmiechem. – Nie zmienisz tego. Nie będziesz twarda. Nie próbuj.
Zamykam oczy.
-Czekałam. Czekałam zbyt długo, licząc, że jesteś wciąż tym samym Lu, co wtedy. Gdzie zgubiłeś ten urok? Dlaczego nie próbujesz stać się kimś, kim byłeś od zawsze? – spoglądam na niego.
-Na co liczysz? Jak mogę być kimś, kim nie jestem, Orual?
-Pokochaj mnie, Lu… - szepczę, czując łzy w oczach. Mówię to z trudem, zadając sobie ból. Tak bardzo pragnę by wypowiedział teraz te słowa. Chcę je znów usłyszeć po tylu latach, chcę mieć pewność, że są szczere, prawdziwe. Że były takie i wtedy. – Pokochaj.
Widzę jak się uśmiecha i bezradnie kręci głową. Biorę głęboki oddech i ubieram kurtkę. Wychodząc z mieszkania, kładę swoją dłoń na ramieniu chłopaka i mówię:
-Powiedz, co czujesz, stojąc na krawędzi, patrząc w dół?
Kątem oka widzę, jak marszczy brwi i zaciąga się, po raz ostatni.
Idąc chodnikiem, spoglądam w jego okno, widząc jak mnie obserwuje. Czuję żal, że nie mogę go zdobyć z taką łatwością, jak to zawsze robi Sophie.
Odwracam wzrok w innym kierunku i uśmiecham się sama do siebie z nadzieją. Przecież odnalazłam już swoje szczęście. Mam je tutaj, tak blisko siebie. Czymże jest dla mnie Oscar, jak nie szczęściem? Moje serce zaczyna znacząco bić, jak zawsze gdy myślę o tym chłopaku.
Jak mogłam to przeoczyć, zapomnieć, nie zauważyć, zgubić, ukryć, odsunąć na bok…?


Zagubiona uczuciowo Orual, wita.
  • awatar Limited: Oscar i koniec ! Orual, nie niszcz tego ! Będziesz kompletną egoistką jeśli to spie#dolisz.(przepraszam, za przekleństwa) Rozdział...trochę zachowanie Orual mnie zaskoczyło, jak ona mogła ? Lu jest już zupełnie innym człowiekiem, niech ona nie próbuje tego zmieniać i cieszy się z tego, że ma Oscara. Swoje własne szczęście.♥
  • awatar My imaginary world♥: Niech zapomni o tym gburze -.- Oural i Oscar= <3
  • awatar Czarownica .: Niech ona tylko nie stara się o tego Lu! to było by głupie i niemądre kiedy ma się przy sobie takiego kogoś jak Oscar..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Wtorek, 27 grudnia

Stoi przy oknie. Widzę jak wolno oddycha. Jest niska i lekko zgarbiona. Ubrana jak na te warunki, bardzo ładnie. Zadbanie. Jej grube, długie włosy są związane w warkocz, który opada na jej plecy.
Zamykam oczy.
-Jestem silna, mamo.
Otwieram oczy i widzę, że się do mnie obraca. Ma przyjazne spojrzenie. Uśmiecha się lekko, ze zmęczeniem.
-Moja droga Orual – bierze głęboki wdech i patrzy na mnie. – Orual – kolejny wdech. – Cieszę się, że przyszłaś…
Ma cichy, świszczący głos, który sprawia, że zaczynają mi płynąć po policzkach łzy. Nie mam jednak na tyle odwagi, by podejść i ją czule objąć.
-Zawsze byłaś silna – mówi. –Tylko nie zawsze w to wierzyłaś.
-Tak – kiwam głową.
Zapada milczenie, które jak sądzę nie jest dla nas niczym złym. Rozumiemy się bez słów. Wszystko jest jasne i takie proste.
-Odnalazłam Lu, mamo. Naprawdę go odnalazłam – mówię, ponieważ wiem, że jako jedyna zawsze we mnie wierzyła. Wierzyła w moje marzenia.
-To wspaniale, kochanie. Jesteś z tego powodu szczęśliwa? Ważne, tak bardzo jest ważne, byś była szczęśliwa z podjętych decyzji, marzeń i życia. Jesteś szczęśliwa?
-Oh, nie wiem. Czekałam na niego tak długo. A teraz, kiedy go odnalazłam, wiem, że nie jest on taki jakiego go oczekiwałam. Inny. Zupełnie i tak bardzo i n n y…
Siada na łóżku i lekko klepie miejsce obok siebie. Przysiadam się, a ona mnie obejmuje. Czuję nieskazitelną miłość, którą mnie zawsze darzyła. Ciepło, bliskość. Brak samotności. To wspaniałe uczucie, gdy się wie, że nie jest się samotnym.
-Przecież wiesz, jak trudno o coś co byśmy chcieli mieć takie jak marzymy… - czuję jak głaszcze mnie po włosach.
Nabieram mocno powietrza do płuc, czując słodki zapach perfum matki. Jak wtedy, gdy byłam jeszcze mała, a ona była ciągle blisko mnie...
-Nie możesz liczyć na coś, co jest odległe od ciebie. Licz na to co masz. Troszcz się o to. Doceniaj tych, którzy są blisko ciebie.
Myślę o Oscarze. Nie doceniam go. Nie doceniam tego co dla mnie robi.
-Nie zasługuję na Oscara – mówię, łamiącym się głosem, jak gdyby ona go znała od zawsze. Jakby wiedziała kim jest. Lecz jest matką. Ona wszystko wie. Wtulam się w jej pierś, a ona tylko mnie głaszcze nadal po włosach i szepcze:
-Nie, Orual. Zasługujesz by być kochaną. Zawsze możesz zacząć od nowa. Spróbować. Nikt ci tego nie może zabronić. Pamiętaj, ja zawsze będę z tobą. Zawsze.
Zamykam oczy. Czuję się szczęśliwa, ogarnięta bliskością, jakiej mi brakowało tak długo.

Wychodzę z budynku z Oscarem, który uważnie przygląda się mojemu uśmiechowi.
-Jesteś szczęśliwa?
Podnoszę głowę w górę i spoglądam w lecące na ziemię płatki śniegu. Czy jestem szczęśliwa? Co to znaczy być szczęśliwą osobą?
-Jestem – uśmiecham się do siebie, a potem spoglądam na mojego towarzysza. Bez słowa oboje ruszamy w nieznanym mi kierunku, blado oświetloną uliczką. – A ty? Czy ty jesteś szczęśliwy? - pytam, chowając ręce głębiej w kieszeniach kurtki.
-Jestem.
-A czym jest dla ciebie szczęście?
-Wszystkim co sprawia, że się uśmiecham.
Milknę i zastanawiam się czy w takim razie jestem jego szczęściem. Kątem oka widzę jak się uśmiecha.
Patrząc na niego, również się uśmiecham. Wypełnia mnie dziwnie, przyjemne uczucie, dające mi swobodę. Idąc obok siebie, ramię w ramię, po dłuższym spacerze, zatrzymujemy się naprzeciwko niedużego domu jednorodzinnego z małym, zaśnieżonym ogródkiem przed oknami. Jak z obrazka.
-Podoba ci się tu? –zagaduje mnie Oscar.
Kiwam głową. Dom wygląda na zadbany i elegancki.
-Mieszkasz tutaj? – pytam, patrząc na niego.
-Nie – chcę zapytać go, dlaczego więc tutaj stoimy i patrzymy na cudzy dom, lecz on przerywa moje myśli. –Jest bardzo ładny. Nie trzeba nic mówić, by kogoś zachęcać to takiej opinii. Wygląda na przyjazny i gotowy na ugoszczenie innych, jednak ludzie, którzy w nim mieszkają tacy nie są – spogląda na mnie. – Ludzie, mieszkający w eleganckich, drogich domach nie są życzliwi, ani dobroczynni. Ich serca są przepełnione zachłannością i niechęcią do niesienia pomocy dla kogoś obcego.
Patrzę mu w oczy i właściwie sama nie wiem, co myślę o jego słowach, co myślę o nim, co myślę o ludziach mieszkających bogato. Dlaczego tak uważa? Czy ma takie prawo, by oceniać tych ludzi? Spoglądam na dom, oświetlony blaskiem latarni. Jest w nim ciemno. Czy chce mnie ostrzec przed oceną swojego mieszkania?
-Nie każdy taki jest. Nie każdy kto jest bogaty, jest zachłanny – mówię. – Czytałeś kiedykolwiek Homes? W jednej ze swoich powieści, ukazała biznesmena, który być może i kiedyś był taki, jak sądzisz, że są ci ludzie – wskazuję na dom przed nami. – Lecz Homes udowodniła nam w tej książce, ze są też dobrzy ludzie, których często oceniamy zbyt pochopnie. Jej bohater nie był idealny –musiał się wynieść ze swojego bogatego domu, był rozwiedziony, lecz w gruncie rzeczy poznał wiele ludzi, którym pomógł. Mimo, że był bogaty. Nigdy nie można być „zbyt bogatym”, zawsze znajdzie się ktoś, kto jest ponad nami. Dlatego ludzie są zachłanni – mówię. – Ale to nie powód, by każdego z nich tak oceniać, Oscarze.
Stoimy do siebie twarzą w twarz z rękoma w kieszeniach i poważnymi minami, mierząc się wzrokiem. Śnieg zaczyna prószyć coraz mocniej. Zastanawiam się co teraz odpowie. Co myśli o moich słowach.
-„Ta książka uratuje ci życie” – mówi i słabo się uśmiecha. – Czytałem – potwierdza skinięciem głowy. – Wspaniała.
-I? –wciąż na niego patrzę. Spogląda gdzieś w dziką przestrzeń ponad nami.
-Myślę, że masz rację i… - patrzy na mnie. - I bardzo bym chciał, by takich ludzi było jak najwięcej.


Stoję w salonie przy oknie w mieszkaniu Oscara. Na zewnątrz jest już ciemno, dochodzi być może dwudziesta druga. W pomieszczeniu panuje cisza, nie słychać tykania zegara, nic, prócz ledwo dosłyszalnego szumu wiatru za szybą. Patrzę jak pada śnieg w blasku światła latarni. Gaszę światło w pokoju i ponownie zbliżam się do okna. Teraz widać wszystko wyraźniej. Mogę obserwować jak płatki śniegu wirują na wietrze, całymi godzinami.
-Czemu stoisz po ciemku? – odwracam się do chłopaka, który podchodzi do mnie i podaje mi kubek gorącej czekolady.
-Patrzę na płatki śniegu.
Podchodzi bliżej okna i staje obok mnie, wyglądając na zewnątrz. Bierze kilka łyków napoju i stawia swój kubek na parapecie.
-Lubisz tak patrzeć? – pyta. Uśmiecham się.
-Bardzo – czuję na sobie jego spojrzenie, ale mimo to nie odwracam wzroku od okna. – A ty? Na co lubisz patrzeć?
Spoglądam kątem oka na Oscara. Piję gorącą czekoladę, następnie odstawiając kubek na parapet. Odwracam się przodem i spoglądam na jego oświetloną przez latarnię za oknem twarz. Uśmiecha się do mnie szeroko i delikatnie dotyka swoją dłonią mojej. Spuszczam wzrok i obserwuję jego rękę, którą powoli przesuwa po moim ramieniu w górę. Dotyka mojego policzka i leciutko go głaszcze, a potem zaczesuje moje włosy za ucho.
-Na Ciebie – mówi, tak łagodnie i cicho, że przeszywają mnie ciarki radości. Moje serce bije jak szalone, staram się równo oddychać.
Podnoszę wzrok, chcąc na niego spojrzeć, lecz czuję na swoich wargach jego usta. Jego ręka delikatnie mnie obejmuje, jakby niepewnie i bojaźliwie. Czuję istną magię w naszym pocałunku. Coś zupełnie innego, niż wtedy gdy się całowaliśmy u mnie.
Otwieram oczy i patrzę na jego usta, trzymając jego twarz w dłoniach. Jesteśmy tak blisko siebie, nasze ciała się stykają. Tak bardzo długo, czekałam na ten wspaniały moment. Ponownie go całuję, powoli i delikatnie. Odwzajemnia to.
-Nie chcę się spieszyć, Oscarze… - szepczę. Czuję i jestem pewna jak bardzo mi na nim zależy i, że teraz nie mogę go stracić. Nareszcie dostrzegam sens w moim życiu.


Taki nudny wyszedł jakoś, więc no... >.<
  • awatar Gość: Po prostu to opowiadanie jest Świetne <3 .
  • awatar Karaliene♥: No to tak. Zacznę, że szkoda ,iż Orual traktuje Oscara tylko jako przyjaciela. No szkoda, ale to już Twoje opowiadanie. Zacznę, że wcale nie jest nudny. Jest fantastyczny a Tobie może się wydawać, że jest monotonny. Każdy autor swoich dzieł rzuca je na głęboką wodę, a tak naprawdę one po prostu wypływają i się unoszą po tafli, wręcz idą w górę! Tak, taka jest Twoja magia.
  • awatar Kaś i Głoguś. ♥: CUDOWNEEEE !! <3333 kocham to NAJWSPANIALSZE!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Wtorek, 27 grudnia

Otwierając drzwi do kawiarni na St Sky, czuję w nozdrzach przyjemny zapach kawy i ciasteczek. Siadam przy tym samym stoliku, co zawsze i zamawiam to co zawsze u tej samej co zawsze kelnerki. Spoglądając za okno, czuję, że moje życie się nie zmienia. Jest ciągle takie samo. Co z tego, że odnalazłam Lu, skoro nic nie robię w tym kierunku by poszerzyć z nim swoje znajomości? Co z tego, że niedługo nowy rok, skoro ja nie umiem się zmienić? Nie umiem podjąć się nowych postanowień?
Piję kawę, którą przed chwilą dostałam i myślę nad swoim życiem. Chciałabym być kimś. Kimś, kogo się pamięta na długo, takim kimś, kto zawsze wszystko wie i jest szczęśliwy w miłości. Czy to znaczy jednak, że ja jestem teraz nikim?
Wyobrażam sobie, że naprzeciwko mnie siedzi Lu. Jest ubrany w swoim, mocnym stylu. Jest taki, jakiego mogłaby sobie wyobrazić Sophie. Zadziorny, wysoki, dobrze zbudowany. Budzi postrach, niekoniecznie respekt.
Kładzie ręce na stoliku i splata je ze sobą. Są duże i doświadczone. On jest doświadczony. Wie, jak mi się zdaje wszystko. Ma na sobie czarną, skórzaną kurtkę zimową, a na głowie ma luźny kaptur, spod którego wystają czarne, kręcone włosy. Ściąga go i widzę, że jego czarna fryzura, jest zmierzwiona i pociągająca. Spogląda na mnie. Zielone oczy. Zielone oczy za którymi od zawsze tęskniłam. Nie uśmiecha się. Jest poważny, lecz rozluźniony. Mam wrażenie, że go nic nie obchodzi. Biorę łyk i zamykam oczy. Chcę, żeby teraz zniknął z mojej wyobraźni.
Czuję dotyk dłoni na swojej. Lekko się wzdrygam i otwieram oczy, nie patrząc na jego twarz. Patrzę na nasze dotykające się ręce. Wędruję wzrokiem do ramienia, potem do szyi i wreszcie spoglądam na jego twarz. Siedzi tu. Uśmiecha się. Jest szczęśliwy. Odstawiam kubek, a w moich oczach niknie ten blask. Spoglądam na Oscara.
-Co tu robisz? – pytam.
-Chciałem się z tobą zobaczyć.
-Chciałeś?
-Chcę. Nadal chcę – uśmiecha się. Nie wiem czy on chce więcej, czy to co jest, jest dla niego w sam raz.
-Muszę ci coś powiedzieć - odchrząkuję i patrzę w bok.
-Coś się dzieje?
Patrzę na lekko drgającą powierzchnię kawy w kubku. Łzy cisną mi się do oczu. Nie wiem od czego zacząć, jak…
-Oscar, po prostu ja… - milknę. Nie wiem. Naprawdę nie wiem. W jaki sposób mam mu powiedzieć, że nie jestem jego „dziewczyną”?
-Jeśli nie chcesz, nie musisz mi niczego mówić. Przecież wiesz, że zaczekam.
Kiwam głową. Wiem. Jasne, że wiem.
-Może chcesz się przejść?
Spoglądam za okno. Prószy lekki śnieg. Tak bardzo bym chciała, żeby to Lu, zaproponował mi to wszystko. Czuję, że niczego nie doceniam. Nie doceniam.
-Może przejdziemy się do mnie, hm? – pyta.
Spoglądam na niego. Nic o nim nie wiem. Naprawdę nic. Za to wiem, że on wie o mnie wszystko…
-Nie wiem czego chcę, Oscarze – szepczę. Czuję, że nie chcę wiedzieć gdzie on mieszka. Nie chcę tego wiedzieć, by później nie musieć zmagać się sama ze sobą czy powinnam do niego iść, gdy poczuję się samotna.
Słyszę jak bierze głębszy oddech. Zastanawiam się czy mnie kocha. Czy jestem dla niego warta coś więcej? Czy tak marna „ja” mogę być niesamowita w czyichś oczach?
-Powiedz mi jaka jestem – mówię, spoglądając na niego. Spoglądam mu w oczy i mam wrażenie, jakby wcale nie był zdziwiony moim pytaniem. Wręcz jakby się tego spodziewał i był pewny, że dobrze sobie przygotował odpowiedź.
- Jesteś zaskakująco, niemożliwie ciekawa wszystkiego co cię otacza; pragniesz znać odpowiedzi na wszystkie nurtujące cię pytania i nie tylko. Jesteś zagubiona we własnej przestrzeni, osamotniona w myślach i uczuciach. Boisz się wykonać najmniejszy, jakikolwiek krok, który mógłby sprawić, że staniesz się tak bardzo szczęśliwa, że osiągniesz wszystko to czego chcesz, ale z drugiej strony jesteś świadoma i to aż nazbyt tego, co może się stać niepowołanym. Zatapiasz się i niemal czuję, jak się dusisz we własnym świecie, który osacza cię strachem. Nie mam ci tego za złe – uśmiecha się. – Ludzie boją się różnych rzeczy, a ty dzieląc się z kimś swoim światem, sprawiłabyś, że to nie byłby już tylko twój i wyłącznie świat, twoja przestrzeń. Posiadasz wspaniały charakter, wyjątkowy. Codziennie mnie intrygujesz, a ja boję się, że nie odkryję w tobie wszystkiego, tyle tego w sobie masz! Ja już nie tylko chcę cię mieć. Ja cię m u s z ę mieć, bo w innym wypadku będę czuł, że jakaś większa część mnie umarła. Bezpowrotnie. Na zawsze.
Patrzę na niego a potem zamykam na chwile oczy i wsłuchuję się w odgłosy dookoła. W ten cały szum w kawiarni. Gdy otwieram ponownie oczy widzę, ze Oscar nadal się we mnie wpatruje.
-Dobrze. Przejdźmy się do ciebie – mówię, wstając.

Jest już wieczór i świecą się na ulicach latarnie w blasku których, widać jak prószy śnieg. Chowam dłonie do kieszeni i idę obok chłopaka. Myślę o tym jak mnie opisał. Zastanawiam się czy rzeczywiście może mnie kochać. Spoglądam w ciemne niebo. Czy Bóg istnieje?
Spoglądam w bok i idę dalej. Nagle zatrzymuję się i biegnę kilka metrów do tyłu, gdzie widniała nazwa tej ulicy. Patrzę i jestem pewna. Skoro jestem pewna to mogę być silna. Jestem silna.
-Co ty wyprawiasz? – słyszę głos Oscara, który staje zdyszany obok mnie.
-Chodź – pociągam go za sobą w stronę budynku po drugiej stronie ulicy. Gdy otwieram drzwi w holu widzę starszego mężczyznę z trudem idącego za pomocą balkoniku. Na kilka minut zatrzymuje się, by na mnie spojrzeć, a potem znów rusza przed siebie. W nozdrzach czuję słodkawy odór. Jest tu cicho.
-Czy to… dom społeczny dla starszych? – pyta zdziwiony Oscar.
Kiwam głową i podchodzę do recepcjonistki, prosząc by podała mi numer pokoju w którym znajduje się osoba, której teraz szukam.
-Po co tu przyszliśmy?
Ignoruję pytanie chłopaka i szybko idę w stronę windy. Mam niecałe pół godziny, gdyż o dwudziestej kończy się czas odwiedzin i zaczyna się cisza nocna.
Kiedy jestem na drugim piętrze czuje jak moje serce zaczyna szybciej bić. Robi mi się gorąco. Mrugam kilkakrotnie, a po chwili staję przed drzwiami do pokoju. Jestem jak w transie. Spoglądam w bok na chłopaka, który stoi przy windzie i uważnie mnie obserwuje. Czy wie po co tu jestem? Czy wie co teraz czuję?
Kiwa do mnie głową, by powiedzieć, że powinnam to zrobić. Więc robię – naciskam wolno klamkę i pcham do przodu drzwi. Wchodzę do małego pokoju w którym zauważam puste, zaścielone jak zawsze, jak dawniej w dzieciństwie, idealnie łóżko a nieopodal dalej kobietę, stojącą do mnie tyłem. Patrzy przez okno. Zamykam za sobą drzwi staję na środku pokoju. Patrzę na nią. Czuję, że serce bije z sekundy na sekundę coraz szybciej i szybciej. Zaciskam wargi. Boję się.
-Mamo? – pytam.
  • awatar Tranquility.: Och, pięknie to wszystko napisałaś kochaniutka. Wiesz, że nadal chcę, żebyś walczyła ze mną na gołe klaty, ja w koszulce xD Śliczny rozdział, czekam tylko na Lu, och ach i wgl! Wpadnij na mojego bloga, bo dodałam rozdział taki sexy :D LOVE, w tym tyg bd list :)
  • awatar Gość: Rozdział jest...no po prostu jest. :) w najlepszym tego słowa wydaniu. Nie wiem po co to w sumie piszę, bo nie wiem jak wyrazić swoje emocje po jego przeczytaniu. On jest nieziemski i zaskakujący. Obym się w następnym nie zawiodła :*
  • awatar arrosa ♥: O matko jej mama w domu opieki :( A wypowiedź Oscara jest wprost nie ziemska :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Sobota, 24 grudnia

Ogromne, ciężkie drzwi otwierają się przed nami, a w nich staje niska, uśmiechnięta kobieta. Ma na sobie białą bluzkę, a na wierzchu granatowy żakiet. Ładne, długie spodnie. Jej oczy spoglądają raz na Oscara, a raz na mnie.
-Cześć mamo - odzywa się chłopak i również się uśmiecha.
-Oscar, jesteście! - krzyczy radośnie, a jej ciemno bordowe, kręcone włosy zabawnie podrygują w rytm jej ruchów.
-Mamo, to jest Orual.
-Miło panią poznać.
-Cześć słońce! – Ma wysoki, ożywiony i ciepły głos. Mówi szybko, a jej spojrzenie otula wszystko dookoła. Uśmiecha się jeszcze szerzej. – Wchodźcie!
Wchodzimy do ciepłego i przestronnego holu. Naprzeciwko frontowych drzwi znajdują się ogromne kręcone schody. Zauważam, że na białych i dużych ścianach wisi, bardzo dużo zdjęć oprawionych w ramki. Na czarne kafelki pod nami, skapuje roztopiony śnieg z naszych butów i ubrań.
-Grace, przyjechali już? –z piętra na górze rozlega się stłumione wołanie, męskiego i niskiego głosu. Kątem oka widzę jak kobieta przewraca oczami.
-Oh wybaczcie - szepcze do nas, a po chwili woła głośniej w stronę schodów. – Tak Jo. Możesz do nas tutaj zejść?
Wchodzimy do dużego salonu, na prawo od frontowych drzwi w którym, jak mi się wydaje nie brakuje niczego. Na długim stole, przykrytym śnieżnobiałym obrusem, stoją równo poukładane talerze i sztućce oraz półmiski z jedzeniem. Na lewo od drzwi na kanapie, siedzi wysoka blondynka, gapiąc się w głośno nastawiony telewizor.
-Hej, Kate - rzuca Oscar, jednak dziewczyna nie reaguje. – K a t e.
-Hm? - spogląda na nas obojętnym wzrokiem.
-To jest Orual – przedstawia mnie chłopak. Widzę jak prawie niezauważalnie kiwa głową.
-Hej – mówię, lekko się uśmiechając, ale dziewczyna natychmiast wraca do oglądania telewizji.
Czuję, że Oscar delikatnie chwyta mnie za ramię i uśmiecha się przepraszająco. Bezgłośnie mówię mu, że to nic takiego.
-Wesołych świąt! – słyszę gromki, męski głos za sobą i lekkie klepnięcie po ramieniu. Odwracam się. Między mną a Oscarem, stoi wysoki, wyższy od chłopaka mężczyzna z blond włosami. Uśmiecha się na mój widok.
-Cześć tato, dzięki.
-Miło was widzieć!
-To jest Orual.
Uśmiecham się i kiwam głową.
-Orual? Piękne imię! – mówi, patrząc na mnie i szeroko się uśmiechając.
-Beznadziejne.
Spoglądamy w stronę kanapy na której siedzi Kate. Kątem oka widzę jak ojciec Oscara pochmurnieje.
-Kate, natychmiast przeproś Orual – brzmi to jak polecenie dla dwojga małych dzieci, które dopiero co się pokłóciły o nową zabawkę. –Słyszysz?
-Sorry.
-Kate…
-Oh, Lu zadzwonił, że go nie będzie – do salonu wchodzi mama chłopaka, przerywając niezrozumiałą konwersację.
Zamykam oczy. Kręci mi się w głowie. Mam wrażenie, że panuje tu dziwna, odosobniona atmosfera. Że tempo życia biegnie inaczej. Szybciej.
-Dlaczego? – Jo marszczy brwi.
-Źle się czuje. Mówi, że się chyba przeziębił i nie chce nas pozarażać…
Czuję, że mogę odetchnąć z ulgą. Że nie będę musiała z nim teraz rozmawiać. Wytrzymywać na sobie jego spojrzenia. Jeszcze nie teraz.
Kiedy siedzimy przy wspólnym stole, atmosfera między nami jest swobodna, mimo, iż Kate nadal nie mówi za wiele, prócz własnych, niestosownych docinek. Wiem, że nieustannie mnie uważnie obserwuje, co zaczyna mnie lekko denerwować, gdyż bardzo się denerwuję tym spotkaniem. Nadal. Mimo, że rodzina Oscara jest taka miła i mimo, że nie ma tu z nami Lu i mimo, że nie przejmuję się zbyteczną opinią Kate, to coś sprawia, że ciągle się denerwuję i bije mi szybko serce.

Kiedy wszyscy oferują się pomóc Grace w sprzątaniu po kolacji, ja także odnoszę do kuchni brudne naczynia.
-Oh Oscarze, tak bardzo się cieszę, że przyprowadziłeś do nas swoją dziewczynę!
Zatrzymuję się za ścianą i utwierdzam spojrzenie w jednym punkcie. Dziewczynę? Czuję dziwne ukłucie w sercu.
„Powinnaś mu była powiedzieć.”
Tak, ale wciąż nie potrafię.
„Nie możesz tego tak ciągnąć. Powiedz mu to co czujesz…”
Oh, Orual, to nie takie łatwe…
-Orual jest… - słyszę stłumiony głos Oscara.
-Nie pozwolę ci na to – przerywa mi Kate. Spoglądam na nią szybko. Stoi obok mnie z kilkoma brudnymi talerzami w rękach. Szybko unoszę, pytająco do góry moje ciemne brwi. Widzę jak dziewczyna mierzy mnie ostrym wzrokiem.
-O co ci chodzi? - mówię, wiedząc, że niefortunnie zadałam jej to pytanie. Zbyt surowo.
-Nie wejdziesz nigdy do naszej rodziny… - nachyla się w moją stronę i mówi szybko, szeptem.
-Kate… - mówię łagodnie, lecz ona w mgnieniu oka wyrywa mi z rąk naczynia i jak gdyby nigdy nic upuszcza je tuż przed moimi nogami. Widzę jeszcze jak spogląda na mnie ze złośliwym uśmiechem, a chwilę potem w progu kuchni staje Grace.
-Oh, Orual. Posprzątam… - mówi, podchodząc.
-Przepraszam… - Odpowiadam i spoglądam kątem oka na schody, na których miga mi kawałek blond włosów Kate. – Jestem strasznie nie uważna. Tak mi przykro.
Kucam i zbieram kawałki potłuczonego talerza. Bije mi serce, a w oczach czuję łzy. Lecz za nic, nie mogę pozwolić by ktokolwiek je teraz zobaczył.
  • awatar ☆LoversGonnaLove♥: wredna sucza ... Nie lubię jej ! . Orual i Oskar To świetna para (będzie) ... Too jest ten Lu o którym myślę ? hmm . Święta, święta i po świętach .. Co z Sylwestrem ? ;> Gwiazdkowych prezentów wam życzę :P I Oczywiście wspaniałych świąt dla autorki <3 ;**** hihihihi
  • awatar Valar Morghulis.: kocham to, niesamowicie piszesz <3
  • awatar Limited: Kate jest straszna. Rozwydrzona, zbunotowana nastolatka. Taki typ tak ma. Lubi być w centrum uwagi. Do tego ma dwóch braci, którzy "należą do niej".... Muszę się nie zgodzić z Twoim komentarzem, na moim blogu, to aty piszesz rewelacyjnie.! Dojrzale, tak dorosło, a zarazem ciepło i sympatycznie. Chce się czytać każdy Twój rozdział. Są dopracowane i przemyślane. Żadko zdarza się aż tak przemyślana fabuła. Opowiadanie jest taki naturalne, prawdziwe. Łatwo wczuć się w życie Orual, jej przeżycia zewnętrzne jak i wewnętrzne. I to ja PODZIWiAM. Jesteś naprawdę świetna! ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Sobota, 24 grudnia

-Mówisz poważnie? - pytam. Nie wiem co jeszcze bardziej może mnie dziś zaskoczyć. – Naprawdę chcesz mnie zabrać na swoją rodzinną wigilię?
-To zły pomysł?
-Tak. Nie. Nie wiem. Oscar! Zdajesz sobie sprawę z tego co mi zaproponowałeś?
-Jasne, że tak!
-Twoja rodzinna wigilia -naprawdę chcesz, żebym w niej uczestniczyła?
-A masz jakieś inne plany na dzisiejszy wieczór? -pyta.
-Ale…
-Ale? Czeka ktoś na ciebie może?
Patrzę mu głęboko w oczy.
-Nie, nie czeka na mnie żaden mężczyzna jeśli o to ci chodzi.
-Więc w czym problem? - przerywa mi. Biorę głęboki oddech.
-Naprawdę? - pytam po raz enty.
-Naprawdę. To jak z tą sukienką? Wiem, że o niej marzysz, Orual! - uśmiecha się do mnie szeroko.
Stoimy oboje po środku kuchni, uśmiechając się do siebie. Co powinnam teraz odpowiedzieć? Zgodzić się jak w każdym filmie, jak w każdej książce, według życzeń autora, a potem dalej iść przez życie szczęśliwa i tak bardzo pewna siebie z surrealistyczną, miłosną historią w tle?
-Oscar.
Podchodzę do niego i obejmuję jego rozpaloną twarz, moimi zimnymi dłońmi. Jest wysoki, a stojąc blisko niego, sięgam mu do ramion. Spoglądam głęboko w jego błękitne oczy. Kosmyk blond włosów, opada mu na twarz. To wygląda tak bardzo seksownie, że z trudem udaje mi się powstrzymać śmiech. Stoimy tak blisko siebie. Wciąż trzymam jego twarz w dłoniach. Oblizuję wargi i szepczę:
-To wspaniały prezent. Nawet lepszy od kaktusa - śmieję się. – Kiedyś ktoś powiedział, że powinno się brać wszystko to, co dają inni – szepczę i na chwilę wstrzymuję oddech. - Dziękuję za sukienkę.
Staję na palcach, obejmuję go za szyję i mocno całuję w policzek.


Poprawiam po raz ostatni czerwoną sukienkę, która niemożliwie dobrze układa się na moim szczupłym ciele. Kiedy spoglądam w lustro, wiszące w przedpokoju, słyszę pukanie do drzwi. Uśmiecham się i przez jeszcze jeden moment wpatruję się w siebie – w wysokiego, luźnego koka, przypudrowaną różem twarz, delikatnie pomalowane oczy, blade usta…
Otwieram drzwi i uśmiecham się do Oscara, widząc jego zaskoczoną minę. Stoi z szeroko otwartymi oczami, które po chwili wracają do rzeczywistości i wpatrują się we mnie z błyskiem szczęścia.
-Jesteś przepiękną dziewczyną - mówi, a ja głośno się śmieję. Jestem podenerwowana nie tylko tym, że spędzę ten wigilijny czas w obecności Oscara, ale także j e g o r o d z i n y.
Wychodzimy przez ciemną bramę, następnie wsiadając do jego samochodu. Nie jest to mercedes, BMW, ani żadne inne auto, którego moglibyście się spodziewać. Moje życie to nie romantyczna historia miłosna, a jego samochód to.. Uśmiecham się do siebie leciutko. Może zostawię to dla siebie w słodkiej tajemnicy? Kiedy siedzę już w fotelu, spoglądam za szybę na moją kamienicę w której świeci się kilka świateł, a przez okna widać ubrane choinki.
-Nie opowiadałeś mi nic o swojej rodzinie - mówię, kiedy już jedziemy. Kątem oka widzę jak chłopak skręca w lewo. Jedziemy główną ulicą, która jest przyozdobiona przy latarniach i drzewkach. Wpatruję się w migoczące świecidełka.
-Mam siostrę i brata- Kate ma siedemnaście lat, a Lu jest nieco starszy od nas.
-Lu? - pytam, czując szybsze bicie serca. Zerkam nerwowo na chłopaka, ale ten patrzy przed siebie, na ulicę. Ten Lu? Na myśl, że zobaczę go dziś wieczorem na wigilijnej kolacji, żołądek podchodzi mi do gardła. Tak bardzo bym pragnęła spędzić z nim te święta. Czy tak nagle moje marzenie mogłoby się spełnić za sprawą jednego pstryknięcia palcami?
-Mhm. Pracuje jako grafik komputerowy. Uwielbia swoją pracę. A Kate, cóż przechodzi okres buntu, jak ostatnio wspominała mi mama- śmieje się. Lu. Grafik komputerowy. Nie spodziewałabym się tego po nim. – Jest naprawdę jeszcze młoda i wierzę, że jej przejdzie. To w głębi duszy dobra dziewczyna. Mój ojciec pracuje w firmie, a matka w biurze, jako sekretarka. To wspaniali ludzie. Święta z nimi to doskonała okazja by móc się zawsze spotkać razem!
Oddycham szybko. Zamykam oczy, chcąc wyobrazić sobie rodzinę Oscara. Chcąc wyobrazić sobie rodzinę Oscara i Lu. Zastanawiam się jakie mają wspólne cechy i podobieństwo. Dlaczego wcześniej mi to nie przyszło do głowy? Dlaczego na to nie wpadłam od razu? Bracia. To takie… dziwne?
-Wszystko będzie okej, zobaczysz. Moja rodzina jest naprawdę bardzo przyjazna.
Czuję dłoń Oscara na swojej. Spoglądam na niego i widzę, że się do mnie uśmiecha. Chciałabym znać odpowiedzi na tak wiele pytań, lecz wiem, że to nie możliwe. Czy to coś złego, że się boję? Co jeśli Lu mnie rozpozna? Jeśli zacznie wspominać coś o mnie przy ich całej rodzinie? Co zrobi wtedy Oscar? Wciąż nie powiedziałam mu co do niego czuję. Że to tylko przyjaźń. T y l k o.
-Wierzę, że tak będzie…- odpowiadam cicho i uśmiecham się blado, ściskając mocniej dłoń Oscara. Musi tak być. Musi być dobrze.


http://expirion.tumblr.com/ followujemy, kochani <3
  • awatar Limited: Lu i Oscar, są braćmi? O mój Boże. !! ♥
  • awatar My imaginary world♥: Nigdy bym się nie domyśliła, ze Lu i Oscar mogą być braćmi! O.O Totalne zaskoczenie! rozdział jak zawsze wspaniały, czekam na więcej :3
  • awatar Czarownica .: Świetne..hm..nie spodziewałam się, że są braćmi ;o Mam nadzieje, że szybko napiszesz następny rozdział bo bardzo mnie ciekawi co się stanie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Sobota, 24 grudnia

-Tak? – mówię, odsuwając się od niego. - Co takiego?
Widzę jak się uśmiecha i lekko przechyla głowę na bok. Zupełnie jak mały szczeniak. Nie mogę dłużej wytrzymać jego wzroku na sobie, więc się szybko odwracam i zalewam herbatę, wrzącą wodą.
-Świąteczny prezent.
Oddycham z ulgą i uśmiecham się do siebie. Odwracam się ponownie do niego, podchodzę i obejmuję jak prawdziwego przyjaciela.
-Już myślałam…
-Myślałaś, że co…? - przerywa mi z uśmiechem, patrząc w moje szaroniebieskie oczy. Kręcę przecząco głową i również się uśmiechem.
-Nic… - szepczę i przytulam go. Czuję jego ciepło i bijące serce. Jego oddech na mojej szyi.
Jestem taka szczęśliwa, że mam kogoś takiego jak o n. Podaję mu kubek z herbatą i opieram się o kuchenny blat.
–Więc, co to takiego? - pytam i upijam łyk cytrynowej herbaty.
Uśmiecham się do niego zachęcająco. Siedzi na brzegu kuchennego krzesła przede mną. Trzyma mocno kubek w swoich szerokich, silnych dłoniach. Patrzy na mnie uważnie i wiem, że się nad czymś zastanawia. Unoszę do góry brwi w uśmiechu.
-Sukienka.
Widzę jak szybko podnosi kubek do ust i pije. Pije długo, a ja czekam, aż powie coś więcej.
-Sukienka? - pytam wreszcie zaskoczona. – Kupiłeś mi sukienkę? - jestem naprawdę zaskoczona. –Znamy się krótko. To nie jest dobry pomysł, żebyś kupował mi tak drogie prezenty. Zwłaszcza, że tak często. Spodziewałam się czegoś drobnego. Symbolicznego. Nie sukienki - kręcę przecząco głową z poważną miną. Nie chcę żeby traktował mnie na wyrost. Nie chcę żeby mnie w ten sposób próbował uszczęśliwić. Tego nie da się załatwić materialistycznie.
-Przymierz ją - mówi i wyciąga z dużej torby na prezenty, ładnie złożony materiał. Podaje mi go i lekko się uśmiecha. Cofam się o pół kroku i kręcę kolejny raz przecząco głową.
-Oscarze, nie mogę.
-Jasne, że możesz.
-Nie. Nie możesz mi kupować tak drogich prezentów - mówię, bo zdaję sobie sprawę, że taki materiał nie jest tani. Widziałam tak często za drogimi sklepowymi witrynami, przepiękne sukienki przy których wisiała metka z ceną. Ceną, która oddzielała mnie nie raz grubym murem od wymarzonego ubrania.
-To na specjalną okazję - przerywa mi. Spoglądam na niego podejrzliwie i z lekka niepewnie.
-Oscar… - kręcę głową.
-Proszę, przymierz - mówi łagodnie. Wzdycham, biorąc od niego czerwony materiał i idę do łazienki.
Kiedy staję przed lustrem w odbiciu widzę siebie, ubraną w lekko przylegającą do ciała sukienkę. Sięga mi do połowy ud. Jest prosta i koronkowa. Jej grube ramiączka, zakrywają idealnie całe moje barki. Dekolt jest całkowicie zasłonięty, a pod samą szyją widać czarne zdobienia.
Przeciągam dłońmi po materiale od góry do dołu, czując szorstki materiał koronki z pod której prześwituje czarny wszyty kolor. Jest tak bardzo piękna. I co najgorsze, kosztowała moje trzy pensje. Wiem, bo dokładnie t ą sukienkę oglądałam za witryną sklepową, niecałe dwa tygodnie temu. Zamykam oczy i staram się uspokoić szybkie bicie serca.
Szybko ją zdejmuję. Nie mogę pozwolić na to, by zaczęła mi się tak bardzo podobać. Nie jest moja. Zwrócę ją. Muszę.
-Weź ją. Nie mogę jej przyjąć - staję przed chłopakiem, podając mu złożoną z powrotem czerwoną sukienkę. Spogląda na mnie roześmianym wzrokiem.
-Orual, daj spokój. Naprawdę zależało mi na tym, by ci ją podarować.
-Przykro mi.
-Proszę… Nie możesz mi odmówić. To prezent świąteczny - mówi. Odwracam się i opieram ręce na blacie. Spoglądam za okno na padający śnieg. Czego on nie rozumie? – Wiem, że ci się nieziemsko podoba.
„Bo mnie nieustannie śledzisz i obserwujesz przy jakiej sklepowej witrynie się zatrzymam, by potem wiedzieć co mi kupić? – myślę. – Oh, Oscarze. Jak możesz?”
-Myślałeś, że się nie domyślę? - pytam, spuszczając głowę, nadal stojąc oparta o blat. – Widziałeś mnie tam przypadkiem, czy może mnie tak ciągle śledzisz? - pytam, wpatrując się w blat. – Nie rozumiem dlaczego tak robisz. Nie rozumiem… - Zamykam oczy. Milczy. Nie słyszę nawet jego oddechu. Czyżby go wstrzymał? – I nie chcę rozumieć.
Kręcę przecząco głową. Czuję jak do moich oczu napływają łzy. Nadymam policzki i powoli oddycham, mimo, że moje serce łomocze jak szalone. To trudne. Trudne, gdy kłócisz się z kimś na kim ci naprawdę zależy. Odwracam się do chłopaka. – Nie przyjmę tego prezentu.
Spoglądam na niego.
-Dziś Wigilia - mówi.
Chwilę patrzę na niego, jakby nie rozumiejąc znaczenia jego słów. Kiwam głową. Chce mieć pewność, że zrozumiał moją odmowę.
-Tak, wiem.
-Chciałem, żebyś spędziła tę wigilię razem ze mną i moją rodziną. Dlatego kupiłem tę sukienkę - wzrusza ramionami.
Czuję jak przeszywa mnie dreszcz. R o d z i n ą ?
  • awatar Limited: Jejku, nadrabiam i wiem, ze bede mogla przeczytac kolejny...ale zakanczasz w takich momentach, ze az sie niecierpliwie!
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Rozdział Fantastyczny i już się nie mogę doczekać następnego! ;*
  • awatar Gość: Jakie to było piękne : )) . Bardzo przypadł mi do gustu ten rozdział ; **
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Piątek, 23 grudnia/ Sobota, 24 grudnia

Znacie już wystarczająco moje życie. Znacie moje myśli. Znacie mnie. Znacie Orual. Znacie mnie i Orual.
I wiecie co?
Czujcie się tym faktem zaszczyceni.

Obejmuję gorący kubek czekolady, jak to mam w zwyczaju i spoglądam przez okno. Widzę oświetloną aleję, porośniętą wielkimi drzewami, które są teraz przykryte śniegowymi czapami. Biorę łyk gorącego napoju. Nucę cicho, dobrze mi znaną melodię. Dotykam podwójnej szyby policzkiem, potem nosem, a na końcu ustami. Jest zimna. Do moich uszu dociera krótki, pojedynczy dzwonek do drzwi. Siedzę bez ruchu, nadal zapatrzona na zimowy krajobraz. Kiedy dopijam czekoladę, zeskakuję z blatu i idę do drzwi. Gdy otwieram nie zastaję nikogo, prócz leżącej, małej paczki na progu. Schylam się i podnoszę ją. Jest lekka, zapakowana w kolorowy papier ozdobny z nadrukowanymi świątecznymi ozdobami.
Zatrzaskuję za sobą drzwi i siadam, opierając się o nie plecami. Rozpakowuję powoli papier, by po chwili zanurzyć dłonie we wnętrzu paczki wypełnionej miękkim materiałem. Zaciskam palce na cienkim i chłodnym przedmiocie, następnie wyciągając go z kartonu. Moim oczom w półmroku przedpokoju, ukazuje się duże zdjęcie formatu A4 w dziwnie zdobionej ramce z motywem drzew. Przeciągam delikatnie opuszką palców po brzegu ramki, wpatrując się w kolorowe zdjęcie przedstawiające mnie i Sophie z rozdziawionymi szeroko buziami do obiektywu. Uśmiecham się szeroko na ten widok. To było rok temu na wakacjach. Ze zdziwieniem zauważam jak bardzo Sophie teraz schudła. Na zdjęciu obie obejmujemy się w talii. W głowie słyszę nasze głośne śmiechy i szum morza, które znajduje się za nami w tle. Przesuwam zewnętrzną stroną dłoni po zdjęciu za szybką i odkładam je na bok. Z paczki wyjmuję kolejne, lecz tym razem o wiele mniejsze zdjęcie, które jest niewiele większe od mojego serdecznego palca. Jest bez ramki i wyraźnie podniszczone. Czarno-białe. Ukazujące mojego ojca, mnie, siostrę i matkę- której tak nie znoszę. Odkładam je natychmiast na bok i po raz ostatni sięgam do paczki z której wydobywam orzechowe czekoladki do których opakowania jest przyczepiona zgięta w pół kartka A5, przewiązana czerwoną wstążką. Rozkładam ją i od razu rozpoznaję niewyraźny charakter pisma Matthewa.
„Droga Orual,
Wybacz, że piszę do Ciebie za pośrednictwem Matta, lecz właśnie się szykuję do mojej podróży. Wyjeżdżamy już jutro! Tak się cieszę!
Jutro jest Wigilia, mam nadzieję, że dotrzymasz słowa i spędzisz ją miło z Oscarem. Powinnaś to zrobić, Orual. Wyjdź życiu naprzeciw! Swoją drogą – musisz mi go przedstawić…
Jak Ci się podobają prezenty? Co do naszego rodzinnego zdjęcia (udało mi się je zdobyć i dać Ci ostatnią odbitkę), chcę żebyś je zachowała, jeżeli go jeszcze nie podarłaś. Wciąż wierzę, że pogodzisz się z mamą. To dla niej ważne, Orual. Zrób to, proszę. Ten jeden raz. To naprawdę, ale n a p r a w d ę ważne! Jakbyś się czuła, wiedząc, że Twoje życie już się kończy, nie jest Twoje? Myślisz, że Cię to nie obchodzi, ale wiedz, że nie uciekniesz. Nie masz jak. I nie masz gdzie. I nie masz szans. Nasza matka, Orual nie poradzi sobie teraz sama. Dotyczy nas to ciągle. Chcę żebyś tam była obok niej, gdy będzie… gdy będzie zasypiać. Masz tam być. M a s z. T a m. B y ć. B Y Ć.
Wiesz, że oboje z Mattem nie lubimy pisać, a zaraz się zbieramy. Życz nam udanej podróży. Zadzwonię jak dotrzemy, okej? Trzymaj się. Udanej Wigilii.
Całuski, Sophie
PS: Zapiszę Ci adres domu społecznego w którym jest matka, dobrze?”
Czytam list trzy razy, po czym opieram zmęczoną głowę o drzwi i zamykam oczy. Czuję, że mam mokre policzki od łez. Nie wiem co robić. Nie wiem co p o w i n n a m zrobić. Czuję się taka zagubiona. Sama. Nie wiem już jak chcę żyć.


Budzi mnie mocne uderzenie w ramię. Cicho jęczę i otwieram oczy. Nade mną stoi Oscar, szybko poruszając ustami. W głowie mi huczy. Zamykam oczy, a po chwili czuję silny uścisk na ramionach i potrząsanie. Ponownie otwieram oczy, tym razem wszystko wyraźnie słysząc.
-Orual? Przepraszam, nie wiedziałem. Naprawdę. Orual, w porządku?
Z jego pomocą siadam i spoglądam na niego zdziwionym wzrokiem.
-Co się stało? - pytam, odgarniając włosy z twarzy.
-Pukałem do drzwi, ale się nie odzywałaś, dlatego wszedłem. I leżałaś pod drzwiami. I chyba cię nimi stuknąłem…
Unoszę do góry ręce w obronnym geście.
-Okej. Nic mi nie jest. Zasnęłam.
-Na miłość boską, Orual…! Tutaj?
-Mhm.
Podnoszę się, biorę wigilijną paczkę od Sophie i idę do kuchni. Za mną idzie Oscar.
-Chcesz coś do picia? - pytam.
-Herbatę.
Kiwam głową i nastawiam wodę. Wskakuję i siadam na blat, podciągając kolana pod brodę. Ziewam.
-Która jest godzina?
-Jedenasta rano - odpowiada, uśmiechając się do mnie czarująco.
Ponownie kiwam głową i spoglądam za okno. Pada gęsty śnieg, wirując w powietrzu. Lubię patrzeć na śnieg. Jest wyjątkowo fascynujący. Gdy czajnik zaczyna gwizdać, zeskakuję z blatu i wtedy czuję dłoń Oscara na moim nadgarstku. Odwracam się. Jest tak blisko mnie. Niemal czuję jego oddech na szyi. Odruchowo patrzę na jego wargi, ale szybko odwracam wzrok. Przyciąga mnie do siebie. Wciąż mu nie powiedziałam, że to tylko przyjaźń. Czy on wie? Moje serce zaczyna coraz szybciej bić. Spoglądam w jego błękitne, roześmiane oczy.
-Mam coś dla ciebie… - mówi.


*http://expirion.tumblr.com/ ZAPRASZAM*
  • awatar Limited: Ciekawe co to za prezent ! :o
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Czemu jej nie pocałował ??!! :( Cudowny rozdział :3 Czekam z niecierpliwością na kolejny ;**
  • awatar Tranquility.: Mrał sexy <3 Podoba mi się twoje opowiadanie, naprawdę czekam na następne, bo z tym nie jestem tak na bieżąco jak bym chciała, ale wiem o co chodzi i wgl! Wysłałam już list, w pt może będzie :) Kocham twoje opowiadania i wgl te ostatnie zdanie takie medżik <3 Wpadnij, dodałam 1 rozdział!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Piątek, 23 grudnia

-Papierosy - mówię, łapiąc oddech i chwytając się kurczowo framugi kiosku, stojącego naprzeciwko mojej kamienicy.
-Jakie? - dobiega mnie cichy, powolny i zachrypnięty głos kobiety, siedzącej w środku, która wymawiając literę „a”, dziwnie ją przeciąga, jakby ziewała.
-Najtańsze - rzucam, rozglądając się dookoła. Nie spodziewam się, że zobaczę w pobliżu Lu, ale czuję dziwne uczucie nakazujące mi się upewnić mimo wszystko.
-Dziesięć centów - odpowiada i wolnym ruchem kładzie mi w malutkim okienku paczę papierosów. Nigdy nie paliłam – prócz jednego zaciągnięcia się w towarzystwie Lu - i nie mam zamiaru palić, lecz nie potrafię wytłumaczyć sensownie po co je teraz kupuję.
-Prosiłam najtańsze - rzucam zniecierpliwiona.
-Te są najtańsze. Dziesięć centów proszę.
Podaję jej pieniądze, biorę papierosy, które chowam do kieszeni i biegnę jak najszybciej w stronę bramy. Wbiegam po dwa stopnie na samą górę. Zatrzymuję się w połowie, gdy widzę, że pod drzwiami stoi Oscar. Odwracam sie szybko, by zbiec, ale czuję jego uchwyt dłoni na moim ramieniu.
-Orual - mówi.
-Nie mogę teraz - odpowiadam szybko, nie odwracając się.
-Poczekaj. Co jest?
-Oscar, nie mogę. Nie chcę - próbuję się wyszarpać.
-Zostań tu ze mną.
-Nie.
-Zostań, proszę -mówi. Odwracam się. Oscar siada na najwyższym stopniu, tuż obok moich drzwi. Wypuszczam głośno powietrze i też siadam obok. - Dzięki.
Siedzimy razem w milczeniu, wsłuchując się w dobiegające nas odgłosy z kamienicy. Czuję przyjemny zapach smażonych jabłek. Zastanawiam się jak długo będziemy tu siedzieć w ciszy. Nie potrafię teraz skupić się na racjonalnym myśleniu. Moją głowę zaprząta Lu.
-Potrzebujesz tego? - pytam przerywając milczenie.
-Czego?
-Siedzenia tutaj ze mną w absolutnej ciszy?
-Nie… - odpowiada i lekko się uśmiecha. Nie patrzy na mnie. Marszczę brwi. - Potrzebuje tego ktoś inny.
-Kto?
-Ty.
-Ja? -unoszę do góry moje brwi. Widzę jak kiwa głową. –Mylisz się, ja tego…
-Potrzebujesz tego, Orual - przerywa mi.
-Ty nie wiesz, czego ja potrzebuję - rzucam. Kręci przecząco głową.
-Cisza to dobra medytacja. Uspokaja i pozwala się zastanowić.
-Codziennie jestem w ciszy. Nie potrzebuję jej więcej niż mam.
-Nawet ze mną?
-Nawet z tobą - mówię szybko, a po chwili przygryzam mocno wargę. - Przepraszam. To nie…
-Jasne - mówi, uśmiechając się nieznacznie. Nie potrafię odgadnąć czy robi to z przymusu, czy naprawdę nie ma to dla niego znaczenia.
Nie rozumiem go. Być może znam go za krótko, ale go nie rozumiem. Jest zawsze uśmiechnięty. Zaczynam mu tego powoli zazdrościć. Ma idealne życie i popapraną mnie w swojej znajomości. Co mam ja? Nie mam nic, prócz jego uśmiechu. Jestem zupełnie inna niż on. Porywcza, pochopna i zdeterminowana. A on jest spokojny i zaciekawiony życiem. To zbyt duża rozbieżność, a ja nie wiem czy jestem w stanie ją zaakceptować.
-Dzięki - mówi i wstaje.
Patrzę jak schodzi po drewnianych schodach w dół, a kiedy jego kroki całkiem cichną ja szybko wstaję i zbiegam za nim. Doganiam go tuż za bramą.
-Czekaj!
Idzie dalej.
-Czekaj!
Idzie dalej.
-O s c a r !
Zatrzymuję się obok niego i zginam w pół, głośno oddychając. Z moich ust wypływa biała para.
-Cisza jest naprawdę spoko - Tylko tyle jestem w stanie z siebie wydusić, ale to działa, bo chłopak zatrzymuje się i odwraca do mnie przodem. Dzieli nas najwyżej trzy zaśnieżone metry. Prostuję się i widzę jak się uśmiecha. Odwzajemniam uśmiech. - Ale tylko z tobą.
Chwilę patrzymy na siebie w milczeniu, a potem on odchodzi, a ja stoję na śniegu w samym podkoszulku i cieszę się jak głupia. C i s z a. J e s t. S p o k o.
Kiedy wchodzę z powrotem, drewnianymi schodami na ostatnie piętro, zauważam paczkę papierosów, które wypadły mi, gdy zbiegałam. Podnoszę je i wchodzę do mieszkania. Szybko ubieram się w gruby sweter, następnie zastygam z papierosami z nadrukiem o ostrzeżeniu o ich złych skutkach na opakowaniu, nad koszem na śmieci. Po chwili wyciągam jednego papierosa z paczki, siadam na kuchennym blacie i podnoszę go na wysokość oczu. Podpalam go i chwilę obserwuję jak się tli. Uśmiecham się. Chciałabym nie widzieć tego co we mnie tkwi, mimo wszystko jednak jestem dziś szczęśliwa. Do moich nozdrzy napływa duszący zapach dymu tytoniowego. Wstrzymuje oddech. Zamykam oczy i biorę głęboki oddech, wdychając cały dym od którego się duszę. Tak wiele rzeczy mnie dusi… Zastanawiam się nad Lu. Nie pamiętam już co się wydarzyło. To się nie liczy. Zbyt mocno mi na nim zależy, bym tak łatwo teraz odpuściła. Pragnę poczuć jego usta na swoich. Zatopić dłonie w jego włosach. Obejmować go. Kochać go. Być kochaną przez niego.
Otwieram oczy i uśmiecham się. Nadal jestem w stanie spełnić swoje marzenia.
Gaszę papierosa, po czym jeszcze chwilę siedzę w ciszy, podziwiając ją za to, że jest.
  • awatar Limited: Oscar moim mężem ♥
  • awatar arrosa ♥: Ooo ale mnie zafascynował :)
  • awatar My imaginary world♥: Fantastyczny rozdział! Moim zdaniem Lu nie jest tym chłopakiem co kiedyś. Uważam, że Oural powinna o nim zapomnieć i zwrócić uwagę n Oscara :3 Z utęsknieniem czekam na kolejny rozdział ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Piątek, 23 grudnia

Idę zaśnieżonym chodnikiem. Wirujące płatki śniegu, wpadają mi do oczu. Mróz szczypie mnie w policzki. Zaciskam dłonie w piąstki, by je rozgrzać. Przyspieszam kroku i skręcam w Ghana Street. Idę parę metrów przed siebie, a potem zatrzymuję się i wyciągam mały skrawek papieru, oderwany od kartki na którym jest zapisany adres mieszkania. Podnoszę wzrok i wypuszczam powietrze przez usta, chwilę wpatrując się w parę, unoszącą się przede mną. Jeszcze raz spoglądam na adres, a następnie odwracam się i zauważam, zawieszoną tabliczkę z nazwą ulicy, po przeciwnej stronie. Przebiegam przez pustą ulicę i zagłębiam się w mrocznym i na tyle wąskim przejściu, miedzy dwoma blokami, że nie mogę nawet swobodnie rozprostować rąk. Po chwili znajduję się na dziedzińcu, luksusowo zadbanym i równomiernie odśnieżonym. To utwierdza mnie, że nie można oceniać książki po okładce, gdyż blok z tamtej strony wyglądał naprawdę obskurnie. Wchodzę szybkim krokiem na trzecie piętro i bez zawahania pukam do drzwi. Po chwili otwiera mi wysoki mężczyzna o idealnie zielonych oczach, które tak bardzo mi się podobają.
-Hej - mówię i uśmiecham się.
-Masz moją skórę? - pyta, spoglądając na moją dużą, granatową torbę. Kiwam głową i wyciągam z torby jego kurtkę, którą dał mi poprzedniej nocy. Podaję mu ją i chwilę stoimy tak w progu. Wreszcie, gdy mija - jak sądzę cała wieczność, mówi, żebym weszła do środka. Wchodzę, mając na twarzy głupkowaty uśmiech, bo oto stoję w mieszkaniu mojego przyszłego chłopaka.
-Masz..hm.. ładnie tu - mówię, rozglądając się dookoła. Ściany są pomalowane na ciemne barwy. Prawie wszędzie wiszą duże zdjęcia różnych nagich kobiet. Ze zdziwieniem zauważam, że panuje tu dość miły porządek.
-Tak, jest spoko - odpowiada.
Zatrzymuję wzrok na zdjęciu dziewczyny, która jako jedyna jest ubrana. Na fotografii wygląda na oko na dwadzieścia lat. Ma przeraźliwie bladą karnację i jasne, tlenione włosy, związane w luźny kok. Ma spokojny, łagodny wzrok. Być może pochodzi z Norwegii lub Alaski, lecz nie mogę być tego pewna. Ze zdziwieniem stwierdzam, że mimo jej dziwacznego na pierwszy rzut oka wyglądu, jest bardzo ładna. Zauważam, że spod cienkiego materiału, który ma na sobie prześwitują jej nagie piersi. Co oczywiście było do przewidzenia wśród tego wystroju.
-Kto to? - pytam.
Silne dłonie Lu chwytają mnie w pasie i przyciągają do siebie.
-To chyba nie istotne, nie? - mówi ostro, tak, że przechodzą mnie ciarki, a potem całuje mnie w szyję. Przechylam głowę do tyłu i kładę ją na ramieniu mężczyzny. Jego dłonie wędrują szybkim ruchem ku moim piersiom. Kątem oka wciąż wpatruję się w kobietę na fotografii przede mną. Mam wrażenie, jakby jej spojrzenie było… martwe. Bez emocji, obojętne. Zamykam oczy i wdycham głęboki zapach panujący w tym mieszkaniu. Czuję gorące dłonie Lu pod moją rozpiętą koszulą. Chcę go pocałować, ale jego silny uścisk, obejmujący mnie od tyłu w pasie, nie pozwala mi na to. Moje pragnienie jest podsycone jego dotykami na moim ciele. Doskonale wie, jak mnie dotykać bym poczuła upragnioną ekstazę. Do moich nozdrzy napływa zapach tytoniu. Biorę głęboki wdech. Papierosy. Otwieram oczy i widzę cień człowieka za nami, rzucany na przeciwległą ścianę przede mną. Oddycham szybko. Lu zaciska swoją dużą dłoń na wewnętrznej stronie mojego uda, sprawiając mi tym samym ból. Przesuwa ją coraz szybciej w górę. Chwytam jego ręce, chcąc go zatrzymać, ale on jest silniejszy ode mnie. Moje serce zaczyna coraz szybciej bić. Chcę się wyzwolić z uścisku, ale zamiast tego czuję jak chłopak ściąga moją koszulę.
-Lu – mamroczę, ale on nie słucha. Czuję w oczach łzy. Powtarzam kilka razy jego imię, szeptem. Czuję jak zaczyna mi się robić duszno, jak kręci mi się w głowie.
Nagle w jednej chwili czuję, że stoję sama pośrodku pokoju. Łzy ciekną mi po policzkach. Obejmuję się natychmiast za nagie piersi, czując dreszcz na ciele. Odwracam się powoli i niepewnie. Widzę Lu, stojącego do mnie tyłem, a obok chudą dziewczynę, którą ”poznałam”, gdy dołączyła się do nas na ulicy ostatniej nocy. Widząc jak podaje mu papierosa, a on bierze go i mocno się zaciąga. Spotykam się z kpiącym spojrzeniem dziewczyny. Biorę głęboki oddech, zakładam w mgnieniu oka koszulę i szybko wybiegam z mieszkania, zostawiając tam swoją kurtkę. Słyszę za sobą drwiący śmiech dziewczyny i słowa Lu, który mówi aby się wreszcie zamknęła.

Biegnę. Biegnę tak szybko, że nie widzę nic dookoła.
-Orual.
Słyszę czyjś głos, ale się nie zatrzymuję. Chcę się uwolnić od uczucia, które nade mną zapanowało w mieszkaniu Lu. Jest mi wstyd. Nie wiem czy bardziej dlatego, że była tam druga kobieta, czy dlatego, że od samego początku wiedziałam, jaki on jest.
-Orual!
Słyszę ponownie. Biegnąc, odwracam się za siebie, ale nikogo nie dostrzegam.
-O r u a l !
Zatrzymuję się i przylegam plecami do muru obok. Oddycham głęboko.
-Uciekasz. Uciekasz przed osobą, której tak długo szukałaś.
-Przestań, przestań do mnie mówić w ten sposób! - krzyczę. Nagle uświadamiam sobie, że mówię sama do siebie. Powinnam wykupić jakieś tabletki na uspokojenie…
„Jaki?”
-W ten. W ten właśnie sposób.
„To czas ślepej prawdy.”
-Jesteś głosem desperacji – mówię. Niemal oczami wyobraźni widzę moją Orual, która kręci przecząco głową i przewraca teatralnie oczami. Odpycham się od ściany i biegnę jak najszybciej do domu. Moje życie jest beznadziejną historią, której nawet sam opis jest tandetny.
  • awatar Limited: Piszesz cudownie ♥
  • awatar I'm the ghost of a girl...: Zgadzam się jeden z lepszych rozdziałów..genialny *.*
  • awatar Miłośc bez śmierci ✝: Rozdział boski *.* miałam małe zaległości więc musiałam czytać od 11 rozdziału i czytało sie niesamowicie... Sprawiasz że czuję się tak jakbym to wszystko przeżywała razem z nią ... Pisz szybciutko :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Czwartek, 22 grudnia

Układaliście kiedyś puzzle? Nie takie zwykłe, lecz takie, gdzie macie ich co najmniej tysiąc i co najmniej pięć razy więcej możliwości na dopasowanie ich do siebie? Wtedy wydaje wam się często, że jakieś puzzle do siebie pasują, lecz po dłuższych oględzinach zauważacie, że „pasują” do siebie, tylko dzięki waszej silnej interwencji, połączenia ich ze sobą.
Zwyczajne puzzle, tyle nerwów, by ułożyć upragniony obraz, który potem dumnie wieszamy na ścianie, a po tygodniu znosimy go do piwnicy by przegłodzone myszy miały spóźnioną niespodziankę urodzinową, zamiast trutki.
Moje życie składa się z takich puzzli - można jednym pstryknięciem zniszczyć to, co zostało już ze sobą idealnie spasowane, można również zaprzestać jakichkolwiek chęci na układanie dalej własnego losu i zakończyć je ze stoickim spokojem (pozbawiając się życia i pozbawiając życia naszych puzzli). Można też ułożyć je i stworzyć przepiękny obraz własnego życia.
Zwyczajne puzzle.
Zwyczajne życie.
I dosyć rzadko spotykany stoicki spokój.
Czuję, że tydzień temu nie miałam ani jednego puzzla, wczoraj przed północą miałam połączonych ze sobą ponad połowę puzzli, a teraz- cóż, wciąż czuję, że wszystkie się rozpadły i czekają by je ułożyć na nowo.
Ciężko pojąć, jeszcze gorzej wpoić w rzeczywistość.
To przecież tylko puzzle. Tylko moje życie. Hej, tak, zniszczyłam moje życie jedną nocą. Co? Nie coś ty, jasne, że nie żałuję. He.. Wcale nie jestem zdeterminowana tym faktem. Nie, skądże. Skąd ten pomysł? Tak? Aha. Nie. Mhm. Nie, jasne, że nie. Jasne, że nie próbuję teraz tego naprawić. Nie widzisz jaka jestem szczęśliwa…?

Leżę na łóżku, rozciągnięta na całej jego długości i wpatruję się na swoje dłonie. Wzdycham. Co j a mam zrobić?
Pojutrze jest Wigilia, nie wiem z kim ją spędzę, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Mogę i być sama. Ale nie chcę, by Oscar był przeze mnie smutny, czy nieszczęśliwy. Nie chcę. Nie podaruję sobie tego. Nie w święta.
A Lu? Co z Lu?
Pojawił się nagle. Czy znów zniknie jak kiedyś? Dlaczego ludzie dają nam nadzieję, a potem ją niszczą? Czy nie łatwiej powiedzieć szczerą prawdę?
„Pewnie, że tak. Lecz moja droga Orual, ty również nie mówisz szczerej prawdy Oscarowi, czyż nie?”
Jakie to ma teraz znaczenie? – Wstaję i podchodzę do mojego regału z książkami. Sięgam po przypadkową książkę i otwieram na przypadkowej stronie, następnie czytając przypadkowe zdanie, które jak sobie określiłam- ma dać mi n a d z i e j ę.
Wpatruję się w zapisaną kartkę i odczytuję na głos wyłapane przeze mnie zdanie:
- „Był teraz gruby i smutny, ale pozostał dżentelmenem do szpiku kości, chciał wszystko robić jak n a l e ż y, co nieustannie podkreślał.”- Mrużę oczy i spoglądam na okładkę. Jack Kerouack „W drodze”. Mimo wszystko, mimo jak będę wyglądać, będę nadal taka sama. Mój charakter się nie zmieni, nawet z biegiem lat. Czy to nie straszne? Czy to jest właśnie nadzieja? Jedynie tylko tyle, jestem w stanie powiedzieć na temat sensu tego zdania. Wzdycham.
Słyszę dzwonek do drzwi na dźwięk którego lekko się wzdrygam. Odkładam książkę na bok i idę do przedpokoju. Otwieram drzwi i wprowadzam do środka Oscara. W milczeniu stoimy teraz w moim pokoju. Nie rozgląda się po pomieszczeniu, lecz uważnie się we mnie wpatruje. Czuję się nieswojo. W końcu siadam na brzegu mojego dużego łóżka. Spuszczam nisko głowę i cicho mówię:
-Usiądź proszę.
Podchodzi i powoli siada obok mnie, obejmując mnie jedną ręką. Słyszę jego oddech. Spoglądam na niego. Patrzy mi w oczy. Jesteśmy tak blisko siebie, że zaczynam drżeć. Odsuwam się natychmiast.
-Powiedz mi, proszę.
Oscar kiwa głową i zaczyna mówić. Opowiada wszystko dokładnie od momentu, gdy wybiegłam z kawiarenki. Mówi, że mnie szukał, a potem przyszedł do mnie, ale drzwi były zamknięte. Gdy przyszłam nad ranem byłam wstawiona i zatrzasnęłam przed nim drzwi. Mówiąc to śmieje się ze mnie, ale w taki sposób, że robi mi się lekko na sercu i przyjemnie.
-Nie wiedziałem co zrobić, martwiłem się - mówi z zatroskaniem w głosie. Uśmiecham się szeroko.
-Nie wiem co w tym zabawnego - kręcę głową i zaczynam się śmiać. Jestem nienormalna. - Naprawdę byłam aż tak mocno pijana, że cię zostawiłam na klatce schodowej?
-Może tylko trochę…
Wzdycham.
-Chcesz herbaty? - pyta. Kiwam powoli głową, a on wychodzi do kuchni. Siedzę sama na brzegu łóżka. Oscar nie zapytał gdzie byłam i dlaczego byłam pijana. Co robiłam. Nie wiem. To dobrze, czy źle? Nagle czuję przypływ czegoś nieokreślonego. Nie jest to furia, może raczej brak zrozumienia świata. Wybucham płaczem, czego sama nie mogę pojąć. Jestem zdziwiona moim zachowaniem, ale nie potrafię przestać płakać.
-Orual… - słyszę melodyjny i zatroskany głos chłopaka. Po chwili czuję jego mocne objęcie i lekkie kołysanie na boki. Chcę się w niego wtulić, lecz brakuje mi odwagi. Siedzę nieruchomo, głośno szlochając. Potrzebuję kogoś, kto poklepie mnie po plecach i nawciska mi kitów, że wszystko będzie w porządku. Czy tą osobą jest właśnie Oscar?
  • awatar Limited: Oscar jest takim ideałem faceta ♥
  • awatar Last minute-Opowiadaia: Brak słów by opisać toco znajduje sie w twoich opowiadaniach tego nie da się opisać...
  • awatar Czarownica .: Świetne..A ten Oscar <3..Mam nadzieje, że w końcu będzie szczęśliwa ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Czwartek, 22 grudnia

Jest trzecia nad ranem- idę pustą, ciemną ulicą do domu. W mojej głowie szumi mi nie do wytrzymania. Jestem szczęśliwa, że odnalazłam Lu. Lu, na którego czekałam tak długo. Oh, czy to nie jest niesamowite? Krzyczę na całe gardło, skaczę i macham rękami. Opłacało się, choćby po to, by znów poczuć jego tak bardzo zmienione, ale te same usta.
Wchodzę po drewnianych schodach, mocno trzymając się barierki. Kręci mi się w głowie. Zatrzymuję się, widząc Chłopaka Z Metra. Śpi pod moimi drzwiami.
-Oscar? - pytam niepewnie, zachrypniętym głosem.
-Orual! - Natychmiast otwiera oczy i wstaje, chwytając mnie za ramiona. – Co się stało? Jesteś pijana…- Obejmuje mnie, widząc, że jestem zmarznięta. Odsuwam go od siebie, mówiąc mieszającym się głosem:
-Zostaw mnie…
-Orual, martwiłem się.
-Mhm - Otwieram drzwi i wchodzę do środka. Zatrzaskuję je przed nim. Nie jest mi on potrzebny. Odnalazłam Lu. Chcę tylko jego. Opieram się o ścianę i chowam twarz w dłoniach. Stoję tak przez chwilę, nie słysząc niczego prócz szumu w głowie. Cicho klnę i otwieram z powrotem drzwi. - Masz…
Rzucam mu koc i zamykam drzwi na klucz. Idę do pokoju i kładę się na łóżku. Tak bardzo kręci mi się w głowie. Zamykam oczy i natychmiast zasypiam.

Budzę się z okropnym bólem głowy. Siadam skulona z zimna na łóżku. Obejmuję się ramionami i zauważam, że mam na sobie skórzaną kurtkę. Chwilę siedzę nieruchomo, chcąc sobie wszystko przypomnieć. Piłam? Ja nie piję, lecz to wyjaśniałoby mój straszny ból głowy. Więc piłam. Nagle moje oczy się rozszerzają. I głośno krzyczę. Potem chowam twarz w kołdrze i krzyczę imię Lu.
Przypominam sobie. Znalazłam go. Byłam z nim na imprezie. Ale co było dalej?
Nigdy więcej nie będę piła. Wolę żyć na trzeźwo i pamiętać, niż żyć z takim bólem głowy.
Wstaję i skacząc krzyczę. Czuje się taka szczęśliwa! Nagle zamieram, gdy słyszę pukanie do drzwi. Pewnie sąsiedzi. Tak głośno krzyczałam? Z uśmiechem na twarzy i wciąż bolącą głową idę do przedpokoju, przekręcam zamek i otwieram drzwi na oścież. Unoszę do góry moje ciemne brwi. Mam wrażenie, że kręci mi się w głowie. Słyszę szum. Mrużę oczy. Co on tu robi?
-Zostawiłaś to wczoraj w kawiarni - mówi, podając mi do ręki mój płaszcz i patrząc na moją rękę. - Jak nadgarstek?
-Hmm dzięki, dobrze - marszczę czoło jeszcze bardziej – Czy to mój koc?
Spogląda na siebie. Na jego twarzy zauważam cierpki uśmiech.
-Koc? Dałaś mi go w… Pożyczyłem go kiedyś - mówi szybko. – Ah i prezent. Zapomniałbym.
Podaje mi rozpakowaną paczuszkę. Biorę ją w ręce. Chłopak odwraca się, chcąc zbiec po schodach.
-Oscar? - pytam niepewnie. Zatrzymuje się z ręką na barierce. Nie patrzy na mnie. Nie spojrzał na mnie ani razu. Czuję strach. Dreszcze. Zraniłam go czymś?
Podchodzę do niego szybko, czując lekkie wirowanie w głowie. Zatrzymuję się obok niego. Stoi do mnie bokiem, patrząc w dół schodów. Chwilę się waham po czym kładę swoją rękę na jego dłoni.
-Oscar, powiedz mi wszystko. Co ja zrobiłam? – mówię szeptem. Kręci głową.
-Orual… Nic. Nic nie zrobiłaś. Każdy ma prawo się zabawić, nie?
-Proszę cię… - szepczę, spoglądając na jego twarz. Ma wciąż odwrócony wzrok. - Spójrz na mnie, proszę.
Biorę głęboki wdech i czekam. Nie mam pojęcia co mu powiedziałam i kiedy to było. Czy widział mnie z Lu? Może to Lu mu coś zrobił? Zaczynam drżeć. W oczach czuję łzy. Płaczę.
-Oscar, przepraszam. Przepraszam. Przepraszam, słyszysz?! Nic nie pamiętam i nie wiem co się stało. Ale przepraszam. Naprawdę! – Choć wiem, że to głupie, przepraszać za coś o czym nie ma się pojęcia, to czuje niewysłowiony żal.
Słone łzy lecą mi po policzkach. Nie chcę go brać na litość. Nie. Ale nie mogę pohamować łez. Tak dawno nie płakałam…
-Orual – odwraca się do mnie i chwyta moją twarz w swoje zimne dłonie. Patrzy na moje usta. Wiem, że walczy z tym, by mnie teraz pocałować. Czuję się bezsilna. Co się wydarzyło w nocy? - Odpocznij, moja droga. I wypij dużo wody. Przyjdę po południu, dobrze? Bądź dzielna. Nie poddawaj się tak łatwo – całuje mnie w czoło, ociera kciukiem moje łzy i spogląda mi na ułamek sekundy w oczy. To wystarcza bym dostrzegła w nich zmartwienie, troskę czy może nawet żal. Nie widzę złości, co sprawia, że oddycham z ulgą. Jednak nadal jestem niespokojna. Pociągam nosem i długo stoję jeszcze w miejscu po tym jak Oscar zbiegł po schodach na dół. Siadam na najwyższym stopniu i opieram głowę o barierkę. Zaciskam dłonie na metalowych prętach i płaczę.
Cokolwiek zrobiłam, wiem, że to było niestosowne. Znów. Lecz najbardziej boli, to, że nie pamiętam jakie słowa wypowiedziałam. Co zrobiłam. Najstraszniejsze jest w tym wszystkim właśnie niewiedza. Niewiedza co się stało. I dlaczego.
-Tak bardzo boli… - szepczę i zaciskam z całych sił powieki.
Zastanawiam się nad zachowaniem chłopaka. Nic nie powiedział, co w jakiś sposób miałoby sugerować o jego żalu do mnie. To dobra cecha charakteru. Podoba mi się. Powinnam się jej nauczyć. Co nie będzie łatwe.


http://expirion.tumblr.com/ Zapraszam
  • awatar муѕzкα ♥: Podziwiam Oscara. Jest taki inny, jeśli to dobre określenie. Wszystko dla niej robi. Chyba wolę jego niż Lu. Sama nie wiem. Pokręcony świat. Co się tam stało? Jeny.. świetny opis na tych schodach. Chyba w każdym komentarzu Ci to piszę, ale strasznie zwracam na takie rzeczy uwagę. Czekam na następny.
  • awatar Czarownica .: Świetne <3
  • awatar Gość: Jak zwykle mnie nie zawiodłaś i rozdział jest po porostu cudowny <3o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Środa, 21 grudnia

-Hej! Hej, Lu! Lu? - podbiegam do wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny. Ma na sobie czarną, rozpiętą skórzaną kurtkę pod którą widać czarny T-shirt. Ciemne spodnie i czarne, krótkie sznurowane glany. Zatrzymuje się, odwraca i bierze do ust papieros. Ma ciemne włosy i te same zielony oczy, które kilkanaście lat temu, wpatrywały się we mnie z radością. Ostre rysy twarzy, wyrażają zdziwienie. - Jestem Orual. Ta sama Orual, którą kiedyś spotkałeś w kawiarence na St Sky. Byliśmy mali, ale może pamiętasz mnie jeszcze?
Zarzuca na głowę kaptur i spogląda na mnie podejrzliwie. Oddycham szybko przez usta, czekając na jego reakcję. Być może gdyby nie ten impuls i działanie emocji, nigdy nie odważyłabym się odezwać do kogoś takiego jak on. Moje serce bije wciąż szybko, nie mogąc się uspokoić. Cała trzęsę się z radości. Nie spodziewałam się spotkać Lu. Lu! Lu, który tak bardzo zmienił się przez ten czas, ale którego wciąż pamiętam, dzięki tym samym oczom. L u !
-Orual? - pyta niższym niż się spodziewałam głosem. Jest świszczący, zapewne od dużej ilości wypalonych papierosów. - Ty jesteś Orual?
Kiwam szybko głową, wstrzymując oddech. Pamięta mnie?
-Co to za laska? - spoglądam na równie wysokiego mężczyznę, podchodzącego do Lu.
-To jest Orual - mówi, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Chazz – Mówi tamten kiwając do mnie głową. Uśmiecham się lekko i znów spoglądam na Lu. Wypuszcza dym z ust i mówi:
-Może skoczysz gdzieś z nami, O r u a l ?- pyta obojętnym głosem, lecz dla mnie nie ma to teraz większego znaczenia. Czekałam wystarczająco długo, by teraz tak łatwo odpuścić.
-Pewnie - odpowiadam i idę z nimi chodnikiem. Moje serce wciąż szybko bije, a ja nie mogę go uspokoić.
-Nie zimno ci mała? - pyta Chazz. Spoglądam na siebie. Jestem ubrana w obcisłe, jasne jeansy i top. Swój płaszcz zostawiłam w kawiarni. Chcę odpowiedzieć, ale w tym momencie zauważam jak do Lu podchodzi wysoka, chuda dziewczyna z dziarami w różnych miejscach i całuje go w usta. Wstrzymuję oddech i staram się nie patrzeć, ale kątem oka zauważam jak Lu, odpycha ją od siebie. Daje mi to pewną nadzieję. Dziewczyna spogląda na mnie z lekkim zdziwieniem. Lu unosi do góry rękę, jakby pokazując aby dała spokój. Biorę oddech i chowam ręce do kieszeni. Jest ciemno i zimno.
-Trzymaj - Lu podaje mi swoją skórzaną kurtkę. Mam ochotę zaprotestować, ale spoglądam na idącą razem z nami dziewczynę, więc tylko się prostuję i zarzucam ją na siebie. Czuję przyjemne ciepło i o wiele szybciej bijące serce.
Chazz podaje mi długiego, cienkiego papierosa. Zaciągam się. Nigdy nie paliłam. Zaczynam kasłać, ale szybko dochodzę do siebie. Zaciągam się ponownie, tym razem powstrzymując kaszel. Oddaję mu papierosa i spoglądam na Lu.
-Zmieniłeś się - mówię. Słyszę jego ciche mruknięcie.
-Ah tak? Ty również trochę…
Wchodzimy po schodach na piętro do mieszkania, które otwiera nam całkowicie pijany koleś.
-Lu! Chazz! Wchodźcie! - otwiera szerzej drzwi, kompletnie nie zwracając uwagi na mnie. W progu całuje dziewczynę, towarzyszącą nam wcześniej, ale ta odpycha go w ciemne pomieszczenie. Słyszę huk muzyki, a w nozdrzach czuję zapach tytoniu i alkoholi. Zdaję sobie sprawę, że zgubiłam gdzieś Lu oraz, że nikogo tu nie znam. Podchodzę do stolika i biorę do ręki butelkę piwa. Upijam kilka łyków, rozglądając się po ciasnym, zatłoczonym i ciemnym pomieszczeniu. Wszędzie tańczą ludzie przy głośnej rockowej muzyce, a gdzieniegdzie pojedyncze pary całują się, nie zwracając uwagi na resztę. Biorę kolejny łyk, ruszając się lekko w rytm muzyki. Nie bardzo wiem po co tu stoję, po co tu jestem, po co piję i po co obserwuję tych ludzi, po co mam nadal na sobie kurtkę Lu i po co do cholery o tym wszystkim myślę.
Czuję dotyk na ramieniu i odwracam się. Widzę Lu. Pokazuje, żebym szła za nim. Więc idę. Omijamy bawiących się ludzi i zatrzymujemy się w równie głośnym, ale pustym miejscu. Od tańczących, oddziela nas ściana.
-Hej Lu.
-Orual.
-Gdzie byłeś przez te wszystkie lata? - pytam. Widzę, że bierze do ust piwo.
-Co?
-Gdzie byłeś przez ten czas?
-Szukałem cię, Orual - odpowiada. Patrzę mu w oczy. Mimo świadomości, że kłamie, czuję się szczęśliwa i zadowolona z tej odpowiedzi.
-Ja ciebie też - biorę duży łyk. Nie pamiętam kiedy po raz ostatni byłam na jakiejś imprezie. Oblizuję wargi. Lu zaraz mnie pocałuje. Zamykam oczy i czekam. Czekam. Czekam. Czekam. Otwieram oczy i widzę jak Lu patrzy na mnie z uśmiechem. Czuję wstyd, jak zaczynam się szybko rumienić, lecz właśnie wtedy czuję jak mnie całuje. W sam środek ust. Mocno i nieprzerywalnie. To już nie ten sam smak ust, które całowały mnie wtedy gdy, byłam mała. Te są szorstkie i zachłanne. Doświadczone. Ostre. Ale pragnę je mieć na swoich wargach, mimo, że sprawiają mi ból. Kaleczą moje usta swoją za bardzo spierzchniętą skórą.


Zdaję sobie sprawę, że ten rozdział nie jest taki jaki byście oczekiwali. Nie mogę powiedzieć, że nie wyszedł, bo każdy rozdział wychodzi. Po prostu raz jest lepiej opisany czy ujęty, a raz gorzej. Nie ma to absolutnie związku z moimi obecnymi „humorami” czy odczuciami. Rozdziały napisałam wcześniej i mam już skończone całe opowiadanie. Znam zakończenie. Robię tylko małe poprawki zanim wstawię go tutaj, dla was. I dlatego sądzę, że mogę was dzięki temu zapewnić, iż kolejny rozdział będzie już lżejszy i jak myślę lepiej sformułowany. Dziś, cóż… nie ujęłam tego tak jak chciałam, lecz być może tak ma być?
+ zaczynamy ferie, witam
  • awatar муѕzкα ♥: Jaki zwrot akcji. Zaintrygował mnie Lu... Chociaż taki obojętny, to taki jednak przekonujący. Ma coś w sobie. Tylko czemu Orual zostawiła tam Oscara? Przecież to nie okej. Wszystko jest dziwne, ale genialne. Wielkie brawa za to, że dostrzegasz wady w bohaterach, w większości opowiadań, które czytam takie nie trafiały się często. Zazwyczaj były te, gdzie wszystko było pięknie. A opis tego pocałunku, wstyd, negatywne uczucie. To jest coś co dopełnia opowiadanie do ideału. Dziękuję Ci za to. Rozdział n i e s a m o w i t y.
  • awatar Gość: Tak myślałam. Lu za bardzo się zmienił. Zrani ją tylko. No ale czekam na kolejną część, bo może się mylę ;) Obrazek jest fajny. :D podoba mi się <3
  • awatar arrosa ♥: Cudowny, bardzo mi się podoba :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Środa, 21 grudnia

Słyszę ciche drapanie w witrynę szyby. Spoglądam w tamtym kierunku i widzę Oscara, który macha do mnie dłonią w rękawiczce. Uśmiecham się, wstaję i szybko się ubieram. Gaszę światło i zamykam drzwi od biblioteki, w której pracuję.
-Fajnie, że przyszedłeś - mówię, odwracając się do niego. - Sądziłam, że nie trafisz. Nie umiem tłumaczyć.
-Dałem radę - uśmiecha się.
-Co to? - pytam wychylając się lekko na bok i zauważając małą paczkę, którą trzyma schowaną za siebie.
-To dla ciebie - mówi, podając mi to. Chwytam w dłonie i w poświacie blasku latarni widzę nieduży pakunek w sztywnym opakowaniu, zawinięty w kolorowy papier. Na samym środku widnieje duża czerwona wstążka.
-Naprawdę? - unoszę do góry moje brwi w zaciekawieniu. - Z jakiej okazji?
-Z bardzo wyjątkowej – Patrzę na niego pytająco. Czuję jak zaczyna mi się podobać jego tajemniczość, zarazem mnie lekko irytując. - Poznałem cię.
-Mhm.
Sięgam dłonią, chcąc rozpakować prezent, lecz on mnie powstrzymuje.
-Poczekaj. Pójdziemy na kawę? – pyta, kładąc rekę na mojej dłoni.
Czuję, że moje serce wali niemiłosiernie szybko.
-Jasne – mówię bez zawahania, pod wpływem emocji i impulsu.
Idziemy razem zaśnieżonym chodnikiem. Nie bardzo świadoma mojej decyzji, wiem, że chłopak jest bardzo zadowolony, że się zgodziłam. W końcu próbował kilka razy tego pytania i każde odrzuciłam. Czuję jak małe płatki śniegu, wpadają w moje rozpuszczone włosy. Narzucam na głowę kaptur ze sztucznym futerkiem. Przed sobą niosę prezent- wciąż jeszcze nierozpakowany. Nie mogę powiedzieć, że to bardzo miło z jego strony, że mi go dał, ani nie mogę jeszcze podziękować, gdyż nie wiem co jest w środku. Co jeśli mi się nie spodoba? Może ma tak samo jak Sophie tandetny gust do obdarowywania innych? Co wtedy zrobię? Staram się wymyślić w głowie racjonalną reakcję na widok okropnego prezentu.
Wchodzimy do dużej kawiarni nad którą wisi żółty, świecący szyld z napisem „Hello”. Pomieszczenie jest chłodne, ale odpowiada mi ta temperatura. Siadamy przy wolnym stoliku pod ścianą. Oscar bierze ode mnie mój płaszczyk i wiesza go na haczyku kilka kroków dalej.
-Teraz mogę? - wskazuję gestem na pakunek. Śmieje się i kiwa głową. Podchodzi kelnerka i szybko notuje nasze zamówienia.
-No, dawaj! - zachęca mnie. Siedzę z dłonią zawieszoną tuż nad czerwoną kokardką z zagryzioną wargą. Spoglądam jeszcze raz na chłopaka, by zapamiętać jego wyraz twarzy. Biorę głęboki oddech i pociągam szybko za wstążkę. Ostrożnie rozdzieram papier, a po chwili moim oczom ukazuje się coś, czego nigdy bym się po nim nie spodziewała. Uśmiecham się szeroko.
-Zwariowałeś! – piszczę z nutą zapytania w głosie i głośno się śmieję. - To jest kaktus!
On też się śmieje. Biorę w ręce, niedużą doniczkę i podnoszę ją na wysokość oczu.
-Uwielbiam kaktusy! Skąd wiedziałeś?
Wyobrażam sobie jak bardzo dziwnie musi to wyglądać z boku. Wyobrażam sobie jak ktoś zastanawia się któro z nas jest bardziej dziwne – ja ciesząca się z kaktusa, czy on, który dał mi coś tak „absurdalnego”?
-Powiedzmy, że obserwowałem twoje zainteresowania przez pewien czas.
-O b s e r w o w a ł e ś mnie? - pytam jeszcze bardziej zdziwiona.
-Nie. Obserwowałem twoje z a i n t e r e s o w a n i a.
Patrzę na niego szeroko się uśmiechając. On też na mnie patrzy, szeroko się uśmiechając. Oboje na siebie patrzymy, szeroko się uśmiechając. Stawiam kaktusa na stoliku i przez chwilę mam ochotę wstać i przytulić Oscara. Nie robię tego jednak.
-Dziękuję. Naprawdę jesteś niemożliwy. Ale to niesamowite. Dziękuję. Jeszcze nikt nigdy nie podarował mi kaktusa! - zatykam usta rękami, głośno się śmiejąc.
-Super. Super, że ci się podoba.
-Jest oryginalny …i.. świetny! – mówię, kręcąc głową z niedowierzania. Wciąż nie bardzo jestem świadoma tego wszystkiego. Kiedy ostatni raz siedziałam z chłopakiem przy kawie? Może zacznijmy od tego kiedy ostatnio byłam na jakiejś randce? Lub co najważniejsze: kiedy poznałam ostatnio kogoś t a k i e g o ?
Kelnerka stawia na naszym stoliku zamówioną kawę z której unosi się aromatyczny zapach. Biorę łyk i delektuję się idealnym smakiem.
-Jakie jest twoje motto? - zagaduję.
-„ Rób to, na co masz ochotę.”
-Niezłe. Chyba mi się nawet podoba… - biorę kolejny łyk.
-A twoje?
-„Sprawy należy doprowadzać do końca”. – Odpowiadam po dłuższym namyśle. - To chyba właściwe motto. Nie jestem szczególnie uporządkowana, ale też i nie nieroztargniona. Lubię mieć wszystko jasno - od początku do końca. Można to chyba nazwać mottem, nie? - Spoglądam na niego. Patrzy na mnie zaciekawiony.
-To zależy, czym jest dla ciebie motto.
Wzruszam ramionami.
-Skróconą wersją mojego życia, mojego usposobienia, charakteru. Streszczeniem w postaci jednego lub kilku małych zdań, w których jest zawarte wszystko czego pragnę. Moje cele. Marzenia. Czy nie tym jest właśnie motto?
-Może być - kiwa głową i lekko się uśmiecha, jakby wciąż nad tym myślał. - Nie wierzysz w Boga, tak?
-Mhm.
-A w co wierzysz?
Bierze łyk gorącego napoju i spogląda na mnie z nad filiżanki. Oddycham spokojnie. Czuję szybkie bicie serca. Do moich uszu dociera cicha i melodyjna piosenka w tle. Zastanawiam się czy powinnam się niepokoić tym, że wie o mnie tak dużo. Być może nawet z a d u ż o.
-Nie możesz wierzyć w „nic”. Nicość jest pustką, a pustka jest nicością - Poprzedza moją odpowiedź. Prostuję plecy i spoglądam gdzieś w bok.
-Wierzę w książki - Czuję na sobie jego spojrzenie, więc ciągnę dalej. – One mają w sobie magię. Mogę im w pełni zaufać i odnaleźć w nich rozwiązania na swoje problemy. Wysłuchają mnie. I co najważniejsze - z a w s z e s ą. Książki to nasi cisi przyjaciele… - Ostatnie zdanie dodaję szeptem, jakby bojąc się je wypowiedzieć na głos.
Dopijam kawę, mając w głowie cały czas słowa Oscara. Rób to, na co masz ochotę. Rób to, na co masz ochotę. Chciałabym móc to zapamiętać.
-Przecież Bogu też możesz zaufać, oddać swoje myśli… - Słyszę jak mówi po chwili. Odwracam głowę w przeciwną stronę. Wstrzymuję oddech, czując jak moje serce przyspiesza tak jak nigdy. Przez kilka sekund siedzę z szeroko otwartymi oczami i wpatrzonym wzrokiem za szybę kafejki. Bez cienia zawahania wstaję i wybiegam, najszybciej jak tylko mogę. Słyszę za sobą głośne wołanie Oscara, ale ignoruję to. „R ó b t o n a c o m a s z o c h o t ę .”
  • awatar муѕzкα ♥: Z każdym rozdziałem coraz bardziej mnie zaskakujesz. Piękne, cudowne, dopracowane. Widać, że w pełni się w to opowiadanie oddajesz i bardzo dobrze Ci to wychodzi. Pierwszy rozdział był dla mnie zwyczajny, ale tego bym tak nie nazwała. Jesteś niesamowita. Strasznie polubiłam Oscara. :)
  • awatar Limited: Jesteś cudowna, wiesz? Twoje rozdziały jak i opowiadanie, są takie prawdziwe. Tworzysz historię realną, prawdziwą. Coś co łatwo sobie wyobrazić i "wejść" w tą historię. Ja uwielbiam czytać książki i ten ostatni fragment...czuję jakby był o mnie. Uwielbiam :3
  • awatar Blue moon.: boskie boskie, jak zawsze <3 czekam na następne rozdziały! ♥.♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Wtorek, 20 grudnia

Kładę, bezradnie ręce na stoliku. Sophie spogląda za okno. Staram się odgadnąć na co patrzy. Domyślam się, że jej wzrok spoczywa na wysokim mężczyźnie o ostrych rysach twarzy. Pod zimową warstwą ubrań z pewnością ma bogate , umięśnione ciało. Stoi po drugiej stronie ulicy z papierosem w ręce.
-Jest niezły - mówi, nie odrywając od niego wzroku. Zgadłam. Sophie zawsze miękły kolana na widok takich chłopaków. Podsycało ją ich zadziorne zachowanie i niebezpiecznie, ostry wygląd. Zawsze zastanawiało mnie czym się kierowała, gdy poznała Matta. On jest zupełnym przeciwieństwem jej obiektów westchnień - typowy mięczak.
Obie widzimy jak do „obiektu westchnień mojej siostry” podchodzi wysoka, koścista dziewczyna z długimi blond włosami. Ma krótką spódniczkę i puchate futerko. Typowy wygląd dla panienek, którymi interesują się tacy faceci. Wzdycham i kątem oka zauważam zazdrosne spojrzenie mojej siostry, która mocniej zaciska dłonie na kubku. Mimo jej niepozornego wyglądu mogłaby go zdobyć w ciągu kilku sekund. Taka jest właśnie Sophie.
-Rozmawiałaś z mamą? - pyta po dłuższej chwili ciszy. Bawię się kulką z serwetki, a potem spoglądam na moją siostrę i kręcę głową.
-Dobrze wiesz, że nie… - szepczę.
-Powinnaś - odpowiada natychmiast stanowczym głosem. Spuszczam wzrok i ponownie bawię się w milczeniu kulką. Słyszę jak głośno wypuszcza powietrze. - Porozmawiaj z nią, proszę.
-To nie ma sensu. Znów będziemy się kłócić. Będzie mi wypominać wszystko co zrobiłam nie tak, jak ona tego chciała. Będzie opowiadała brednie o ojcu. O tym, że najwyraźniej mało mu było wojny, bo wciąż prowadził ją z nami. Ale jego już nie ma i to nie ma głębszego znaczenia. Nie chcę rozmawiać z matką. Po prostu nie będę. Po co? Ona tego nie chce. Ja tego nie chcę. Nikt tego nie chce. Zrozum.
Milczymy obie. Nie patrzymy się na siebie. Być może siostra na mnie patrzy, ale ja na nią nie.
-Ona umiera, Orual - mówi cicho.
Przestaję się bawić papierową kuleczką i spoglądam na Sophie. W jej oczach widzę łzy, które chce przede mną ukryć. Biorę głęboki oddech. Przez moment nic nie słyszę i nie widzę, prócz mojej siostry naprzeciwko mnie.
-Co u niej? - pytam.
-Tak nagle cię to teraz interesuje? – szepcze. Mierzymy się długą chwilę wzrokiem, po czym ja odwracam spojrzenie, bijąc się z myślami. - Źle. Lekarze nie dają jej zbyt dużo czasu. Właściwie nawet nie wiem czy będzie mogła zobaczyć noworoczne fajerwerki. A przecież do sylwestra tak blisko. Nie wiem czy usłyszy moją relację z podróży. A przecież wyjeżdżam za trzy dni. Martwię się o nią, Orual. I pragnę, żebyś ty też się nią zainteresowała tak jak ja. W ostatnich dniach jej życia, kiedy ja wyjadę. Zrób to. Porozmawiaj z nią. Ona tego potrzebuje, Orual… - jej głos zniża się prawie do szeptu.
-Nie mogę - odpowiadam. Wpatruje się we mnie zmartwionym i rozżalonym wzrokiem. Wstaje i zakłada swój płaszcz. Robi to wolno, czekając na moją zmianę decyzji. Ale ja nie zmieniam zdania.
-Więc nawet nie możesz choćby tylko tyle zrobić dla nas, siostrzyczko… ? - Nachyla się nade mną i obejmuje moją głowę w swoje dłonie, szepcząc mi to do ucha, tak cicho, że ledwo słyszę jej słowa. Całuje mnie w czoło i odchodzi. Chwilę siedzę nieruchomo.
-Wszystko dobrze? - słyszę jakiś głos. Spoglądam na niskiego, łysiejącego starszego mężczyznę, nachylającego się w moim kierunku i patrzącym mi prosto w oczy. Czuję łzy w oczach i narastającą złość. Wybucham.
-Odwal się pan - wstaję szybko, chwytam płaszczyk i wybiegam na mroźne powietrze. Sama nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Mam ochotę objąć teraz Oscara, co bardzo mnie szokuje i przeraża, bo nigdy przedtem nie myślałam w ten sposób. Nie wiem, czy powinnam tak myśleć. Czy to jest w porządku wobec niego? Wobec mnie samej? Nienawidzę uczucia, kiedy jestem bezradna i zagubiona. To mnie nie przeraża, to mnie p a r a l i ż u j e !
  • awatar муѕzкα ♥: Jeju kochanie.. Jak tu zacząć pisać, bo ja nawet nie jestem w stanie opisać tego co czuję po przeczytaniu. To jest tak prawdziwe, tak cholernie prawdziwe. Czytam sobie Twój rozdział, a później mój i mam ochotę skończyć z tym całym pisaniem. Jesteś niesamowita. Tak dokładnie potrafisz wszystko opisać. Kocham to. Żal mi trochę tej siostry... Przecież Orual mogłaby spotkać się z tą mamą. Płakać trochę się chce, bo umiera... Rozdział pełen emocji, z niczego robisz coś, a to duuuży plus.
  • awatar Karaliene♥: Chciałabym zacząć od tego co podoba mi się ( i jest dla mnie bardzo widoczne ) a mianowicie Twojego stylu pisania. Co można mówić o pisaniu, otóż wiele rzeczy. Twój styl zaczyna mnie intrygować, to jak z lekkością opisujesz jej emocje, uczucia i co najważniejsze w jaki sposób kleisz poszczególne zdania. To jak perfekcyjnie ułożone puzle, każde zdanie pasuje do poprzedniego i tak w kółko, co razem tworzy wspaniałą całość. Teraz na temat Orual, jest skomplikowana i delikatna, a coraz rzadziej spotykam takie bohaterki. Przeważnie są porywcze, mające zimną krew, a tutaj jest krucha drobinka mająca swój własny zamknięty świat. To staje się coraz bardziej ciekawe mimo iż w rozdziale nie dzieję się nagła i gwałtowna akcja.
  • awatar SiewcaZwątpienia: Dziękuję za miłe słowa,jak i za zrozumienie treści przynajmniej większości moich tekstów. A czy mam talent do tego? Cóż. To może być kwestia genów, wychowania czy też po prostu życia. A teraz co do Twych zapisków w końcu po to tu jestem: lekko. Bardzo przyjemnie się je czyta i przy tym nie robią sieczki z mózgu. Podobają mi się cytaty, jako tytuły poszczególnych rozdziałów. Wiele jest historii jeszcze niezapisanych, a ta traktuje o rzeczach wręcz przyziemnych. Dnia codziennego, które jednak potrafią na chwilę zatrzymać czas aby dać nam tą małą chwilkę nad zastanowieniem się, co my sami byśmy zrobili czy też "jakie to życiowe". Ciężko jest balansować na granicy światła i ciemności. Ale niektóre rzeczy dzieją się tylko za ciemną kurtyną. Życzę Ci wytrwałości w pisaniu, gdyż chcę się dowiedzieć co będzie z Oural.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Wtorek, 20 grudnia

Zastanawiam się jak czują się ptaki. Ptaki, ptaki nic nie muszą. Mogą beztrosko szybować po niebie, między odległymi krańcami świata. Mogą wzbić się w stronę słońca, by poczuć wiatr w piórach i cudowne promienie słońca, a potem mogą odpocząć na gałęzi, gdy się już zmęczą i wtedy mogą przyjrzeć się ludziom, zapędzonych swoim trybem życia. Mogą wszystko, a jednocześnie tak niewiele. Czy są szczęśliwe? Czy odczuwają taki stan? Czy gdyby mogły to opowiedziałyby wszystkim o swoim szczęściu? A może tylko niektórym? Czy podziękowałyby dzieciom, które dokarmiały ich w zimie, za ich troskę? Czy ptaki są czegoś warte?
Spuszczam wzrok z nieba i wchodzę do ciepłej kawiarenki na St Sky. W przyciemnionym wnętrzu siedzi kilka osób, czytając gazety lub rozmawiając z drugą osobą. Siadam w moim ulubionym miejscu - przy stoliku przy samym oknie z którego widać całą ulicę i idących nią pospiesznie ludzi - zdejmuję płaszcz, wieszam go na oparciu krzesła i uśmiecham się pogodnie do kelnerki, zmierzającej w moim kierunku.
-Dzień dobry - zatrzymuje się obok mnie z malutkim notesikiem i długopisem w dłoni. Jest młoda, ma może dziewiętnaście lat. Jest średniego wzrostu, a jej krótko obstrzyżone włosy w kolorze jasnego blond, robią na mnie zawsze duże wrażenie. Zastanawiam się czy ja byłabym w stanie posunąć się do tego stopnia, by ściąć swoje włosy aż tak bardzo i odważyć się wyjść do ludzi. - Duża latte z pianą; to co zawsze, tak?
-Mhm. Plus jedna czarna kawa; dzięki.
Oddala się ode mnie i podchodzi do pozostałych stolików. Spoglądam na duży zegar, zawieszony po mojej prawej stronie - wskazuje czternastą dwanaście po południu. Sophie powinna tu zaraz być. Opieram głowę na ręce i wzdycham. Uśmiecham się do siebie na myśl o dzisiejszym śniadaniu z Oscarem. To miło z jego strony. Naprawdę bardzo miło.
-Siostrzyczko…! - mówi słodkim głosem Sophie i siada naprzeciwko mnie.
-Cześć. Jak tam?
Porusza brwiami i robi tajemniczą minę, chcąc mnie zaintrygować. Patrzę na nią pytająco.
-Matthew i ja jedziemy do Aten! Wspaniale, prawda?
-Naprawdę? To świetnie! Kiedy?
Myślę o tym, że tak dawno nigdzie nie byłam. Nie podróżowałam, nie zwiedzałam. Zastanawiam się czy dałoby mi to jakąś satysfakcję, czy by mnie umocniło? Czy rzeczywiście podróże uczą życia…? Spoglądam na siostrę i zauważam na jej twarzy nikły grymas.
-Dwudziestego czwartego.
-W Wigilię? - unoszę do góry moje brwi ze zdziwienia. W zasadzie to nawet się cieszę. Nie przepadam za Mttem, a czas spędzony z nim w jednym pokoju doprowadza mnie do szału. Potrafi mówić tylko i wyłącznie o sobie, co mnie irytuje.
-Mhm. Matthew kupił już bilety. Przepraszam, że tak wyszło. Gdybym tylko wiedziała wcześniej, nie pozwoliłabym mu na ten termin. Dobrze wiesz jak bardzo mi zależało na świętach spędzonych razem…
-Daj spokój, Sop. Przecież sobie poradzę.
Podchodzi kelnerka i stawia moje latte i kawę dla siostry.
-Nie chcę, żebyś była w Wigilię sama - mówi. Kręcę przecząco głową.
-Nie będę.
Widzę jej pytające spojrzenie. Wzruszam ramionami i cicho wzdycham. Powiedzieć jej o Oscarze?
-Poznałaś kogoś? - pyta.
-Coś w tym stylu - mruczę ledwo dosłyszalnie.
-Serio? Oh, Orual, spotykasz się z kimś? Tak się cieszę! - odsuwa głośno krzesło i nachylając się nad stolikiem, całuje mnie w czoło. Szybko się cofam i odpycham ją od siebie. Wszyscy klienci patrzą na nas zaciekawionym i lekko zażenowanym wzrokiem.
-Z nikim się nie spotykam! - odpowiadam lekko oburzona. Czekam aż siądzie z powrotem, by przestała tworzyć wokół nas widowisko.
-Kto to jest? - siada i patrzy na mnie wyczekująco. Ponownie wzruszam ramionami.
-Nikt taki - mówię. – Znajomy - spuszczam wzrok. Słyszę jak siostra bębni palcami o stolik.
-Długo go znasz? Jak ma na imię? - spoglądam na nią z irytacją.
-Czy to ważne? Liczy się jaki jest, a nie ile go znam.
- Orual, po prostu nie chcę, żebyś wplątała się w jakiś ogólno dostępny dla ciebie związek, tylko dlatego, że tak będzie najłatwiej lub z obawy, że nadal będziesz sama. Chcę, żeby to była świadoma decyzja… - Kątem oka widzę, że kliencie znów na nas zerkają.
-To nie jest mój chłopak! - przewracam oczami i głośno wzdycham.
- Chcę, żebyś miała pewność, że to ten jedyny. To, że radzisz sobie całkiem nieźle sama, nie znaczy, że możesz znieść tak samo czyjeś towarzystwo. Zwłaszcza, że od dawna z nikim nie byłaś,
-Wiem Sophie, ale to tylko dobry znajomy. Nikt więcej, okej?
Wzdycha i chwilę mierzy mnie wzrokiem. Kiwa głową i bierze do ręki kubek z kawą.
-Okej - odpowiada i upija łyk.
Spoglądam za okno i widzę młodą dziewczynę - mającą nie więcej niż siedemnaście lat- idącą z malutkim dzieckiem za rękę. W ustach trzyma papierosa, którego usiłuje podpalić. Dziecko się wyrywa. Jest przestraszone i na pewno zmarznięte w tej cieniutkiej kurteczce i najprawdopodobniej przemoczonych bucikach. Ściska mi się serce, kiedy widzę jak dziewczyna puszcza rękę dziecka i osłania długi, cienki papieros od wiatru, by móc go podpalić. Widzę jak idący pospiesznie mężczyzna, potrąca dziecko, nie odwracając się nawet za siebie. Czuję łzy w oczach. Zagryzam usta. Mam ochotę wybiec i złapać to dziecko na ręce, przytulić, pogłaskać po małej główce i pocieszyć.
-Spędzisz z nim święta?
Odwracam wzrok i spoglądam na siostrę, wzruszając ramionami. Oscar nic nie mówił na ten temat. Nie wiem czy ma rodzinę i jak bardzo pragnie spędzić z nimi ten świąteczny czas. Myślę o tym, że najbardziej wolałabym spędzić Wigilię z Lu. - Wszystko się ułoży, Orual. Zobaczysz. Jestem tego pewna - Czuję jak kładzie mi rękę na ramieniu i lekko mnie głaszcze. Robi mi się ciepło; nie tylko fizycznie, lecz i emocjonalnie.


*http://limitoflove.pinger.pl/ Polecam bardzo, warto zajrzeń. Świeżutkie opowiadanie na was czeka! :> Muszę przyznać, że autorka ma ogromny talent *
  • awatar муѕzкα ♥: Dziwnie zachowała się ta Jej siostra trochę.. Muszę iść, więc w skrócie genialne. Mam nadzieję, że spędzą razem te święta. Resztę nadrobię wieczorem jak znajdę czas.
  • awatar Limited: Nadrabiam, bo szkoła. Rozdział...trochę mnie rozbawił. Szczególnie zachowanie Sop...taka z niej ciekawska,martiwaca sie siostra? Cos mi sie tak wydaje, ale lubie ją. Nie potrafię się za bardzo dziś rozpisać, to wina tej szkoły. Trzymaj się kochana :*
  • awatar ☆LoversGonnaLove♥: Piękne , jak zawsze . nic nie zmieniaj, pisz dalej . czekam na kolejną część . postaraj się jakbyś mogła troszkę dłużej pisać :* Pozdrawiam !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Wtorek, 20 grudnia

Mój nadgarstek nie daje za wygraną. Coraz silniej odczuwam ból, a intensywne szczypanie paraliżuje całe moje ciało. Potajemnie chwytam się za rękę, tak by nie dostrzegł mojego ruchu Oscar. Zagryzam mocno wargi.
-Jak długo ci z tym zejdzie? - pytam, by nie myśleć o bólu. Muszę przyznać, że czuję pewnego rodzaju dyskomfort, że ktokolwiek jest u mnie w mieszkaniu. Kiedy ostatnim razem ktoś mnie odwiedził? Nie pamiętam i chyba nie chcę pamiętać. Powinnam już dawno temu przestać spoglądać wstecz.
-Ze śniadaniem? Bardzo jesteś głodna? Hm, zaraz kończę…
Kiwam głową i uśmiecham się z wdzięcznością. Zastanawiam się czy mi wybaczył ten mały incydent.
A jak myślisz?
Orual?
Mhm.
Boże, wreszcie jesteś! Bałam się. Tak bardzo się bałam…
Niepotrzebnie; coś się dzieje?
Chciałabym wyjść z tych za ciasnych ram i stanąć ze sobą twarzą w twarz. Dlaczego nie mogę jakoś tego ułatwić, choć trochę?
Nie marnuj okazji, dopóki masz tego chłopaka.
Sądzisz, że ktoś kogo nie znam, da radę wyciągnąć mnie z własnych tarapatów?
Jasne, że tak - tylko w to uwierz!
-Oscar? - pytam, przerywając mój osobisty monolog ze sobą.
-Hm? - spogląda na mnie.
-Zaraz wrócę, dasz radę nie spalić mieszkania?
-Skoro prosisz… Jasne.
Idę do łazienki i siadam na brzegu wanny. Nie wiem już co robić. W moim mieszkaniu jest chłopak na którym mi od kilku minut tak bardzo zależy, w sercu czuję się bezsilna, bo jestem nadal sama, a może już nie?, czuję ból z nadgarstka, niedający mi racjonalnie myśleć i ten obłęd w głowie.
Odrywam bandaż i widzę wciąż sączącą się krew z otwartej rany. Boli. Boli coraz bardziej. Wstaję i sięgam po wodę utlenioną, następnie polewając ranę. Szczypie jeszcze mocniej niż przedtem. Biorę głęboki wdech i zamykam oczy. Ponownie siadam na brzegu wanny i widzę pustkę w głowie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Czuję się osłabiona fizycznie, a przecież nigdy taka nie jestem. Zawsze psychicznie, lecz nie fizycznie. Czuję drżenie ciała. Wstaję i opieram się o umywalkę. Głęboko oddycham. Podnoszę zraniony nadgarstek na wysokość oczu i wpatruję się w cieknącą po mojej ręce krew. Strużka płynie szybko w dół do łokcia i skapuje do umywalki. Zamykam oczy. Nie chce mi się nic. Naprawdę nic.
-Orual? - słyszę pukanie do drzwi. Otwieram oczy i nie odpowiadam. Szybko wycieram zakrwawioną rękę i bandażuję ją na nowo. - Jesteś tam?
-Tak!
-Co się dzieje?
Otwieram drzwi i szeroko się uśmiecham. Oscar spogląda na mnie niepewnie. Poprawiam włosy i bluzkę.
-Co to? - wskazuje na mój nadgarstek, niedbale zawinięty bandażem. Zastygam na moment z ręką przy włosach.
-Skaleczyłam się. Jestem strasznie nieostrożna.
Chłopak stoi z poważną miną, uważnie obserwując mój każdy ruch. Odnoszę wrażenie, że mi nie wierzy. Nie ufa. I boi się, że zaraz zrobię coś cholernie idiotycznego.
-Przecież się nie tnę! - mówię wysokim głosem z rozbawieniem, chcąc rozładować napięcie, utworzone między nami. - Jak śniadanie?
-Orual…
-Jak śniadanie? - pytam ponownie, ignorując jego słowa.
-Chcę, żebyś wiedziała, że jestem tutaj i możesz na mnie liczyć. Zależy mi na tobie. Naprawdę, możesz mi zaufać.
-Co ze śniadaniem?
-Orual, proszę cię…
-Dobrze, rozumiem - kiwam głową. Patrzy mi prosto w oczy. Wciąż mi nie wierzy. Wzdycham. Czy j a mu wierzę? Muszę wytrwać. Nie powiem mu chyba, że czołgałam się po ciemku w nocy po mieszkaniu, przypadkiem natykając się na metalowe złączenie, nie?
-Jest już gotowe - mówi cicho i przepuszcza mnie w drzwiach. Spuszcza wzrok i czeka aż wyjdę z łazienki. Stoję, nie ruszając się z miejsca. Chcę mu coś powiedzieć. Żeby się nie martwił o mnie, że to nic takiego, że być może nie dam sobie sama rady, ale nie musi nic dla mnie robić i że dziękuję. Otwieram usta, gotowa na wypowiedzenie tych słów.
-Posłuchaj, to… - zaczynam, ale szybko urywam. Nie mogę. Nie dam rady. Spogląda na mnie, a ja zaciskam ręce w pięści, starając się by łzy nie wypłynęły z moich oczu.
-Poczekam – mówi. Zaskakuje mnie jego otwartość. Nie robi czegoś, czego bym oczekiwała. Widząc malujący się ból na mojej twarzy, nie udaje, że tego nie dostrzega. Jestem mile zaskoczona. To coraz częstszy obraz w moich myślach. Zaskoczenie. Zaskoczenie jakie szykuje dla mnie każdego dnia Oscar…
Wstrzymuję oddech najdłużej jak tylko się da.
-Poczekam, aż będziesz gotowa, by powiedzieć mi prawdę. By mi w pełni zaufać. Nie będę cię przecież zmuszał - parska zdenerwowanym, ale miłym śmiechem. - Mogę to dla ciebie zrobić, prawda? Czekać. Mogę czekać.
Kiwam powoli głową i uśmiecham się do niego wyrozumiale. Patrzymy na siebie przez dłuższą chwilę, obserwując rysy swoich twarzy. Tak bardzo pragnę go teraz przytulić, objąć i powiedzieć, że może czekać. Mrugam kilkakrotnie i widzę, jak idzie w stronę kuchni, a po chwili wychodzi z dużą tacką do krojenia chleba, na której leży ładnie przyrządzone śniadanie.
-Nie mogłem znaleźć tacy śniadaniowej w szafkach… - mówi z grymasem na twarzy. Uśmiecham się i zaczynam się śmiać. Nie tylko z niego, że zrobił śniadanie najlepiej jak mógł. Śmieję się z życia, że mam kogoś takiego obok siebie, kto zupełnie swobodnie sprawia, że śmieję się, zapominając o rzeczywistości. Tego potrzebuję. Wiem to tak bardzo doskonale. I to mnie cieszy.


Myślę, że to miłe zaskoczenie jeśli chodzi o Orual – zważając na poprzednie rozdziały, w których nie okazywała takiej sympatii do kogokolwiek, nawet siostry. Dlatego mimo, iż rozdziały nie bardzo mi wyszły, to jestem zadowolona z takiej akcji, która już wkrótce się rozkręci.
  • awatar Tranquility.: matko jak słodko <3
  • awatar муѕzкα ♥: Za opis wyjścia z łazienki masz taki przeogromny plus, genialne to było. Strasznie lubie Oscara, jest taki godny poświęcenia, chce Jej pomóc, JEST, szczęściara z Orual. Niech tylko dobrze wykorzysta tą okazję, bo myślę, że mogliby stworzyć niesamowitą parę. Wspaniały rozdział.
  • awatar Karaliene♥: Zmieniła się, Oskar - czarodziej uczuć ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Wtorek, 20 grudnia

Jest dziewiąta rano. Stawiam bose stopy na podłodze i delikatnie - jakby uważając by nikogo nie zbudzić - idę do łazienki. Staję przed lustrem i widzę niską, lekko potarganą brunetkę z rozmazanymi pozostałościami po tuszu do rzęs. Opuszczam wzrok niżej i widzę mój brzoskwiniowy top. Nie lubię intensywnych kolorów, w szczególności neonów. Są bolesne dla oczu. Wolę matowe i kremowe odcienie. Odkręcam kurek z zimną wodą i ochlapuję nią twarz. Związuję włosy w wysokiego kucyka i przebieram się.
Idę do kuchni i robię sobie kawę. Czuję piekący ból w lewym nadgarstku. Przez chwilę spoglądam się na ranę ze zmarszczonym czołem, a po chwili uświadamiam sobie co się wydarzyło poprzedniego wieczoru. Biorę wdech i sięgam do szafki po bandaż. Opatruję nadgarstek. Wciąż czuję wewnętrzną pustkę z powodu braku kogokolwiek. Opuściła mnie nawet moja druga Orual. Dlaczego? Kiedy znów wróci do mojego serca? Tęsknię. Jest jedyną, którą mam. Oscar. Jest jeszcze Oscar. Czy mogę, czy p o w i n n a m go zaliczyć do potencjalnego członka osób mi towarzyszących?
Słyszę jakieś odgłosy i na chwilę zastygam z nieruchomym wzrokiem. Kot wchodzi dziarskim krokiem do kuchni. Zagryzam policzek od wewnątrz. Wskakuje na parapet, połączony z blatem kuchennym i siada przy samej szybie, obserwując latające za nią ptaki. Biorę łyk kawy. Znów słyszę jakiś odgłos, dobiegający z przedpokoju, jakby od drzwi. Spoglądam pytająco na Kota, ale ten siedzi niewzruszony, obserwując naturę za oknem, przemienioną na wysokie blokowiska. Widzę tylko pojedyncze strzygnięcia jego uszu. Odgłos się powtarza. Zeskakuję z blatu i po cichu idę w stronę drzwi.
Złodziej?
Natychmiastowo przeszukuję moją głowę w celu odnalezienia jakiegoś sposobu obrony, czy czegokolwiek. Co jeśli mnie zabije? Zostawi. Odejdzie. Czy będę umierała powolną czy szybką śmiercią…? Nagle drzwi się otwierają i w progu zauważam znajomego blondyna. Stoję między kuchnią a przedpokojem, wpatrując się w niego zdziwionym spojrzeniem.
-Co ty wyprawiasz? - pytam oburzona. Zamyka za sobą drzwi i szeroko się do mnie uśmiecha.
-Chcę cię przeprosić.
-Ty? - unoszę do góry moje brwi.
-Mhm.
-To ja cię powinnam przeprosić, Oscarze.
Wzdycha.
-To miała być niespodzianka. Spodziewałem się, że śpisz - mówi, wskazując kciukiem na drzwi za sobą.
-I chciałeś zrobić mi śniadanie do łóżka w ramach przeprosin, tak? - mówię z lekkim uśmiechem.
-Coś w tym stylu - odpowiada śmiejąc się. - Ale widzę, że mi nie wyszło…
-Jeszcze nic nie jadłam - mówię, zagryzając wargę, by nie zaśmiać się jak wariatka. Naprawdę cieszę się, że przyszedł. - Chodź! - Kiwam głową w stronę kuchni. – A, naprawdę cię przepraszam za to wszystko. Nie powinnam była działać tak pochopnie. To moja wina. Jestem niemądra, wiem… - mówię, odwracając się do niego. Chcę mu powiedzieć jeszcze o tym, co zadręcza moją głowę od kilku godzin. Że go nie kocham. Powinien to wiedzieć. Jednak on uśmiecha się i podchodzi do mnie, mocno mnie przytulając. Czuję jak moje serce szybko bije. Moje ręce, oplatające jego ramiona, drżą. Boję się, żeby tego nie zauważył. Ten moment trwa tak długo, że zaczynam się zastanawiać czy aby chłopak nie ma jakichś głębszych zamiarów. Szybko jednak karcę się w myślach za ten pomysł, dobrze wiedząc, że nie upłynęło jeszcze nawet pięciu sekund.
-Jasne - mówi i spogląda na mnie. Uśmiecham się niepewnie i spuszczam wzrok.
Prowadzę go do kuchni. Moje serce nadal bije w zaskakującym tempie. Splatam ręce na piersiach, starając się opanować ich drżenie. Czuję wewnętrzne ciepło i szczęście, że chłopak uczynił ten mały gest. Zamykam na chwilkę oczy i pozwalam sobie w myślach na to by skakać i piszczeć ze szczęścia z tego powodu. Czuliście kiedyś wewnętrzny brak? Nie wiedzieliście jak będzie wyglądało jutro? Nie chcieliście tego wiedzieć i w pewnym momencie przyszedł ktoś, kto was objął. Pocieszył, być może nieświadomie. Dał wam zarys nadziei. Przypominacie sobie ten szczególny gest w tym dniu? Zastanówcie się co wtedy czuliście i teraz pomyślcie o mnie. Jestem tak bardzo szczęśliwa! Czy jest coś piękniejszego od naturalnego, nic nie wymagającego gestu, który pomaga drugiej osobie?
-Więc dajesz mi wolną rękę bym zrobił ci śniadanie? - pyta upewniając się. Kiwam z uśmiechniętą miną i obserwuję jak zabiera się do pracy. Wyobrażam sobie wykwintne śniadanie, niesione na tacy, którą stawia mi na łóżku w którym śpię. Jak z filmu. Uśmiecham się jeszcze szerzej.
-Martwiłam się. Jest mi wciąż głupio po tym wszystkim..
-Nie myślmy o tym. Zacznijmy od nowa, hm? Jestem Oscar… Jestem Oscar i chcę być dla ciebie za wszelką cenę miły, dobry i życzliwy, bo uważam, że na to zasługujesz - mówi ze śmiechem w głosie. Kiwam głową. To dobry pomysł. Zacząć od początku. Czy nie to właśnie proponowała mi niedawno Sophie?
-Jestem Orual. Miło cię poznać, Oscarze.
-Masz wyjątkowe imię.
-Myślisz? - siadam na kuchennym blacie. Kątem oka widzę jak kiwa głową z pełną szacunku dezaprobatą. - Nie lubię go. Jest staroświeckie i szorstkie.
-Niewątpliwie. Jednak kryje w sobie pewną magię, która nieźle intryguje.
-Powiedz szczerze - skąd wiedziałeś jak mam na imię? Wtedy, gdy mnie potkałeś po raz pierwszy…? – pytam po chwili, obserwując go z powagą.
-Widziałem cię wcześniej parę razy to tu, to tam… Ktoś kiedyś się tak do ciebie zwrócił, więc pomyślałem - czemu nie ?
Utkwiłam w nim nieme spojrzenie. Dobra historyjka. Ale czy ja w nią wierzę? Czy powinnam? Przekręcam oczami. Zależy mi na nim, bo szczerze powiedziawszy nie wierzę w przypadki. Może Bóg wreszcie się nade mną ulitował i dał mi tu na ziemi kogoś, kto się mną zaopiekuje. Każdy na świecie powinien mieć prawo do jednego przyjaciela. Żeby nikt nie był sam. Nigdzie. Jest mi samej siebie żal. Zależy mi na naszej znajomości, lecz tak po prostu oceniam go od góry do dołu. Może mówi prawdę? Tylko jak to odkryć? Zaufać bez podstawień, na ślepo? Naprawdę?


... mam dziś urodziny, hej! :>
  • awatar муѕzкα ♥: Wreszcie nadrabiam zaległości. Rozdział jest, Jezu.. Idealne pod każdym względem. Jak czytałam moment, gdy Ją przytulił to się tak szczerzyłam, że masakra. To jest piękne, że aż łzy w oczach są :') Spóźnione życzenia, może nie będziesz się gniewać. Chciałabym Ci życzyć tego czego mogę, miłości, dużo miłości, pełnej akceptacji siebie, weny i niezastąpionych pomysłów, jak najmniej rozczarować, bólu. Kochanie, bądź szczęśliwa, spełnij marzenia i napisz wreszcie książke!
  • awatar *Etta*: …w dniu Twoich Urodzin. Dużo zdrówka i miłości, moc uśmiechu i słodkości, mało smutku oraz łez pełni szczęścia jeśli chcesz… A tak na serio to przede wszystkim spełnienia marzeń, zaakceptowania swoich wad i zalet oraz kogoś kto będzie twoją podporą w drodze przez życie. Rozdział genialny! Niby to opowiadanie to kolejna wyssana z palca bajeczka bez większej akcji ale mi się bardzo podoba. Bardzo lubię twój styl pisania. Każdy fragment jest tak bardzo realistycznie opisany, że od razu przed oczami pojawia się jakieś miejsce. Jesteś świetna.
  • awatar Gość: fajne. Bardzo mi się podoba :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Poniedziałek, 19 grudnia

Drżą mi dłonie. Ręce. Nogi. Drżę cała. Czuję jak przebiega mnie dreszcz u koniuszka kości ogonowej aż po samą szyję. Wzdrygam się. Jest zimno, cicho i ciemno. Kawałek mojego ciała, oświetla poświata z latarni za oknem. Nie słyszę nawet cykania zegara. Być może dlatego, że wszystko mnie przeraża. Lub po prostu nie słyszę zegarka, gdyż padła bateria. Nagle na kuchenny blat wskakuje kot i siada obok mnie. Podskakuje przestraszona, zeskakuję z blatu i staję w kącie, obok lodówki i zlewu. Czuję jak moje serce bije zawzięcie szybko. Przełykam ślinę, nie mogąc złapać oddechu. Staram się nabrać powietrza przez usta, ale i ta próba zdaje się na nic. Osuwam się na podłogę, czując łzy w oczach. Wiem, że nic nigdy nie będzie idealne w moim życiu, ale dlaczego to zawsze mnie spotyka coś nieprzyjemnego? Łapię się dłońmi za gardło i zaciskam mocno powieki. Otwieram ponownie usta i próbuję wciągnąć ile sił w płucach, powietrze. Udaje się. Kładę głowę na zimnej podłodze, czując łagodzący chłód na policzku. Zagryzam wargi i płaczę. Płaczę. Płaczę krótko i w ciszy.
Podnoszę się na łokciach i rozglądam po ciemnej kuchni. W mroku spoglądam na szarawą postać z błyszczącymi oczami, wpatrującymi się prosto we mnie. To Kot, siedzący wciąż na blacie. Słyszę jego ciche miauknięcie. Ignoruję je i odwracam głowę w stronę pokoju. Zaczynam się w tamtym kierunku czołgać na brzuchu. Sama nie wiem dlaczego po prostu nie wstanę. Jest mi gorąco. Nie, zimno. Nie, nie wiem. Jest mi gorąco, ale ciarki przeszywające moje ciało, sprawiają mi chłód. Czołgam się wolno i… zamykam oczy, zaciskam z całych sił pięści i jak najmocniej zagryzam wargi, żeby tylko nie krzyczeć z bólu. Opuszczam głowę w dół i jedną ręką łapię się za nadgarstek. Syczę z bólu. Otwieram oczy i zauważam krew na mojej dłoni. Mam rozcięty nadgarstek. Spoglądam na podłogę i widzę ostry, kawałek blaszki, wystającej z naderwanego łącza paneli i kafelków kuchennych. Głośno klnę i zaciskam dłoń na prawym nadgarstku. Czołgam się dalej. Przez moment mam wrażenie, że rozumiem te wszystkie dziewczyny, które się tną. Mam wrażenie, że wiem co one czują. Na początku paniczny ból, ale po chwili pewnego rodzaju satysfakcję, która przynosi ci spokój i łagodzi wszystko. Przez moment zapominasz o wszystkim innym. Myślisz intensywnie tylko o tym co sobie zrobiłaś. Mam wrażenie, że wiem jakie to jest niesamowite uczucie. Ale zaraz po chwili, zmieniam zdanie. To coś okropnego. Jak można niszczyć swoje ciało? Jak potem pokazać się wśród ludzi? Jak znieść ich pytające spojrzenia? To jeszcze gorsze niż krzywda wyrządzona samemu sobie.
Podciągam się do góry i otwieram drzwi balkonowe na oścież. Czując pod brzuchem chłodną podłogę, wychylam się i zanurzam lewą dłoń w śniegu, leżącym na malutkim balkoniku. Czuję przyjemne zimno, które łagodzi mój ból. Nabieram dłonią trochę śniegu i przykładam do okaleczonej ręki. Lekko szczypie i boli, ale po chwili jest o wiele lepiej. Śnieżnobiały śnieg, barwi się na czerwono. Ponownie sięgam po czystą garść i przykładam do policzka. Najpierw jednego, a potem drugiego. Zamykam oczy i wyobrażam sobie siebie idącą po zamarzniętym jeziorze. Nagle kra się łamie, a ja wpadam wprost pod lodowatą wodę, która mnie paraliżuje. Wyobrażam sobie, jak chcę wypłynąć na powierzchnię i nie mogę. Lekko rozchylam wargi i dotykam śniegu, trzymanego w dłoni. Rozsmarowuję go na ustach. Zanurzam obie dłonie w śnieżnobiałym śniegu i nabieram ogromną garść. Rozcieram ją na twarzy, potem na szyi i ramionach oraz na dekolcie. Przyszywa mnie lodowaty chłód. Śnieg topnieje na moim ciele, skapując wprost na moje piersi. Czuję przyjemne, otaczające mnie uczucie. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, czuję, że naprawdę żyję. Że jestem kimś innym. Że mogę wszystko. Że powinnam wszystko. I że chcę robić wszystko co tylko zapragnę.
Otwieram oczy, widząc zakrwawiony śnieg. Przymykam drzwi balkonowe i kładę się na łóżku w skulonej pozycji. Wpatruję się przed siebie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Co robię? I dlaczego? To trudne. Samotność zabiera mi życie. Samotność mnie dusi…
Chcę teraz porozmawiać z moją drugą Orual, ale jej nie ma. Nie słyszę jej. Nie widzę oczami wyobraźni, mimo iż tak bardzo tego pragnę. Głowę chowam między ramionami. Przez otwarte okno, wlatuje mroźne, zimowe powietrze, przeszywające mnie do szpiku kości. Moja zwiewna, krótka sukienka nocna, lekko się porusza na moim nagim ciele. Nabieram do płuc głębokiego oddechu, który szorstko ociera się po moim gardle. Przełykam ślinę i otwieram oczy. Przez chwilę mam wrażenie, że ktoś mnie uważnie obserwuje przez okno, ale nic nie zamierzam z tym robić, nawet jeśli miałoby to być wytwórnią mojej wyobraźni. Taka myśl daje mi trochę swobody na to, iż nie jestem do końca tutaj sama. Może powinnam zastanowić się nad tym głębiej, lecz na pewno nie w tym momencie. Oddycham z wyraźną ulgą. Jakimś cudem udało mi się pozbyć Chłopaka Z Metra z mojego mieszkania. Nie byłam dla niego ani trochę delikatna. Wyrzuciłam go w końcu, więc nie sądzę, by poczuł się z tym dobrze. Jednak nie miałam innego wyjścia. To znaczy miałam, owszem, w końcu zawsze jest jakieś inne rozwiązanie, lecz działałam jak zwykle zbyt impulsywnie.
Powinnam bardziej panować nad moimi gestami i słowami, kiedy jestem w takim stanie.
W jakim stanie?
Wzdycham. Nie wiem. Skąd mam t o wiedzieć. Może powinno się t o leczyć, a może powinno się zamykać na oddziały specjalne takie osoby jak ja. T o co czuję w chwili, gdy płaczę nie jest niczym szczególnym. Ot taki żal do świata, iż jestem samotna. Czy mam prawo płakać z tego powodu? W końcu są ludzie chorzy, upośledzeni, umierający, biedni i jeszcze bardziej zdesperowani niż ja. Więc co jest moim prawdziwym powodem codziennych histerii? Samotność? Samotność, której tak bardzo zawsze się obawiałam i która wreszcie mnie dopadła? Czy to w ogóle ma sens?
Sięgam po szklankę i podnoszę ją na wysokość oczu. Wpatrując się w przezroczystą w niej wodę, zastanawiam się co widzę. Szklankę do połowy pustą czy do połowy pełną? Marszczę czoło i wykrzywiam usta w dziwnym grymasie. Widzę po prostu szklankę z wodą. To bez sensu.
Biorę łyk i przez chwilę trzymam wodę w ustach, mając nadymane policzki. Łykam i pociągam nosem. Nie, nie płaczę. Nie musisz się o mnie martwić - choć i tak dobrze wiem, że tego nie robisz, mimo, że byłoby mi miło. Wstaję i ze szklanką wody, podchodzę do okna, by je zamknąć.
Przez moją głowę przenika nagła myśl, że powinnam dać szansę Oscarowi. Tylko szansę na co?

Dać szansę Oscarowi…
Myśl pocieszająca jest taka, że od teraz w każdym rozdziale będzie jeszcze ktoś prócz Orual.


*http://expirion.tumblr.com/*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Niedziela, 18 grudnia

Po moim policzku spływa łza, wolno się tocząc w dół. Oblizuję wargi. Nasze głowy się stykają. Czuję na sobie jego oddech, a w buzi wciąż jego słodki smak ust. Siedzimy na zimnych kafelkach w kuchni. Obejmuje mnie jedną ręką, a drugą ociera łzę. Przełykam głośno ślinę. Moje całe ciało drży z chłodu i ze strachu. Kolejny raz się boję. Do moich uszu dociera jego cichy, słodki szept, że jest obok i zaopiekuje się mną. Nie pyta dlaczego płaczę, czy może to jego wina i co się dzieje. Płaczę w jego objęciach już po raz drugi, a mimo to nie jest mi nawet odrobinę wstyd. Czy łzy są czymś wstydliwym? Czy należy je ukrywać przed innymi? Czy istnieje zasada, mówiąca jasno, że nie należy płakać w towarzystwie innych? Czy jest taka beznadziejna zasada? Nie ma, bo przecież łzy nie są znakiem naszej słabości, a jedynie motywem ukazującym naszą wrażliwość na ten cały otaczający nas świat. Który na dobrą sprawę wcale nie uczy nas bycia silniejszymi i odporniejszymi na zło. Silnym trzeba się u r o d z i ć. Nie można tego zwyczajnie n a b y ć.
-Zostaw mnie samą - mówię, odsuwając się od niego i opierając się bokiem o ścianę. Przyciągam do klatki piersiowej kolana i mocno je obejmuję, płacząc. Nie jestem wciąż świadoma tego co zrobiłam. W gruncie rzeczy jestem zła na samą siebie. Nic, nic się nie wydarzyło, prócz zwykłych pocałunków. Więc czy mam prawo by teraz tak się zachowywać?
Widzi to. Widzi jak płaczę. Wbrew pozorom czuję się dzięki temu umocniona, chodź wiem, że to bez sensu. Ja jestem bez sensu.
-Nie zostawię cię tutaj samej - odpowiada głośno i przysuwa się do mnie, obejmując moje dłonie swoimi rękami. Odtrącam go, łykając słone łzy.
-Czego nie rozumiesz? Chcę b y ć sama. Z o s t a ć sama… - szepczę i widzę jak on kręci przecząco głową. Nachyla się leciusieńko w moją stronę i całuje mocno moje zmarznięte dłonie. –Proszę…
-Jeśli oswajamy coś, to jesteśmy zobowiązani o to dbać.
Dotyka moich włosów, przesuwa dłonią po moich mokrych policzkach. Robi to delikatnie, jakbym była drogocenną i jedyną na świecie wazą, którą można jednym zły dotknięciem zniszczyć.
-Oswoiłeś mnie? - pytam przez łzy i mocniej przyciskam do siebie kolana.
-Mhm.
-Nie wiem jak masz na imię.
-Naprawdę? - Kiwam głową. - Oscar.
Uśmiecha się do mnie i leciusieńko muska moją dłoń swoimi ustami. Czuję się jak mała dziewczynka. Jak wtedy w kawiarni kiedy spotkałam Lu. Chcę go odnaleźć. Żeby mieć go przy sobie. Znów słyszeć od niego te dwa słowa. Czuć jego usta na swoich. Być szczęśliwą. I nigdy już nie czuć się samotną. Nigdy.
-Jestem sama - szepczę z szeroko otwartymi oczami. Każde słowo wymawiam powoli i wyraźnie. Czuję mrowienie. Spoglądam przed siebie w niekonkretne miejsce. - Sama tutaj i sama na świecie. Sama w sercu i sama w głowie. Sama wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętam. Sama w rodzinie, sama z przyjaciółmi, sama w pokoju pełnym ludzi… Sama, kiedy się budzę, sama każdego koszmarnego dnia, sama kiedy w końcu nadchodzi ciemność. Jestem sam na sam z przerażeniem…*
Czuję jak oczy mi wysychają. Już nie płaczę. Czuje ból w sercu, który jest gorszy od wszystkiego. Oddycham spokojnie i zamykam oczy.
-Nie chcę być sama, nigdy nie chciałam, Oscarze - mówię, decydując się na powiedzenie mu prawdy. - Nienawidzę tego. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo, kto potrzyma mnie za rękę, przytuli mnie i powie mi, że wszystko będzie w porządku. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo kto by usłyszał mój krzyk, i nie mam nikogo kto pomógłby mi nauczyć się, jak przestać krzyczeć.* Brakuje mi tego tak bardzo.
-Orual…- słyszę głos chłopaka. Spoglądam na niego i w tym momencie czuję mocny uścisk jego dłoni na moich. – Jestem tutaj i nie pozwolę byś tak się czuła. Jestem tu. Nie jesteś sama. Nie będziesz - spogląda mi w oczy. - Jeśli tylko zechcesz, to zawsze będę cię trzymał za rękę, przytulał i mówił, że wszystko będzie w porządku - mówi. - Pomogę ci nauczyć się jak przestać krzyczeć.
Wyrywam mu się, ale on chwyta moje ręce i mocno je obejmuje. Robi to delikatnie, ale zarazem tak szorstko. Nie wiem dlaczego to robię. Czy to oznacza, że jestem tak bardzo nie dojrzała? Czy jedynie gestem, najprostszym z najprostszych, tak bardzo banalnym, można nabyć czyjeś zaufanie? Czy można mu pomóc, sprawić by poczuł się lepiej?
Chcę mu powiedzieć, że go nie kocham, że nic do niego nie czuję. Że niepotrzebnie się stara, jednak nie chcę go ranić. Nie mogę. Po tym wszystkim co mi powiedział. Nauczy mnie przestać krzyczeć. Tak bardzo tego potrzebuję. Potrzebuję jego. Ale go nie kocham.

*Fragmenty książki M. Hłasko „Następny do raju”
  • awatar Tranquility.: Wow no no wow, zaje, uwielbiam takie dramaty, choć nie lubię chłopaków (takich idealnych, którzy zrobią do cb wszystko, bo zawsze okazują się dupkami), ale to już wiesz z listów ^^ Piękne, czytam dalek , bo jeszcze 10 przede mną *.*
  • awatar муѕzкα ♥: Słucham Skora - Rozumiesz i wszystko co przeczytałam tak idealnie się ze sobą zgrało. Podoba mi się ten rozdział. Natłok myśli, marzeń, niepewności. "Sama tutaj i sama na świecie. Sama w sercu i sama w głowie. Sama wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętam. Sama w rodzinie, sama z przyjaciółmi, sama w pokoju pełnym ludzi… Sama, kiedy się budzę, sama każdego koszmarnego dnia, sama kiedy w końcu nadchodzi ciemność. Jestem sam na sam z przerażeniem…" Piękne. Wszystko jest piękne. Szare, monotonne, ale dokładne, w szczegółach, które są bardzo ważne. Piszesz bardzo prawdziwie.
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Jejku to jest take ... piękne :3 Strasznie mi się podoba : ) Masz wielki talent ;* Z wielką niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
Niedziela, 18 grudnia

Siadam na brzegu nie zaścielonego łóżka i biorę na kolana kota. Nerwowo drapię go za uchem, wpatrując się przed siebie. Siedzę w krótkich spodenkach i białym topie. Czuję dreszcz na nagich ramionach. Ilustruję wzrokiem książki od taty, stojące na półce naprzeciwko. Jest ich tak wiele! Zastanawiam się na którą mam dziś ochotę. Może „Dopóki mamy twarze” C.S. Lewisa? Lub coś z kolekcji Alice Kuipers? Wzdycham, stawiam kota na podłodze (który automatycznie wskakuje na parapet) i podchodzę do wysokiego regału, sięgającego pod sam sufit. Staję na brzegu dolnej szafki i sięgam po książkę Emily Giffin, stojącej na najwyższej półce. Dzwoni dzwonek do drzwi. Lekko tracę równowagę i upadam na podłogę. Teraz słychać pukanie. Podciągam kolana pod brodę i rozmasowuję uderzoną nogę. Ponownie rozlega się pukanie, dzwonienie, pukanie i dzwonienie. I tak przez kilka minut na zmianę. Podciągam się i idę lekko kulejąc do drzwi. Nie cierpię mojego życia. Jest tak bardzo trudne.
-Nic ci nie jest? - widzę Chłopaka Z Metra na progu moich drzwi.
-Co? - marszczę czoło.
-Przewróciłaś się?
-Być może - odpowiadam chłodno. Nie mam najmniejszej ochoty teraz na jego odwiedziny. I tak nigdzie z nim nie pójdę. Na j a k ą k o l w i e k kawę.
-Daj spokój, Or. Przecież widzę - wskazuje palcem na czerwoną plamę na mojej lewej nodze, która powoli zaczyna robić się bordowa. - Kiedy to było? Masz lód? Trzeba to szybko obłożyć lodem… - mówi ciepłym i przyjemnym głosem, robiąc krok w moją stronę. Ja robię krok w tył, spoglądając mu w oczy. Nic nie mówię. - Chodź, pomogę ci.
Wchodzi do mojego mieszkania, a ja bez słowa poddaję się jego terapii. Siadam na kuchennym krześle i w milczeniu obserwuję jak chłopak klęcząc obok mnie, delikatnie przykłada lód do mojej nogi. Nie boli mnie. Czuję się dobrze. On mnie nie pociąga, jednak mimo to mogę teraz mu się uważnie przyjrzeć. Oddycha spokojnie, a jego tors powoli podnosi się i opada. Niemal mam wrażenie, że słyszę jego głośne bicie serca. Hmm to chyba moje serce. Moje serce bije aż tak głośno? Uśmiecham się lekko do siebie, spoglądając na swoją klatkę piersiową. Podnosi się i opada w szybkim tempie. Dotykam prawą dłonią serca i natychmiast wyczuwam jego szybkie bicie. Chłopak podnosi do góry głowę i spogląda najpierw na moją rękę, leżącą na sercu, a potem na moją twarz. Widzę u niego cień zawahania i niepewności. Uśmiecham się do niego.
-Źle się czujesz?
-Nie - odpowiadam z lekkim uśmiechem, a widząc jego pytającą minę, kontynuuję - Przyjemnie bije. W tak szybkim tempie. Spójrz - chwytam jego dłoń i przykładam na piersi, tam gdzie czuć serce. Mój oddech jest nie równy. Uważnie obserwuję jego twarz i wpatrujące się jego oczy w moją klatkę piersiową. Zastanawiam się o czym teraz myśli. Co chce. Czego pragnie. Czy mu się podobam. Czy jestem w jego oczach atrakcyjna i seksowna? Odchylam głowę lekko do tyłu i zamykam oczy. Czuję delikatne muskanie warg chłopaka na mojej dłoni, a potem na piersiach i obojczykach, czy mi się tylko wydaje? Nie chce teraz tego wiedzieć. Chcę trwać w tym jak najdłużej. Czuję ciepło, którego tak nienawidzę. Ale dobrze mi jest tak. Zatapiam ręce w jego zmierzwionych włosach, czując jak pieści mnie wokół ramion. Zapominam o mojej nodze i o tym, że miał mi ją schłodzić lodem. Nachylam się w jego stronę i obejmuję za szyję. Całuje mnie lekko po nagich ramionach i dekolcie. Czuję pulsującą szybko krew w moich żyłach. Jest mi gorąco. Palą mnie miejsca, gdzie mnie całuje. Jego ręce dotykają moich gołych nóg, przesuwając się po wewnętrznych stronach ud. Podnosi moją koszulkę, dotykając zachłannie mojego brzucha. Całuje go, wędruje ustami w dół, muskając moje ciało kończące się przy zamku od krótkich spodenek. Oboje balansujemy na granicy, wiedząc, że wystarczy tak niewiele. Ściąga ze mnie ubranie i całuje po nagim ciele. Brakuje mi. Brakuje mi. Brakuje mi czegoś więcej. Zsuwam się szybko z krzesła na chłodną podłogę. Nachylam się nad nim i przywieram do jego ciała, swoim. Chwytam jego twarz w objęcie i mocno całuję w usta. Czuję słodki smak, który staje się dla mnie natychmiast pożądaniem. Chcę więcej. Pragnę więcej. Muszę mieć więcej. Zdobędę więcej. Całuję go nie zważając na nic. Nie obchodzi mnie moje życie i otaczający mnie świat. Pragnę teraz tylko jego. Chłopaka Z Metra, którego na dobrą sprawę nawet nie znam. Lecz liczy się teraz coś więcej. Co zaspokaja moje myśli. Znam jego ciało. I mam je przy sobie. Tutaj. Obok. Jego ciało jest teraz połączone wyjątkową mocą z moim- pożądającym i jego rozpalonym.
Czy nadal jestem samotna?


Nie wypowiadam się co do dzisiejszego rozdziału, czekam na wasze opinie.
Kolejny rozdział -> imię blondyna.
Tak bardzo fajnie, jest nanananananana. :>


Życzę Wam wszystkim pięknych i najlepiej spędzonych świąt, które będziecie pamiętać jeszcze na długo, jak mam nadzieję z radosnych powodów. ;* I aby nowy rok był pełen miłości i spełnionych marzeń i żeby każdy z was dotrzymał postanowień!
Duuuużo dobrych imprez życzę, piękne!
Na ten świąteczny czas mam dla was pewną sentencję:
„Bo jeżeli miłość ma być treścią naszego życia, to trzeba pokochać. Wszystko.” Ks. M. Maliński
  • awatar Tranquility.: Lol spóźniłam się troszku, ale wybacz <3 Świetne, matko, ostro, płonę O.o
  • awatar iloveslash: ciekawe, przeczytam od 1 rozdziału.
  • awatar chojrak tchórzliwy pies: wiesz, działam na jednym portalu literackim i znam sie nieco. Nie wiem jakie jest twoje opowiadanie. dziwne. błedy jezykowe. chcesz napisac o seksie ale nie mozesz. nie umiesz. dla dzieciaków
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

 
Niedziela, 18 grudnia

Wchodzę przez ogromne drzwi do budynku, a następnie idę dobrze mi znanym korytarzem w lewo. Ściany są tutaj pomalowane na migdałowy kolor, a podłoga jest ułożona z brązowo pomarańczowych płytek ceramicznych. Po obu stronach na ścianach wisi dużo kolorowych zdjęć, przedstawiających małych podopiecznych Publicznego Domu Dziecka. Kiedy jestem już na drugim piętrze, zatrzymuję się przed pokojem numer trzydzieści dziewięć w którym mieszkają bliźniaki. Pukam i otwieram drzwi, a po chwili czuję mocny ucisk na sobie przez niską blond-włosą dziewczynkę.
-Cześć Kaja! - mówię radośnie, lekko ją czochrając. -Hej Jo! - spoglądam na chłopaka, stojącego obok. Jest już wysoki i dość przystojny. Ciekawe jak będzie wyglądał za kilka lat. Pewnie będzie miał już dziewczynę i będzie najszczęśliwszy na świecie. Wszystko byleby tylko nie był samotny.
-Hej! - wita się szerokim uśmiechem.
-Mam dla was świąteczny prezent - mówię ciepłym głosem i podaję każdemu z nich oddzielną torebeczkę w której znajduje się po jednej figurce słonika, czekoladzie, kilku garściach cukierków, u Josua płyta jego ulubionego zespołu hiphopowego, a u Kai złote kolczyki i pierścionek. Stoję obok i obserwuję ich reakcję. Na ich twarzach widnieją coraz to szersze uśmiechy. Josua zdążył już rozpakować jednego cukierka i wepchnąć go do buzi, a Kaja dostrzegła swoje nowe kolczyki i teraz ogląda je z wielką intrygacji w oczach. Nagle słyszę wielkie „Łał” ze strony Jo, który odnalazł w swojej torebce płytę hiphopową, którą udało mi się znaleźć i kupić dziś po południu w drodze tutaj.
-Orual, jesteś niesamowita! - słyszę głośny pisk Kai, która mnie mocno obejmuje. Josua spogląda na mnie uradowany.
-Chodź - zachęcam go by podszedł do mnie tak jak Kaja. Kręci głową. Uśmiecham się. Jest taki uroczy.
-Podoba wam się?
-Taaak ! - Kaja głośno odkrzykuje. Śmieję się i siadam na łóżku obok chłopaka.
-A jak tam twój prezent? Fajny?
-Tak. Dziękuję. Jest super - kiwa głową.

Po półtorej godzinie wychodzę na mroźne, zimowe powietrze. Wkładam ręce do kieszeni i idę przed siebie. Jestem szczęśliwa zawsze, ilekroć odwiedzę tę dwójkę. To niesamowite uczucie, móc sprawić komuś radość. Jestem szczęśliwa! To dobrze, że im się spodobało. Odetchnęłam z ulgą. Chodź Josua wydawał się być znowu przygnębiony. Czasami zastanawiam się dlaczego.
Nagle zauważam Chłopaka Z Metra, siedzącego na ławce obok. Odwracam wzrok, by udać, że go nie zauważyła, lecz ten już na mnie spojrzał i nie mogę się nijak wykręcić.
-Orual! Orual, cześć! - zamykam na chwilę oczy i biorę głębszy wdech, nie zwalniając kroku. Po chwili chłopak idzie obok mnie.
-Oh, hej. Hm, śledzisz mnie? - spoglądam na niego kątem oka.
-Nie. Mogę zapytać cię o to samo - odpowiada łagodnie. W jego głosie nie słychać sarkazmu czy opryskliwości.
-Więc co tu robisz?
-Czekam na Maję.
-Maję? - unoszę do góry swoje brwi.
-Mhm.
-Okej.
Zapada milczenie, które jest przerywane cichym skrzypieniem śniegu pod butami.
-Chyba nie jesteś zazdrosna? - pyta z lekkim uśmiechem.
-Zazdrosna? O co?
-O Maję.
-Dlaczego?
-Skąd mam wiedzieć? - uśmiecha się do mnie. Kątem oka widzę jak na mnie spogląda. – Maja to moja kuzynka, robi pracę magisterską i...
-Słuchaj. My się w ogóle znamy? - zatrzymują się i spoglądam na niego. Widzę jak unosi do góry swoje brwi, a na jego twarzy wciąż widnieje uśmiech. Naprawdę nie mam pojęcia jak z nim rozmawiać, skoro nawet nie wiem kim jest.
-Spotkaliśmy się wczoraj w metrze.
-Nie pytam o spotkanie. Tylko o to czy się znamy.
-Hmm wychodzi na to, że tak.
-Nie przedstawiałam ci się wczoraj…
-Wiem-uśmiecha się, co doprowadza mnie do szału. Czy ta rozmowa ma w ogóle jakiś sens?
-To skąd pewność, że mam na imię Orual? - mówię z wyrzutem w głosie.
-Słuchaj, przepraszam. Muszę lecieć, bo Maja już czeka - wskazuje głową w bok. Spoglądam w tamtym kierunku i widzę tylko jedną dziewczynę w żółtym płaszczyku. Mrużę oczy, ale nie rozpoznaję twarzy. - Kawa?
-Co?- pytam zdziwiona.
-Bądź gotowa, dzisiaj o osiemnastej. Do zobaczenia! - odpowiada, ruszając z przepraszającą miną w stronę Mai. Mrugam kilkakrotnie. Co? Kawa? Osiemnasta? Dzisiaj?
Zaraz. Czy ja się zgodziłam?
Spoglądam w dal za chłopakiem, który idzie szybkim krokiem obok obcej mi dziewczyny. Czuję, że wzbiera we mnie furia. Nie zapytał się mnie o zgodę. Nie ma mowy, żebym z nim gdzieś poszła. To przekracza moje wszystkie granice. Nie. Stanowcze n i e.


Hej,
cóż nagła zmiana wydarzeń w moim życiu. Kolejny rozdział również zmieni akcję o 180 stopni. Jeszcze nie wiem czy to dobrze, czy nie xD
  • awatar муѕzкα ♥: Ona go tak delikatnie olewa, a on dalej się stara. Realistyczne jest to opowiadanie, widać, że bardzo dobrze wczuwasz się w bohaterkę. Furia, bo utrata godności, bo mu ulegnie, pięknie to wszystko wygląda w Twoim wykonaniu. Propsy ziomuś za to wszystko. Lubię tutaj u Ciebie różność charakterów, wszystko jest dopracowane. U innych tylko to samo, same pozytywy, a u Ciebie widać też wady. Miło się to czyta, odrywa i pomaga. Naprawdę świetne.
  • awatar Dreamcatcher. ♥: Cudny ;* Mam nadzieję, że co rozdział to lepszy :D
  • awatar Gość: haha :D Muszę przyznać, że opo coraz bardziej mi się podoba ;) ta zadziorność u bohaterki.. ahh... piękne! Czekam na kolejny rozdział :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Sobota, 17 grudnia

Owinięta prześcieradłem, siedzę z opartą głową o lodowatą szybę. Moje falowane, brązowe włosy, rozczochrane, opadają na nagie ramiona i plecy. Czuję chłód na moich również nagich udach. Obserwuję spadające płatki śniegu. Są tak samotne jak ja. Każdy z nich jest inny niż reszta. Jak ja. Spadają szybko lub wolno, balansując po ciemnym niebie. Są takie piękne…
Chciałabym być piękna. Mieć idealnie kształtne usta, które każdy chciałby pocałować. Idealnie okrągłe oczy o niesamowitym odcieniu, by każdy, spoglądając w nie, mógł się bezgranicznie rozmarzyć. Idealny nos. Idealne włosy o mocnej, kasztanowej barwie, uwodzicielsko opadające na moje odpowiednie ramiona, proste plecy i kształtne piersi. Mieć idealne biodra. Zachwycające. Idealne pośladki, które byłyby moim największym atutem. Oczywiście zaraz po piersiach. Idealny, płaski brzuch, bez rozstępów czy fałdek. Chciałabym idealnie się poruszać. Z gracją i pociąganiem. Idealnie mówić, tak, by wszyscy zakochiwali się w moim barwnym głosie. Idealnie całować i kochać się. Tak bardzo chciałabym być idealnie idealna, by mieć pewność, że wszyscy mnie cenią i kochają.
Ludzie nie kochają szczerze, zwłaszcza gdy masz tak idealne ciało i życie.
Racja.
Ale chciałabym mieć tą idealność tylko dla siebie, by móc patrzeć z dumą jak inni mi zazdroszczą. Wzdycham i omiatam spojrzeniem cały widok z okna. Na moim ciele pojawiają się co chwila nikłe dreszcze, które są jedyne i niepowtarzalnie wyjątkowe. Zawsze są ze mną i nigdy nie opuszczają. Kocham je.
Chyba powinnaś się leczyć.
Powinnam.
I powinnaś zmienić swoje życie.
Powinnam. Ale nie wiem od czego zacząć. Moją głowę zaprząta w tej chwili chłopak z metra. Wysoki blondyn z niebieskimi oczami w czarnej kurtce. Powiedział do mnie „Hej”, wymieniając przy wszystkich obcych ludziach w pociągu moje imię. On też jest obcy. Choć może nie zupełnie. Rozmawiałam z nim, a on zna moje imię. Uważam, że ludzie przestają być nam obcymi kiedy zaczynamy zastanawiać się nad ich osobowościami lub gdy powiemy im chociażby „Dzień dobry” czy „Cześć’. W takim razie Chłopak Z Metra nie jest mi już obcy. Przynajmniej nie z widzenia.
Przygryzam dolną wargę z całych sił i zaciskam mocniej ręce, trzymające prześcieradło, byleby nie pozwolić na łzy w moich oczach. Dlaczego on nie jest Lu ? Tym Lu, który chciał mnie kiedyś pokochać. Dlaczego to nie on mnie spotkał i nie on powiedział do mnie „Orual”. Tak bardzo bym chciała, żeby do mnie to powiedział. Płaczę. Płaczę w ciszy, łykając łzy, spływające po moich bladych policzkach. Krztuszę się, nie mogąc złapać tchu. Jest mi źle. Chcę, żeby był ktoś obok mnie. Teraz. By móc mnie przytulić. Pocieszyć. Pocałować. Pogłaskać po włosach. Dać nadzieję. Szansę. Jestem sama. Sama w mieszkaniu. Sama pośród czterech ścian. Sama w życiu. Sama na świecie. Sama przeciwko wszystkim.

Podnoszę zaspane powieki do góry, potem lekko unoszę głowę, opieram się na ramionach i siadam na podłodze, obejmując się rękami. Rozglądam się po pustym pokoju. Siedzę pomiędzy oknem balkonowym, a łóżkiem po prawej stronie. Przede mną stoi ogromny regał na całej ścianie z książkami. Głównie od taty. Zawsze dawał mi jakieś na urodziny. Po prawej stronie na ukos od łóżka są drzwi, na lewo od których stoi mały stoliczek nocny na którym stoi pusta filiżanka po kawie i książka Larsa Keplera.
Ciemna, brązowa podłoga z paneli ładnie wygląda na tle białych, staromodnych mebli.
Wstaję i porządniej owijam się prześcieradłem. Wychodzę do kuchni, znajdującej się na ukos na prawo od mojego pokoju. Zaparzam sobie malinowej herbaty i opieram się o kuchenny blat. Przymykam oczy i odliczam sekundy. Jest. Wchodzi. Wskakuje na blat, ocierając się o mnie i cicho pomrukując. Drapię go za uchem.
-Cześć mały. Chcesz zostać moim facetem ?
Kot wydaje z siebie cichy pomruk niezadowolenia.
-No jasne. Chcesz jeść. Jak zwykle- Nachylam się i spoglądam mu prosto w oczy.- Nienawidzę cię.
Odwraca łeb i udaje, że mnie nie widzi. Mrużę oczy i celując w niego palcem, głośno sycząc:
-Nienawidzę cię całego. Uwierz, że gdybym tylko mogła to nie dałabym ci krzty jedzenia. Ale to nie moralne. Masz szczęście! - podchodzę do lodówki i wyciągam puszkę karmy, na której pozuje idealnie puszty i z idealnie lśniącym futrem kot. Nachylam się i nakładam kotu karmę. Resztę, która lekko się wylała na podłogę, wycieram. Biorę kubek z malinową herbatą do ręki i idę do pokoju. Mam godzinę czasu, by się odświeżyć i doprowadzić do porządku, a potem dojechać do Publicznego Domu Dziecka na drugim końcu miasta. Dzisiaj dam bliźniakom prezenty. Tak bardzo się boję, choć już sama nie wiem dlaczego.


Rozdział 4 w oczekiwaniu na kolejny rozdział z blondynem… Mmm, witam moi drodzy
  • awatar муѕzкα ♥: Początek rozdziału o mnie. Weszłaś mi do głowy? Rozmowa sama z sobą przypadła mi do gustu, a to w metrze.. Zadziwiasz mnie pomysłami. "Uważam, że ludzie przestają być nam obcymi kiedy [...] powiemy im chociażby „Dzień dobry” czy „Cześć’." Spodobał mi się ten cytat, chociaż trochę go skróciłam. Opowiadanie, a raczej w tym rozdziale przemyślenia, odprężające. Dziękuję za niego, pomaga oderwać się od mojej szarej rzeczywistości i wbić do kogoś innego. Świetny rozdział. Obrazek genialny c:
  • awatar Tranquility.: Och, jak nieziemsko. Kochana, twoje teksty są piękne, można pomyśleć, ale to już wiesz. Twoje dialogi są niesamowite, tak bardzo mi się z tobą kojarzą, normalnie nieziemsko. Masz poczucie humoru <3 Bohaterka może jest trochę w depresji, może trochę bardzo, ale przypomina mi mnie. Bardzo ją lubię i lubię tego blondyna <3 O kocie nic nie powiem, bo mam na nie uczulenie :D Czekam na kolejny rozdział z chłopakiem i może z Lu? Och i oczekuję listu! <3
  • awatar 27 tattoos ♥: Bardzo mi się podoba ten rozdział. W ogóle całe twoje opowiadanie. Niby to dopiero początek, ale piszesz na prawdę świetnie i masz na tyle duży talent, że nawet gdybyś chciała nie potrafiłabyś tu niczego zepsuć. Potrafisz zadziwiać coraz bardziej :) Główna bohaterka przypadła mi do gustu. Jest bardzo prawdziwa. Szczególnie podobała mi się jej "rozmowa" z kotem. To było świetne! Uwielbiam poczucie humoru w twoim opowiadaniu. To jest nieco psychologiczne. Kocham takie klimaty. Cóż nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać na kolejny równie świetny rozdział co ten :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Sobota, 17 grudnia

Słyszę odgłos kobiecych obcasów, odbijający się echem wśród podziemnych korytarzy metra. Spoglądam na chłopaka, ocierając łzy. Zdaje sobie sprawę, że za często płaczę, być może nawet bez powodu. Kręcę głową i szepczę:
-Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam…
-Nigdy nie przepraszaj za to co robisz i nigdy nic nie wyjaśniaj.
Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami. Pociągam nosem i naciągam dłużej rękawy cienkiej kurtki. Lekko się uśmiecham. Jestem mu wdzięczna, ale z drugiej strony zła, że o nic nie pyta. Brakuje mi tego. Nikt mi nigdy nie zadaje pytań. To przykre, że ludzie tak bardzo bronią się przed trudnościami. Że nie chcą pomóc. A nawet jeśli chcą, to jak ? Jak, skoro nie pytają ? Nie pytają o nic innego niż o to jak się masz i co chcesz robić w życiu. Dlaczego nikt nigdy nie zadaje wprost żadnych innych pytań ? Takich jak: Wierzysz w Boga ? Ile razy się całowałaś ? Może chcesz polecieć w kosmos ? Lubisz chomiki ? To takie banalne pytania, których czasem oczekuję.
-Lubisz chomiki ?-słyszę swój matowy głos. Wykrzywiam twarz w dużym grymasie. Dlaczego nie umiem być normalna ?
-Nie bardzo. Dlaczego pytasz ?
Wzruszam ramionami, wkładam dłonie do kieszeni i wychodzę po szerokich i śliskich schodach na powierzchnię.
-A dlaczego by nie ? -Chwilę na mnie patrzy. Zastanawiam się o czym myśli. Uśmiecha się do mnie. Widzę jak jego blond włosy, wystają spod kaptura. Nabiera powietrza do płuc, układa usta w dziubek i wydmuchuje dwutlenek węgla, tworząc naprzeciwko siebie małą, krótkotrwałą mgłę.
-Chodź. Zimno tu-mówi po chwili, jak gdyby nigdy nic, wyciągając ręce z kieszeni kurtki i podając mi swoją prawą dłoń.
-I ?-unoszę do góry swoje brwi.-Nic mi nie odpowiesz ?
-A dasz się zaprosić na kawę ?
-Chcesz iść ze mną na randkę ?-pytam z lekko zdziwionym uśmiechem.
-Nie. Chcę iść z tobą na kawę, by móc przekonać cię że twoje życie jest piękne.
-Skąd masz pewność, że ono nie jest rzeczywiście beznadziejne ?-pytam, czując jak robi mi się gorąco.
-Przekonamy się-uśmiecha się zadziornie i wyciąga do mnie ponownie dłoń. Biorę głęboki wdech i kręcę przecząco głową. Nie jestem chyba tym typem kobiety by tak łatwo dać się oczarować mężczyźnie. O b c e m u mężczyźnie.
Mijam go z obojętną miną, idąc w stronę słabo oświetlonej alejki, prowadzącej wprost do mojej kamienicy. Ciekawe czy wiedziałby gdzie mogłabym znaleźć Lu. Może go znał. A może nie. Pięćdziesiąt procent szans. Wzdycham. Czuję nadal nieprzyjemne ciepło, spowodowane propozycją randki. W jakiś sposób upewniło mnie to, że nadal jestem atrakcyjna, a faceci się za mną oglądają. Rozpinam kurtkę i od razu czuję przyjemny chłód na klatce piersiowej. Przyzwyczaiłam się do zimna i nie potrafię nawet podać przyczyny. Tak jest i już.
Przystaję na chwile i odwracam się za siebie, by powiedzieć temu chłopakowi, że pójdę z nim na kawę innym razem. Na chwilę zamieram, a potem szybko mrugam oczami i wpatruję się w oświetloną aleję za mną. Obracam się wokół siebie. Przed oczami wirują mi ogromne płatki śniegu. Przełykam ślinę. Nie ma go. Nie pójdę z nim już na kawę. Nie spotkam go. Jestem znów samotna.
Czuję narastającą furię. Odwracam się za siebie, przechodzę przez ciemną bramę i szybko wbiegam po schodach do mieszkania. W oczach mam łzy. Jestem zła, głównie dlatego, że tak łatwo wpadam w histerię. Wpadam do mieszkania, zatrzaskuję za sobą drzwi, przekręcam szybko zamek i osuwam się na podłogę, głośno płacząc. Jestem tak bardzo nienormalna.
Chcę móc wam wyjaśnić, iż jest to moja „powieść”, której wcale nie mam zamiaru jakkolwiek koloryzować. Jest szara jak codzienność. Dlatego naturalnym zachowaniem będzie tutaj motyw płaczącej Orual, czy wam się to podoba czy nie, ponieważ to jest główny temat tego opowiadania. Chcę wam pokazać jak można się zmienić w ciągu kilku tygodni za sprawą czyjegoś uśmiechu i wsparcia. Pokazać jak ważna jest czyjaś bliskość i wsparcie. To jest mój pomysł przewodni na dzień dzisiejszy dla „Głębokiego oddechu”. Nie jest to absolutnie jakiś mój uraz, naprawdę chcę abyście mi mówili co jest źle, co wam się nie podoba, bym mogła korygować błędy na następny raz. Jednak chcę byście wszystko wiedzieli... Dziękuję za wszystko, bądźcie ze mną, proszę!
  • awatar The.End.: Uczucia,uczucia i jeszcze raz uczucia. Jak żywe
  • awatar муѕzкα ♥: Czytając ten rozdział wchłaniałam każde słowo dokładnie. To sprawia uczucie, jakbyś grała główną bohaterkę. Tak to na mnie zadziałało. Widać po Orual, że jest taka inna. Może trochę dziwna, ale zaimponowała mi. Wrażliwa.. Co do całego rozdziału to jest naprawdę świetny. Perfekcyjnie dopracowany. Lecę do następnego. :)
  • awatar toxicbreath †: świetne!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Sobota, 17 grudnia

Idę zaśnieżonym chodnikiem gapiąc się na odciśnięte w szarawej brei ślady obcych, nieznanych mi ludzi. Mimo iż odciski butów są różne, każdy potrafiłby wskazać swoje. Zastanawiam się czy ja też potrafiłabym to zrobić. Odwracam się i spoglądam pod nogi. Chwilę tępo patrzę się na moje buty, a potem biegnę wzrokiem po moich śladach, tak daleko jak sięgam wzrokiem. To niesamowite, a z drugiej strony tak bardzo żenujące.
Wchodzę przez bramę do małej kamienicy w której mieszkam. Panuje tu cisza i mrok, drewniane schody skrzypią, kiedy idę po nich na sam szczyt. Zatrzymuję się na ostatnim piętrze, głośno dysząc ze zmęczenia. Otwieram drzwi i wchodzę do środka. Do moich nóg od razu biegnie gruby, szarawy kot, łasząc się i wydając straszliwe odgłosy. Głaszczę go i idę do sypialni, by jak najszybciej zakopać się pod kołdrę. Kot nie daje za wygraną i postanawia mnie zadeptać na śmierć, łażąc po moich plecach oraz głowie w to i z powrotem. Przeklęta bestia. Wstaję i trzęsąc się z zimna, drepczę do kuchni by nałożyć mu ogromną porcję karmy z puszki. Kot rzuca się na jedzenie. Wstrętny pasożyt. Czeka tylko by dostać żarcie. Jednak mimo to wydaje się być bardziej szczęśliwy ode mnie. To straszne. Jestem sama. Nie mam nikogo. Nie mogę liczyć na niczyją pomoc, ani na czyjeś wsparcie. To cholernie przykre. Czuję łzy w oczach więc odwracam się na pięcie i wychodzę z kuchni. Siadam obok łóżka i chowam głowę w dłoniach, głośno płacząc. Jestem zmęczona i zmarznięta, a świat wokół wydaje się kręcić bez sensu. Pociągam nosem i staram się równo oddychać.
Zasypiam.
Budzi mnie dzwonek do drzwi. Ignoruję to. Kot zaczyna przeraźliwie wrzeszczeć, a ja chowam głowę pod poduszkę. Trzęsę się z zimna. Jestem głodna. I wciąż samotna. Siadam po kilku minutach na łóżku, rozpaczliwie wpatrując się za okno jak pada gęsty śnieg. Jutro niedziela. Może odwiedzę bliźniaki, jeśli starczy mi sił. Biorę do ręki dwie pary różowych skarpetek, które dała mi dziś Sophie. Są ohydne. I za małe na dziesięciolatków. I tak okropnie różowe. Moja siostra nie ma absolutnie gustu. Potrafi się modnie ubrać, ale nie potrafi kupować prezentów. Wzdycham, odkładam na bok skarpetki i wstaję, wychodząc do przedpokoju. Ubieram się ciepło, zakładam długie bordowe kozaki, narzucam grubą ciemnozieloną kurtkę ze sztucznym futerkiem i mocno obwiązuję się szalikiem. Moje długie kasztanowe włosy, opadają falami na ramiona.
Wychodzę na klatkę schodową, zamykam drzwi i szybko zbiegam po drewnianych schodach. W bramie panuje wstrętny odór, więc przyspieszam kroku. Mrużę oczy, gdy dopada mnie jasność i błysk świata. Wkładam ręce do kieszeni i idę przed siebie. Długą aleją, po której obu stronach rosną potężne drzewa, pokryte śniegowymi czapami. Na poboczach stoją samochody. Ktoś swój odśnieża, głośno przy tym klnąc. Idąc chodnikiem, słyszę głośne skrzypienie śniegu pod butami. Lubię kiedy śnieg skrzypi i kiedy jest idealnie czysty. Spoglądam w dół. Ten tutaj jest szarawy i posypany piaskiem.

Czuję się małabezużytecznaizdeterminowana, gdy wychodzę po ponad godzinie z centrum handlowego. Wędrówka po ogromnej hali, skończyła się na zadecydowaniu przeze mnie o kupnie dwóch par porcelanowych figurek słoni, wielkości chomika dla bliźniaków, eleganckiej pastelowej torby dla Sophie i puszki drobiowej karmy dla mojego kota. To naprawdę okropne, kiedy pomyślę, że być może ja też nie mam gustu do kupowania prezentów.
Schodzę dużymi schodami do metra i czekam chwilę na pociąg. Czuję jak ogarnia mnie chłód. Pociąg nadjeżdża. Wsiadam i zajmuję wolne miejsce. Spoglądam za szybę. Ciemny obraz migocze mi przed oczami w szybkim tempie.
-Hej, Orual !-słyszę czyjś męski głos. Odwracam głowę i widzę, siedzącego naprzeciwko mnie blondyna z niebieskimi oczami. Nienawidzę blondynów. I niebieskich oczu. Ten tutaj ma na sobie czarną kurtkę spod której wystaje ciemny fioletowy szalik.
-Hej-odpowiadam prawie szeptem. Na jego twarzy błyszczy uśmiech, na mojej- powaga. Jestem zmęczona. Nie mam siły z nim nawet rozmawiać. Wstaje i siada obok mnie. Nasze ramiona się stykają, a na mojej twarzy pojawia się nikły grymas niezadowolenia. Zastanawiam się skąd zna moje imię. Może mnie śledzi ? Lub jest szaleńczo we mnie zakochany i zaraz się mi oświadczy ? Teraz myślę nad tym czy przyjęłabym od niego pierścionek. Raczej nie. Nie kocham go. Może jest psychopatą, który gdy tylko wysiądę, zgwałci mnie i zabije ? Uśmiecham się krzywo sama do siebie i myślę czy byłoby to przyjemne. Umrzeć tak nagle i z zaskoczenia. Nikt by mi nie pomógł. Umarłabym sama gdzieś między podziemnymi korytarzami metra. Nawet nikt by nie zauważył.
Wysiadam z pociągu i idę szerokim korytarzem, oświetlonym jasnym, trupio bladym światłem. Chłopak idzie szybkim krokiem obok mnie. Zatrzymuję się nagle i spoglądam na niego.
-Chcesz mnie zabić ?-pytam. Marszczy czoło i spogląda na mnie niepewnie. Waha się. Widzę, że głośno się śmieje. Teraz to ja marszczę czoło.
-Dlaczego miałbym to zrobić ?-mówi z szerokim uśmiechem. Poprawiam swój bordowy szalik i opatulam się nim mocniej.
-Byłoby mi lepiej-odpowiadam cicho i ruszam w kierunku schodów. Na dużym zegarze po prawej stronie wskazówka powoli się przesuwa, wskazując godzinę dwudziestą dwadzieścia trzy.
-Naprawdę ? Naprawdę nie lubisz swojego życia ?
Wzdycham cicho.
-Nie lubisz tych pięknych wschodów i zachodów słońca ? Tego jak pada śnieg i jak świeci słońce ? Jak spadają na ziemię ostatnie liście z drzew ? Jak czajnik gwiżdże gdy woda jest wrząca ? Jak szczekają psy ? Jak matowa, rozgrzana trawa muska cię po nagich łydkach ? Nie lubisz kiedy cię ktoś całuje i mówi, że chce cię pokochać ? Że będzie zawsze przy tobie… ?
Czuję nagły dreszcz. Wzdrygam się mocno i szybko zatrzymuję. Oddycham głęboko. Chcę cię pokochać, chcę cię pokochać, chcę cię pokochać. Te słowa wypowiedział kiedyś Lu. Gdzie on jest ? Dlaczego go tu teraz nie ma ? Chłopak podchodzi do mnie i spogląda w moje smutne oczy. Zaczynam płakać. Gorące łzy wypływają z moich oczu. Obejmuje mnie i w ciszy pozwala się wypłakać. Tak bardzo nie chcę żyć. Nie chcę myśleć. Chcę zapomnieć. Chcę… Co ja tak naprawdę w życiu chcę ?


Mój ulubiony obrazek.
Tak czy inaczej witam was w ten śnieżny i wietrzny dzień. Czas zapalić światło.
  • awatar The.End.: Filozofujesz. Ale ja to lubię. I lubię to jak wszystko opisujesz.
  • awatar Abigaill.: Jestem ciekawa co będzie dalej :) Genialnee <3
  • awatar Razem, na zawsze.: Cudowny rozdział.Sytuacja z tym blondynem♥ Jestem ciekawa co z tego wyjdzie...nie ważn, czekam na kolejny rozdział!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›